sobota, 17 grudnia 2022

Chapter 17 ~ Aizen

  - Wzywałeś, kapitanie - powiedział Yakumo, stawiając się w biurze. 

Nie był do końca zadowolony, że znowu ktoś coś od niego chce. Nawet jeśli był to jego przełożony. Od początku śledztwa, wziął na barki sporą część obowiązków Renjiego, który najwyraźniej był zbyt zajęty, żeby spojrzeć nawet na co ważniejsze obowiązki zastępcy kapitana. Treningi shinigamich też były teraz na głowie Yakumo każdego dnia. A miał też własne obowiązki jako Trzeci Oficer. 

- Rozmawiałem przed chwilę temu z Renjim. 

- No oczywiście - westchnął Yakumo, ale tylko wzruszył ramionami, gdy Byakuya rzucił mu pytające spojrzenie. -  Jak idzie śledztwo?

- Dziś w lesie koło Sokyoku odnaleziono ciało dziewczyny imieniem Harumi Feng. Setsuko rozpoznała ją. To ona brała udział w uwolnieniu Makoto, a później walczyła z Setsuko. Po tym, jak wystosowaliśmy list gończy najwyraźniej ukryła się w rezydencji Shihoin  jako służąca. Nie wiemy, czy Shihoin o tym wiedzieli. Morderstwo zdecydowanie jest częścią śledztwa, ale Renji trafnie zauważył, że jeśli sam się tym od razu zajmie, to będzie zbyt oczywiste - wyjaśnił Byakuya. - Toteż, żeby zmylić wroga, chcę żebyś wybrał kogoś do pomocy i zajął się sprawą Harumi. Wszystkie informacje przekazuj bezpośrednio do mnie, a Renji je odbierze. W teczce na biurku masz dotychczasowe raporty z miejsca zdarzenia, przesłuchania świadka i sekcji zwłok. Chcę, żebyś porozmawiał z Shihoin, z jej rodziną, przyjaciółmi, szkołą. Może uda nam się dowiedzieć, dla kogo pracowała. 

- Nie będzie lepiej przekazać tego jednak do innego oddziału? - zapytał Yakumo. - Jeśli ja się tym zajmę to chyba i tak będzie dość oczywiste. 

- Nasz oddział przejął część obowiązków Dwójki do czasu rozwiązania sprawy Makoto. Nie widzę problemu. 

- Niby tak. Oczywiście. Teoretycznie wszystko gra, ale myślę, że sprawca będzie wiedział, że Renji ma na pewno łatwy wgląd w śledztwo oraz że ja w razie czego skojarzę fakty. Jeśli oddelegujemy sprawę gdzieś indziej, będzie wyglądało, że nie połączyliśmy faktów i niewiele robimy sobie z tej sprawy.

- Rozumiem. - Byakuya zamyślił się na chwilę, rozważając słowa podwładnego. - Kogo sugerujesz?

- Może oddział trzynasty? - podsunął Yakumo. - Oczywiście wszyscy dowódcy są godni zaufania, ale jeśli chodzi o dyskrecję, kto będzie lepszy jak pańska siostra, pańska córka oraz pańska kuzynka?

Byakuya westchnął, okazując, że nie jest zachwycony sposobem, w jaki Yakumo ujął sprawę. Miał jednak trochę racji. Teoretycznie każdy oddział się nadawał. Oddelegowanie śledztwa miało szansę zmylić wroga, a komunikacja nie powinna być trudna, skoro Kazumi systematycznie wpadła z odwiedzinami. 

- Zgoda. Idź tam od razu i przekaż sprawę w ręce Trzynastki. Niech Kazumi osobiście się tym zajmie.

- Tak jest. 


***

Do domu wróciła bardzo, bardzo zmęczona. Cały dzień napływały do niej raporty dotyczące śledztwa. Raporty na temat morderstwa Harumi Feng. Raporty na temat pojawień się Aizena, ale jakoś nikt nie miał jaj, żeby spróbować go złapać. 

Setsuko miała już zwyczajnie dość i to było widać. Yumichika przekonał ją, żeby na dziś wróciła do domu. I tak niewiele mogła obecnie zrobić. Torturowanie się czytaniem tych wypocin nic nie wnosiło do sprawy. 

Włożyła klucz w zamek, ale nic się nie wydarzyło. Wyglądało na to, że drzwi były otwarte. Dziwne to, bo Setsuko wątpiła, aby Byakuya zdołał wrócić przed nią. Chyba, że któreś z dzieciaków wpadło z wizytą. Nie wyczuwała jednak niczyjej energii. Może zwyczajnie zapomniała rano zamknąć?

Do środka weszła ostrożnie i powoli. Rękę trzymała na rękojeści zampakuto, gotowa do walki. W tych dziwnych czasach lepiej było nie ryzykować. Nikt jednak nie rzucił się na nią, gdy przeszła przez próg, więc nieco się rozluźniła. 

Klucze zawiesiła na specjalnie przeznaczonym na to haczyku, kapitańskie haori zawiesiła koło drzwi. Ruszyła w głąb domu wciąż z pewną dozą niepewności. Nic się jednak nie wydarzyło. 

Skierowała się w stronę łazienki, żeby wziąć prysznic. Zmyć z siebie stres całego dnia, odświeżyć i zrelaksować. Wtedy usłyszała głos, który zmroził jej krew w żyłach:

- Witaj, Setsuko.

Wiedziała… Doskonale wiedziała, że to wcale nie Aizen. Bowiem Aizen Sousuke był martwy i nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Jednak ten głos, ton, słownictwo… To wszystko było tak realistyczne, że nawet Setsuko nie była w stanie w pierwszej chwili opanować drżenia rąk. Zbyt wiele przeszła z jego powodu. 

Niestety, nie mogła sobie pozwolić na słabość. Makoto był tuż obok. W jej zasięgu. I choć wątpiła, że przyszedł w pojedynkę, miała szansę… Szansę, aby sprowadzić go do domu. Lub chociaż dowiedzieć się czegoś. Musiała to dobrze rozegrać, bo jeśli dojdzie do walki, to jedynie pogrąży Makoto, nawet jeśli uda im się go odzyskać. 

- Bardzo udana iluzja - powiedziała tak spokojnie, jak tylko mogła, choć zdradziło ją drżenie głosu. Powoli odwróciła się, by zobaczyć Aizena Sousuke, a raczej udającego go Makoto, siedzącego wygodnie na kanapie w jej salonie. - Nic dziwnego, że wszyscy byli tak wstrząśnięci tym widokiem. 

- Doprawdy?

- To nie zmienia jednak faktu, że Aizen Sousuke nie żyje. I żadna iluzja, nieważne jak doskonała, tego faktu nie zmieni. Być może udało ci się zasiać strach w sercach shinigami, ale to nie potrwa długo. 

- Jak na razie, wydaje się, że wszystko idzie zgodnie z planem. 

- Zgodnie z planem? Co na przykład? - zakpiła Setsuko. - Makoto - zwróciła się do niego. - Co próbujesz osiągnąć, pojawiając się tu? 

- Makoto? - Mężczyzna zaśmiał się krótko i przeczesał ręką włosy, tak jak Setsuko pamiętała. - Tak tylko mówisz, że jesteś pewna o mojej śmierci. Ale dobrze wiesz, ile razy jej już uniknąłem. Ile razy wróciłem. Czy na pewno z czystym sercem możesz spojrzeć w oczy swoim ludziom i powiedzieć im, że jestem tylko iluzją? Że nawet najdrobniejsza cząstka ciebie nie wątpi w to, czy może jednak ktoś znalazł sposób, aby mnie sprowadzić? Już raz się to udało. 

Setsuko milczała przez chwilę, co jedynie bardziej rozbawiło jej rozmówcę. Przygryzła wargę. 

- Makoto, dlaczego to robisz? Dlaczego tu jesteś? Mogę ci pomóc. Mogę cię ochronić, ale musisz mi powiedzieć…

- Zmieniłaś temat - zauważył z zadowoleniem. - Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że skoro już raz komuś się udało, być może zostawiłem sobie więcej niż jedną furtkę, aby powrócić. 

- Hogyoku to był fuks. Poszczęściło ci raz, ale nie dwa razy. Aizen Sousuke nie żyje i teraz jest jedynie iluzją. 

- Tak. Powiedziałaś to już wiele razy. - Mężczyzna wywrócił oczami. - Ponoć kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. To próbujesz zrobić? Zapewnić się, że to nie może dziać się naprawdę?

- Makoto, ja wiem, że to nie dzieje się naprawdę. 

- A jednak twoje ciało reaguje na moją obecność we właściwy sposób. Boisz się. 

- Nie boje się, tylko powracają do mnie traumatyczne wspomnienia - sarknęła Setsuko. - To spora różnica. 

- Traumatyczne - powtórzył Aizen. - Aż tak bardzo udało mi się ciebie zniszczyć. 

- Niespecjalnie, biorąc pod uwagę, że ja wciąż żyję, a ty jesteś iluzją. 

- Setsuko… - powiedział, przyprawiając ją o dreszcze. 

- Przyszedłeś mnie zabić, Makoto? - zapytała, zbierając w sobie siłę. - O to chodzi? A może kazali ci mnie złamać? Zdyskredytować w oczach innych? Jaki jest cel tej wizyty?

- Zabić cię? - zdziwił się Aizen. - To byłoby zbyt proste. Nie chodzi o twoją śmierć. Nigdy o to nie chodziło, bo to byłoby zbyt proste. 

- Nic nie będzie proste - zadeklarowała Setsuko. - Kiedy walczysz przeciwko mnie, Makoto. Jesteś silny. Bardzo silny. Utalentowany i mądry, a ktokolwiek stoi za tym wszystkim, ma władzę i wpływy. Ale to wam się nie uda. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby cię powstrzymać i sprowadzić do domu. 

- Do domu? Tu jest mój dom. Tu. Wszędzie. W Seireitei. W Soul Society. W zamku Króla Dusz. 

- Masz dom. Nawet jeśli przebywałeś w ośrodku, to masz dom. Dom jest tam, gdzie twoje serce. A twoje serce jest z twoją rodziną. Mitsuko bardzo się o ciebie martwi. Yuuki i Yuumi zapewne też.

- Yuuki i Yuumi powtarzasz - powiedział jakoś dziwnie, choć Setsuko nie potrafiła zrozumieć, co miał na myśli. 

Zanim jednak zdążyła zapytać, wszystko zniknęło. Nie była już w domu. Zamiast tego była w Las Noches. Otoczona członkami Espady, a obok niej siedziała Hotarubi, czekającymi na przybycie Aizena. Pamiętała doskonale ten dzień, bo było to ostatnie spotkanie przed bitwą. 

Makoto stworzył iluzje z jej wspomnień, choć nie wiedziała jak. Plątała się w nich, jak w koszmarze, przechodząc z jednego do drugiego. A w tle towarzyszył jej jedynie śmiech Aizena. 

Gdy się obudziła, stała na środku pustego salonu. Po Makoto nie było ani śladu. Gdy spojrzała na zegar, było dużo później. Była w iluzji długi czas i na długi dystans. Makoto doprawdy był potężny. Jednak cokolwiek było jego celem, nie udało mu się. Nie pozwoliła sobą zachwiać. Miała zaś coś do sprawdzenia. 

***

Cała trójka uważnie zapoznała się z dokumentami dostarczonymi przez Yakumo. Nie trzeba było mówić, że przyjęły zlecenie. Rozumiały intencję Byakuyi doskonale.

- Zajmiesz się tym, Kazumi? - zapytała Corrie.

- Oczywiście. - Kazumi uśmiechnęła się zadziornie. - Zapowiada się ciekawie. 

- Doskonale. Wybierz, kogo potrzebujesz do pomocy. I weź ile ludzi chcesz. Macie dość spory teren do pokrycia - zaoferowała Corrie. - Potem daj mi tylko znać. 

- Dwie czy trzy osoby wystarczą. I tak większą częścią rzeczy wolę zająć się osobiście, jeśli tak się to przedstawia - oznajmiła Kazumi. 

- Daj znać, jeśli będziesz potrzebowała pomocy - zaoferowała Rukia. - Choć biorąc pod uwagę twój status, nie powinnaś mieć problemu z dostaniem się do rezydencji Feng czy Shihoin. 

- Wpuszczą mnie - zaśmiała się groźnie Kazumi. - Czy będą tego chcieli czy nie. To zabieram - powiedziała, machając teczką. - I przywłaszczam sobie zapasowe biuro na miejsce spotkań. 

- Nie widzę problemu - zgodziła się Corrie. - I tak rzadko ktoś z niego korzysta. 

- Dam wszystkim znać, żeby trzymali się z dala od drzwi - wtrąciła Rukia. 

- Świetnie. To biorę się do roboty. 

Kazumi wyszła, niemalże w podskokach. Minęło sporo czasu, odkąd miała tak ważne i interesujące zadanie. Wreszcie mogła wziąć udział w śledztwie, które po części zagrażało jej matce. Pomimo swojej przeszłości i wielu błędów, tym razem wiedziała, po czyjej stronie stoi. Ktokolwiek próbował siać chaos w Gotei pod rządami jej matki, miał przechlapane. 

Nie potrzebowała do pomocy nikogo nadzwyczjnego. Para sumiennych dzieciaków wystarczyła. I tak zamierzała ich wysłać jedynie do Akademii, żeby przeszperali w postępach w nauce Harumi, oraz kwestii znajomych. Do Feng i Shihoin zamierzała udać się osobiście.

***

Taraka siedziała w kuchni, popijając herbatę. Wciąż nie wiedziała, co stało się z Shurien, a przyjaciel Katsukiego nadal się nie odzywał. Nikt też nie słuchał, gdy mówiła, że Shurien trzeba szukać. Nikt poza Katsukim. Śledztwo również utknęło w martwym punkcie, dopóki nie dostaną czegoś na temat Harumi Feng, więc z braku jakichkolwiek nowych poszlak, Abarai odesłał ich do domu, żeby trochę wypoczęli. Tylko, że Taraka nie chciała odpoczywać. Chciała odnaleźć przyjaciółkę. 

Zdziwiła się, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Było za wcześnie na powrót rodziców, zresztą oni by nie pukali. Może Hitoshi przyszedł, żeby wreszcie spędzić z nią trochę czasu. Odkąd zaczęli śledztwo, czuła się, jakby w ogóle nie byli razem. 

Poszła otworzyć i zobaczyła w drzwiach Katsukiego zziajanego i zlanego potem. 

- Mamy to - wysapał. 

Musiał rwać w shunpo przez całe Seireitei z oddziału dwunastego, żeby tak się zdyszeć. Generalnie Katsuki był w shunpo bardzo dobry. Szybki i wytrzymały. 

- Chodź. Wejdź - powiedziała Taraka, odsuwając się, żeby wpuścić go do środka. 

Poprowadziła go do kuchni. Nalała szklankę wody i podała Katsukiego. 

- Dziękuję - powiedział i napił się. 

Po tym rozłożył na stole mapę, którą wydrukował mu przyjaciel z dwunastki. 

- Zobacz. Widać dokładnie, gdzie była - powiedział. - Na początku śledziła panią generał. To się zgadza. Potem dołączyła do nas. Zaś wieczorem po pracy powróciła w pobliże rezydencji Hikifune, choć tam Nezu powiedział były jakieś zakłócenia w sygnale, bo wyglądało, jakby weszła na teren rezydencji, ale wtedy pewnie zostałaby aresztowana i byśmmy wiedzieli. Musiała się jednak kręcić gdzieś w pobliżu - wyjaśnił. - Później poszła do Akademii, choć nie wiem po co, bo w nocy i tak z nikim się nie spotka. Ale może wiedziała o czymś, czego my nie wiemy. Gdy wyszła, udała się lekkim slalomem przez Seireitei aż do północnej bramy i udała się do Rukongai, aż do dystryktu 56. Tam sygnał się urywa. Nezu powiedział, że wygląda to jakby padła bateria, albo wyłączyła ją celowo, by uniknąć śledzenia. 

- A co jeśli telefon został uszkodzony w walce? Co jeśli ktoś ją zaatakował. 

- Nie dowiemy się nic więcej tutaj. Sygnał urywa się w Rukongai. A to jest już jakiś start. 

- Myślisz, że dowiedziała się czegoś o śledztwie i dlatego udawała się tam? - zamyśliła się Taraka. - Może wpadła na pomysł, gdzie szukać Makoto? Tylko czemu nie dała nam znać? Nic z tego nie rozumiem. 

- Może nie chciała marnować czasu? - podsunął Katsuki, choć nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ostatnia część trasy jest lekko bezsensu. 

Chciał jednak wierzyć, że Shurien była bezpieczna. 

- Myślisz, że to pułapka? - zapytała Taraka. - Może ktoś ją podpuścił, żeby poszła tak daleko. To wygląda jakoś dziwnie. Dlaczego wróciła wieczorem do rezydencji Hikifune i do Akademii, tylko po to, żeby pójść do Rukongai. To zwyczajnie nie ma sensu.

- Nie wiem, ale przyznaję, że to dziwne. 

- No nic. I tak chcę znaleźć ten telefon. Może czegoś się z niego dowiemy - oznajmiła z nutą nadziei w głosie Taraka. - Jeśli pójdę tam od razu, powinnam do rana wrócić. Jeśli nie pojawię się w pracy, będziesz wiedział, że coś się stało i warto sprawdzić ten trop.

- Nie ma mowy. Idziemy razem - zadeklarował twardo Katsuki. - Co dwie głowy to nie jedna. Wystarczy, że Shurien poszła w pojedynkę i teraz nie wiemy, gdzie jest. Przygotuj się. Spotkamy się za pół godziny przed północną bramą. 

- Ok.


czwartek, 15 grudnia 2022

Chapter 16 ~ The dead girl

 Cały teren był odgrodzony i otoczony członkami drugiego oddziału. Hotarubi wyraźnie nie chciała, aby zbyt wiele osób dowiedziało się, co znaleźli. Nikt poza osobami wezwanymi orzrz nią nie miał prawa wstępu do lasu. Ktoś z Omnitsukaido czekał już, by odeskortować Setsuko i Yumichikę na miejsce zdarzenia. 

Hotarubi stała tam już w towarzystwie Renjiego i jego grupy śledczej, natomiast Unohana pochylała się nad zwłokami młodej dziewczyny, dokonując wstępnych oględzin. 

- Setsuko, dobrze, że jesteś - odezwała się Hotarubi. - Chcę, żebyś spojrzała na dziewczynę i powiedziała mi, czy ja rozpoznajesz - poprosiła, po czym zwróciła się do Renjiego i reszty - Wy też podejdźcie. 

Wszyscy zbliżyli się, otaczając pracująca Unohane. 

- To nie Shuri - uradowała się Taraka, która zdecydowanie odetchnęła z ulgą. - Naprawdę myślałam, że…

- Fakt, mi też przeszło przez myśl, że to może być ona - wyznał cicho Katsuki. 

- Dlaczego? Co z Shuri? - zapytał zaniepokojony Ayasegawa.

- Shurien nie daje znaku życia od wczoraj - wyjaśniła Taraka. - Nie mam pojęcia co się z nią dzieje. 

- Setsuko? - Yumichika spojrzał na przyjaciółkę, która z dziwną miną wpatrywała się w ciało dziewczyny. - Co jest? 

- To ona - powiedziała Setsuko, wreszcie podnosząc wzrok na Hotarubi, która zdawała się tylko na to czekać. - Dziewczyna, z którą walczyłam. 

- Tak myślałam. Jej wygląd zgadzał się z twoim opisem, ale musiałam mieć pewność.

- Faktycznie. Pasuje do rysopisu jak ulał - mruknął Renji. - Szkoda, że za dużo z niej już nie wyciągniemy. 

- Jakie są pierwsze wnioski z oględzin? - zapytała Hotarubi, wpatrując się w klęczącą wciąż Unohane. 

- Są oznaki walki - zaczęła powoli kapitan Czwórki. - Nasza ofiara zdecydowanie próbowała się bronić, choć wyraźnie nie miała szans. Ktokolwiek ją zaatakował, miał ogromną przewagę. Być może nawet liczebną. Zebrałam kilka próbek do przekazania Dwunastce i kilka na własny użytek. Mam powody podejrzewać, że do morderstwa doszło gdzieś indziej, a ciało jedynie tu podrzucono.

- To prawda, ja też nie znalazłam tu śladów walki. Moi podwładni przeczesują teren za śladami, a Mitsuko przesłuchuje shinigami, który znalazł zwłoki - wyjaśniła Hotarubi, po czy zwróciła się do Renjiego: - Wyślę potem Mitsuko, żeby przekazała wam kopie raportu z przesłuchania i badań. 

- Dzięki. 

- Setsuko, jakieś wnioski? 

Setsuko jedynie wzruszyła ramionami. Sama nie wiedziała, co o tym myśleć. Próbowali się jej pozbyć po cichu czy liczyli, że ktoś ja odnajdzie? 

- Setsuko, znajdziesz chwilę? - zapytał Renji, po czym zwrócił się do Katsukiego. - Wracajcie i zaktualizujcie nasze dane. Niedługo wrócę. 

- Tak jest. 

Renji i Setsuko odeszli kawałek, żeby nie przeszkadzać medykom z Czwórki w przeniesieniu zwłok do dalszej sekcji. 

- O czym chciałeś porozmawiać? - zapytała Setsuko, chociaż podejrzewała, o co może chodzić przyjacielowi. 

- Bez ściemy, Setsuko. Co wiesz o sprawie? Wiem, że coś ukrywasz. 

Setsuko westchnęła ciężko. 

- Zgoda - powiedziała wreszcie. - Choć muszę cię rozczarować, jeśli myślisz, że zdążyłam już to wszystko rozgryźć. Powiem Ci jednak, co ustaliłam dotychczas. 

- Chyba najwyższa pora, żebyś była ze mną szczera, jeśli mam kontynuować to śledztwo. 

- Byłam z wizytą u wszystkich rodów i chociaż nie wiem, kto za tym stoi, mam kilku podejrzanych. Dziewczyna, która tu leży, po tym, jak zniknęła z radaru po walce, ze mną, ukryła się w rezydencji Shihoin. Nie wiem, czy była z nimi powiązana, czy tylko wybrała ich na kryjówkę. Niemniej udawała tam służąca. Może odkryli sprawę i pozbyli jej się, żeby uniknąć podejrzeń. A może zleceniodawca w końcu ją usunął. Yuushiro zdecydowanie coś ukrywa. Katai Feng powiedział mi, że ze dwa lata temu mówiono o potencjalnych zaręczynach jednej z córek Yuushiro z Hikifune Kazuiem, ale ostatecznie do niczego nie doszło a Shihoin odcięli się od wszystkich. Hikifune potwierdził to, choć nadal nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ma coś na sumieniu. Zresztą Feng też mogli mi ściemniać, że wcale nie są blisko dla zmyłki. Nie wiem. Do tego Kirinji Osamu też powiedział kilka dziwnych rzeczy. Czuję się, jakby ze mną grali, podpuszczając mnie i rzucając mi kolejne zagadki. Któryś z tych czterech rodów a może wszystkie, są zamieszane w tę sprawę, choć nie umiem niczego powiedzieć na pewno. To tylko przeczucie. Natomiast Yuushiro wyraźnie ma coś na sumieniu. Yoruichi miała użyć swoich znajomości, żeby zbadać sprawę bliżej. To wszystko co wiem. Niemniej dotyczy to rodów szlacheckich, sprawa jest poważna, bo grozi nam wojna domowa, jeśli źle to rozegramy.

- Tyle to zdążyliśmy się zorientować - mruknął Renji. - Nie musiałaś mnie trzymać w ciemności i grozić mi wstrzymaniem śledztwa. 

- Przepraszam, ale sama nie wiedziałam jak się za to zabrać. 


***

Wracali do biura zgodnie z rozkazem vice kapitana, kiedy Taraka zauważyła machającą do niej Shizuko. 

- Za chwilę do was dołączę - rzuciła tylko to towarzyszy i shunpnęła do koleżanki. - Hej. 

- Cześć. Masz chwilę?

- Chwilę. 

- Jesteś z Shurien w grupie śledczej, nie? - zapytała Shizuko. - Wszystko w porządku?

- Co masz na myśli? - Taraka zgrywała głupią. 

- Rodzice się martwią, bo Shurien nie wróciła na noc do domu. Przytrzymali was w pracy?

Taraka westchnęła ciężko. 

- Nie. - Pokręciła głową. - Ja też nie wiem, gdzie podziewa się Shuri - wyznała po chwili. - Od wczoraj nie odpowiada na telefony. Próbowałam wszystkim tłumaczyć, że coś nie gra, ale nikt mnie nie słucha.

- No dobrze. Dziękuję. Shurien na pewno się znajdzie - zapewniła ją Shizuko, choć chyba żadna z nich w to do końca nie wierzyła. 

- Trzymaj się. Dam ci znać, jeśli czegoś się dowiem - rzuciła na odchodne Taraka i pospiesznie skierowała się do Szóztki. 

Już miała iść do budynku, w którym prowadzili śledztwo, ale mimowolnie zawróciła i zamiast tego poszła do biura kapitana. Zapukała i po usłyszeniu zaproszenia, weszła do środka. 

- Możemy chwilę porozmawiać? - zapytała, skinąwszy głową na powitanie. 

- Coś się stało? - Byakuya popatrzył na nią uważnie. 

- Martwię się o Shuri. 

- Kirę Shurien? - zdziwił się. - A co z nią nie tak? - udał zmartwionego, choć w rzeczywistości był lekko poirytowany. Miał ważniejsze sprawy, niż zatargi swojej wnuczki. 

- Od wczoraj nie pojawiła się w pracy. Wiem, że to nie jest jeszcze długo, ale wiesz, jak blisko jesteśmy. Shuri nie odpowiada na moje wiadomości, nie odbiera telefonu. Nie wróciła na noc do domu. Shizuko pytała, czy coś wiem… - Taraka wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić. - Myślę, że coś mogło jej się stać. 

- Wczoraj jeszcze była w pracy. To, że nie przyszła jeden dzień, to za mało, żeby uznać ją za zaginioną. Zresztą nie widziałem nigdzie, aby opuściła Seireitei. Wiedziałbym o tym, jako że wszyscy muszą się wylegitymować przy bramie. Choć lepiej, żeby miała dobre wyjaśnienie, dlaczego nie stawiła się dzisiaj do pracy. 

- Czyli nie zamierzasz jej szukać? - zauważyła z żalem Taraka. 

- Nie widzę takiej potrzeby na ten moment. Pewnie coś głupiego zrobiła i boi się przyjść. 

***

Wszyscy zapoznali się z raportami z Dwójki, które chwilę temu Mitsuko osobiście dostarczyła. Sekcja zwłok potwierdziła wcześniejsze przypuszczenia Unohany, że dziewczyna próbowała się bronić. W jej organizmie znaleziono wysoki poziom hormonu stresu. Choć umarła raczej szybko, to niestety nie bezboleśnie. Na miejscu znalezienia zwłok nie znaleziono żadnych śladów reiatsu, więc sprawa na długo pozostanie nierozwiązana. 

Oddział dwunasty natomiast zdołał ją zidentyfikować. Dziewczyna naprawdę nazywała się Harumi Feng, choć pomimo nazwiska pochodziła z jednej z najbardziej oddzielonych gałęzi rodu. Miała 24 lata i od 5 roku życia była trenowana, aby móc dołączyć w przyszłości do Omnitsukaido. Pytanie: co poszło nie tak? 

- Dobra, co myślicie? - mruknął Renji, gdy uznał, że wszyscy już przeczytali raporty.

- Na pewno musimy sprawdzić Harumi Feng. Przesłuchać jej rodzinę, znajomych, ludzi, z którymi pracowała w rezydencji Shihoin - powiedział Katsuki. 

- Jest jeden problem - zauważyła Taraka. - Jeśli my to zrobimy, to będzie od razu wiadomo, że została rozpoznana. Musiałby zająć się tym ktoś niezwiązany ze śledztwem. 

- To prawda - zgodził się Renji. - Porozmawiam z kapitanem i poproszę o wyznaczenie kogoś. Skoro oddział drugi nadal jest pod lupą, nikt nie powinien się dziwić, że Szóstka prowadzi wszystkie śledztwa. A my będziemy mieli dostęp do informacji. 

- Proszę o pozwolenie, abyśmy sami raz jeszcze przeszukali las koło Sokyoku - odezwał się Katsuki. 

- I myślisz, że znajdziesz coś, czego specjaliści z Dwójki nie znaleźli? 

- Oni nie znają śledztwa tak dobrze, jak my. Warto spróbować. 

- Dobra. 

- Jeśli można, chciałbym, żeby Taraka mi pomogła. Ma dobre oko do detali - poprosił Katsuki. 

- Zgoda. 

- A co ze mną? 

- A co nie potrafisz sobie sam znaleźć zajęcia? - warknął Renji. - Pójdziesz do Dwójki i poprosisz ich kapitan, żeby pozwoliła ci użyć swój komputer.  Z niego będziesz miał dostęp do wszystkich danych Harumi Feng. Wyniki w szkole, w pracy wszystko i nikt tego nie wyśledzi. Ale i tak macie wszyscy uważać. 

Hitoshi westchnął ciężko, machnął ręką do Taraki i wyszedł. Renji również udał się prosto do biura, żeby porozmawiać z Byakuya. 

- My też powinniśmy iść - odezwał się Katsuki. 

- Nie powinniśmy byli wziąć Hitoshiego, skoro mamy przeczesać cały las? - zapytała z niezadowoleniem Taraka.

- Nie, bo wcale nie idziemy do lasu.


***

Byakuya popatrzył na swojego zastępcę, gdy ten pojawił się w biurze. 

- Postępy w śledztwie? 

- Niezupelnie…  - Renji westchnął. - Dziś rano odnaleziono zwłoki dziewczyny, która brała udział w uwolnieniu Makoto i która później walczyła z Setsuko. Ewidentnie jest to część sprawy, ale liczymy, że nikt jeszcze nie wie, że Setsuko ją rozpoznała. Mamy kilka miejsc do sprawdzenia, ale jeśli my się tym zajmiemy, to się wyda, że znamy jej tożsamość. Myślę, że dobrze byłoby, jakby zajął się tym inny zespół. Można powiedzieć wszystkim ze Szóstka tymczasowo przejęła część obowiązków dwójki i dlatego a my będziemy mieli łatwy wgląd. Wolałbym tego nie oddawać do innego oddziału. 

- Rozumiem - zgodził się Byakuya. - To ma sens. Poproszę Yakumo, żeby się tym zajął. Dobra robota.


***

Taraka ze sporą dozą niepewności podążała za Katsukim, który za nic nie chciał jej powiedzieć, gdzie idą, dopóki nie dotarli do Dwunastki.  Dopiero wtedy wreszcie się odezwał. 

- Mam tutaj dobrego przyjaciela. Byliśmy razem w klasie w Akademii i mieszkaliśmy razem w pokoju - zaczął niespiesznie, gdy zmierzali w stronę części biurowej jednostki. - Powinien być w stanie pomóc nam odnaleźć Shurien. Jeśli wyśledzimy sygnał z jej telefonu, możemy się dowiedzieć, gdzie jest i gdzie była. 

Twarz Taraki rozjaśniła się na tę wiadomość. 

- Dziękuję - powiedziała.

- Nie ma powodu. Ja również się martwię. Znając ją, wpadła na jakiś trop i wplatała się w kłopoty. Uważam to za część śledztwa. 

- I tak dziękuję. 

Weszli do biura i odnaleźli jeden z mniejszych pokoi. Katsuki zapukał, po czym razem weszli do środka. 

- Yo - usłyszeli. 

Przywitał ich niski chłopak w dużych, okrągłych okularach z grubymi szkłami i szalejącymi na głowie rudymi loczkami. 

- Potrzebujemy twojej pomocy - Katsuki od razu przeszedł do rzeczy. - Zaginęła shinigami z naszej grupy. Potrzebuję, żebyś wyśledził jej telefon z wczoraj i dzisiaj. 

- Jasne. Mogę ją namierzyć i prześledzić jej trasę, ale to zajmie kilka godzin. Będę musiał wyodrębnić jej sygnał spośród wszystkich innych, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, będę mógł pokazać wam dokładnie gdzie była, jaką droga szła oraz jak szybko. 

- Świetnie. Daj mi znać, jak będziesz to miał. To bardzo ważne. Szukasz Kiry Shurien z oddziału szóstego. 

- Córka kapitana Kiry zaginęła i nikt się nie przejął? 

- Nikt sobie nie zdaje sprawy w jak bardzo spore kłopoty mogła się wplątać - odezwała się Taraka. - Ale jej rodzina się martwi. Jej siostra pytała o nią dzisiaj, więc wiemy, że nie wróciła na noc do domu. 

- Dobra. Zajmę się tym jak najszybciej. Co Wy zamierzacie? 

- Pójdziemy jej szukać - odparł Katsuki.


wtorek, 13 grudnia 2022

Chapter 15 ~ Death

  Coś nie dawało jej spokoju. Coś dziwnego działo się w rezydencji Hikifune i chociaż ciotka Konoe starała się wyraźnie nie okazać niepokoju, Shuri wiedziała, że coś jest na rzeczy. Musiała się dowiedzieć, o co chodzi. Przecież znikająca Hikifune Aria mogła być iluzją, a iluzja będąca w stanie oszukać nawet panią generał oznaczała tylko jedną osobe - Ichimaru Makoto. 

Maskując reiatsu, ubrana na czarno, Shurien obserwowała mury rezydencji ukryta w mroku nocy. Zaczęła od swojego najbardziej oddalonego punktu, aby potwierdzić, że większość śpi i uważać musi jedynie na strażników. 

Potem zakradła się do ogrodu, gdzie ostatni raz widziała Hikifunę Arię, prawdziwą lub nie. Podciągnęła się na murze, raz jeszcze sprawdziła okolicę i gdy uznała, że jest bezpiecznie, przeskoczyła na drugą stronę. 

Używając shunpo przedostała się do altanki, gdzie próbowała znaleźć nikłe ślady reiatsu. Faktycznie tam były, choć reiatsu było jej obce. Zdecydowanie niczym nie przypominało Ichimaru Makoto. Mimo to Corrie zebrała pomiar, który później zamierzała zabrać do Dwunastki. 

Nagle zobaczyła światło na werandzie nieopodal. Z budynku wyszła staruszka. Ta sama, która wcześniej rozpłynęła się w powietrzu. Hikifune Aria wyglądała tak samo, jak wcześniej, choć poruszała się dużo lepiej, niż można było się spodziewać. Zmierzała w stronę altanki, ale Shurien nie miała jak uciec. Przez chwilę gotowa była zaryzykować i użyć shunpo z nadzieją, że starowinka jej nie dojrzy. 

- Kogo sprowadziło tutaj o tak później porze? - usłyszała Shurien i spłoszona przykucnęła w cieniu. - Nie obawiaj się, moje dziecko. Nie ma tu nikogo poza nami. 

- Przepraszam - odezwała się Shurien, wychodząc z ukrycia. - Wiem, że nie powinno mnie tu być, ale…

- Martwiłaś się, że jestem tylko iluzją? - domyśliła się kobieta i uśmiechnęła ciepło. - Jestem jak najbardziej żywa i nikt nie zastąpił mnie za pomocą iluzji. 

- Przepraszam, musiałam się upewnić. 

- Nic nie szkodzi - odparła Aria. - Doceniam twoją troskę, więc zdradzę ci pewien sekret - dodała i Shurien zobaczyła, jak Hikifune Aria ze srebrnowłosej, skurczonej staruszki zamienia się w piękną, młodą kobietę, choć niewątpliwie wciąż była nią Aria. 

***

- Wszyscy są? - zapytał Renji, wchodząc do pokoju, który służył za biuro śledcze. - A Shurien gdzie znowu wcięło?

Młoda Hitsugaya wzruszyła ramionami.

- Nie, ostatni raz widziałam ją wczoraj popołudniu. Nie wiem, gdzie się podziała. 

- Może za dużo wypiła? - podsunął Hitoshi.

- Shuri nie zaspałaby w trakcie śledztwa, przyszłaby tu nawet jakby miała za chwilę umrzeć - odpowiedziała stanowczo Taraka. 

- To nie jest niemożliwe, jeśli dalej będzie tak znikać - burknął Renji. - No nic, na razie zaczniemy bez niej. Co mamy?

- Nie, żeby było o czym rozmawiać - westchnął Hitoshi. - W magazynie nie brakowało niczego ponadto, co wiemy. 

- Jakieś ślady reiatsu? 

- Nawet jeśli były, to wywietrzały. A reiatsu kapitana Urahary były świeże, zdecydowanie już w trakcie śledztwa, co do śmierci Amane. 

- Dajcie mi coś. Cokolwiek - warknął Renji, który wciąż nie wypił nawet pierwszej kawy tego dnia. - Naprawdę nie mamy nic?

- Alibi pracowników się sprawdzają, nikt nie wzbudził podejrzeń. 

- Jest coś - odezwał się nagle Katsuki. - Taraka, może ty wyjaśnisz, co dostaliśmy z oddziału drugiego. 

- Ach, no dobra - Taraka rzuciła Katsukiego podejrzliwe spojrzenie i zwróciła się do Abaraia. - Oddział drugi powiadomił nas o schwytaniu jednego ze swoich shinigami, który włamał się do biura kapitan oddziału drugiego i próbował zdobyć informacje, gdzie stoimy ze śledztwem. Wciąż nie wyjawił, dla kogo pracuje, ale jest obecnie przesłuchiwany. 

- Powinniśmy złożyć mu wizytę? - zapytał Katsuki. 

- Tak. Zamierzam udać się tam osobiście. 

- Mogę też iść? - zapytał Hitoshi. - Będę cicho. 

- Dobra - zgodził się Abarai z rezygnacją w głosie. - Taraka, zreorganizuj naszą tablicę poszlak i dodaj nowe informacje.

- Tak jest - odpowiedziała Taraka, choć w rzeczywistości miała ochotę krzyczeć. 

Miała wrażenie, że przez całe śledztwo dostawała same najgorsza zadania, kiedy Hitoshi robił, co chciał i nigdy nawet nie sprawdził, czy wszystko gra. Nigdy nie zapytał, nie zaproponował pomocy. Nie przyszedł z nią nawet posiedzieć. Zaczynała się czuć, jakby wcale nie byli parą. 

Westchnęła ciężko i popatrzyła w stronę okna, przez które widziała Hitoshiego oddalającego się w towarzystwie vice kapitana Renjiego. Szybko jednak otrząsnęła się, skupiając wzrok na korkowej tablicy zapełnionej materiałami, które miała zreorganizować. Oczywiście, to była też szansa, żeby się wykazać sumiennością, a może nawet jakąś nową poszlaką. 

- Pozwól, że ci pomogę - usłyszała i aż podskoczyła. Była pewna, że wszyscy wyszli i nawet nie zauważyła Katsukiego, który teraz stał obok niej. Uśmiechnął się blado na jej reakcję. - Przepraszam, nie chciałem cię straszyć.

- Nie, to moja wina - wetchnęła po raz kolejny. - Poradzę sobie. 

- Mówię poważnie. Pozwól mi pomóc - nalegał Katsuki. - Chciałbym ci jakoś wynagrodzić moje wcześniejsze zachowanie. Dwóm osobom zawsze jest nieco łatwiej. Możesz mnie potraktować jako asystenta i mówić mi co mam robić. 

Taraka przez chwilę obserwowała Katsukiego, ale nie wyczuła fałszu. Biła od niego szczerość. 

- No dobrze. 


***

Renji wraz z Hitoshim dotarli na teren oddziału drugiego. Już na starcie było widać, że panowała tam nerwówka, a nawet lekki chaos. Mimo tego skierowali się do głównego biura, by porozmawiać z Hotarubi. Pomimo śledztwa, wciąż potrzebowali jej oficjalnej zgody na przesłuchanie więźnia. 

- Coś się chyba stało - zauważył Hitoshi. 

- No co ty nie mówisz, Einstain - burknął Renji, który miał złe przeczucie co do tego wszystkiego. - Zaczekaj tu - dodał i stuknął tylko lekko w drzwi, po czym wszedł do środka.

Znalazł tam Hotarubi siedzącą przy biurku, czytającą jakieś papiery. Marszczyła brzy tym bardzo brwi. 

- Czoło ci pęknie - zażartował Renji. - Przyszedłem przesłuchać tego chłopaka, co aresztowaliście. 

- To nie jest najlepszy moment - wyznała Hotarubi. 

- A co? Coś się stało? 

- A stało - odparła Hotarubi, krzywiąc się. - Spóźniłeś się z przesłuchaniem. 

- Robię, co mogę. Kuźwa nie rozdwoję się. Mogę przyjść później…

- Spóźniłeś się - powtórzyła kobieta, patrząc na niego z powagą. - Przed chwilą dostałam informację, że chłopak nie żyje. Mitsuko właśnie bada sprawę. 

- Zabił się? Czy ktoś go… Khhh…?

- Nie wiem, do cholery. Mówię, że tyle co się dowiedziałam. Posłałam już po Unohanę. Czekam na sekcję zwłok i raport Mitsuko na temat tego, co się tam wydarzyło. 

- Niech to szlag. - Renji westchnął ciężko. - Czyli nic nie wiemy.

- Niewiele. Właśnie przeglądałam notatki sporządzone z naszych rozmów z więźniem. Może coś przeoczyłam. 

- Mogę dostać kopię? - poprosił Renji. 

- Jasne, zaraz wyślę ci maila. 

- Wolałbym na papierze. Całe to śledztwo jest zbyt dziwne. Nie chcę żadnych śladów. - Hotarubi popatrzyła na Renjiego uważnie. - No co? Chyba mi nie powiesz, że uważasz inaczej. Ktokolwiek za tym stoi, ma siłę, władzę i pieniądze. To nie jest bunt ludzi z Rukongai.

- Ano nie - mruknęła Hotarubi, uruchamiając drukarkę, żeby skserować dokumenty dla Renjiego. - Bądź ostrożny z tym, co robisz. Wygląda na to, że nawet Setsuko nie ma do końca pomysłu, co się dzieje. 

- Powaga? Myślałem, że zwyczajnie robi mnie w chuja i już to rozgryzła. 

- Nie. Sama jest bardzo ostrożna. 


***

Wszedł do pokoju grupy śledczej dosyć wkurzony, choć sam nie wiedział na kogo bardziej. Spóźnili się z przesłuchaniem i teraz byli w dupie ze śledztwem. Z drugiej strony wątpił, że wyciągnął by z chłopaka cokolwiek więcej niż Hotarubi, która zarazem obiecała przekazać mu wszystkie informacje o sprawie, jak tylko dostanie raporty. 

Popatrzył na przeorganizowaną tablicę korkową i spojrzał na Tarakę, która właśnie przypinała ostatnie elementy. Skinął głową. 

- Chociaż coś nam dziś wyszło. Dobra robota, Taraka. 

- Nie, ja… - zająknęła się dziewczyna. - Kat…

- Taraka zrobiła kawał dobrej roboty - wtrącił Katsuki, dając jej do zrozumienia, by wzięła pochwałę. 

- Dziękuję - powiedziała, choć było to skierowane raczej do Katsukiego, aniżeli Renjiego.

- Jak poszło przesłuchanie? - zapytał Katsuki, zmieniając temat, lecz nie zanim puścił oczko do Taraki. - Jakoś szybko poszło. Nie chciał mówić?

- Nie żyje. 

- Co? - zdziwiła się Taraka. - Jak to?

- Gdy przyszliśmy do Dwójki, okazało się, że chłopak nie żyje. Nie wiemy jeszcze, czy sam się zabił, czy to robota kogoś z zewnątrz. Czekamy na raporty z Dwójki. Na ten moment wszystko, co mamy, to kopia przesłuchania, które przeprowadziła Kapitan Hotarubi. 

- Dużo tego?

- Bez szału - mruknął Hitoshi, który jedynie na szybko przejrzał zapiski w drodze powrotnej. - Miejmy nadzieję, że dowiemy się więcej z raportów Dwójki. 

- Oby, choć nie liczyłbym na to - stwierdził Renji. - Kimkolwiek jest wróg, jest dobrze zorganizowany.

- To jaki jest plan? - zapytała Taraka. - Nie mamy zbyt wiele, na czym się zaczepić. 

- Na start, chcę, żeby wszyscy przeczytali dokładnie zapiski z przesłuchania. A potem… - Renji urwał na chwilę. - Sam kuźwa nie wiem. - Popatrzył po obecnych. - I gdzie do cholery jest Shurien? Myślałem, że do tego czasu już raczy się pojawić. Taraka?

- Shuri nadal nie odpowiada na moje wiadomości, ani nie odbiera telefonu. 

Renji westchnął ciężko. 

- Lepiej, żeby miała dobre wyjaśnienie - warknął. 

- Nie powinniśmy jej szukać? - zapytała Taraka. - To nie w jej stylu. 

- Znając życie, znowu się gdzieś szlaja - Renji wywrócił oczami, wyrażając swoje zniecierpliwienie niesubordynacją dziewczyny. 

Lubił Shurien i doceniał jej zdolności, ale nawet jego irytowało czasem, jak bardzo wolnym duchem jest Shurien. Potrafiła być gorsza niż Corrie.

- Martwię się - powtórzyła stganowczo Taraka. - Shuri zazwyczaj odpowiada na moje wiadomości. Zresztą nie porzuciłaby obowiązków bez dobrego powodu. 

- Dla niej dobrym powodem jest nawet śledzenie Setsuko - mruknął Renji. - Jest za wcześnie, by wyciągać wnioski. A mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia. 

Rozległo się pukanie do drzwi i do środka wszedł posłaniec z Dwójki.

- Mamy wyniki sekcji zwłok? - zapytał Renji.

- Jeszcze nie - strapił się posłaniec.

- To, o co chodzi?

- Przed chwilą odnaleziono zwłoki młodej kobiety w lesie koło Sokyoku. Pani kapitan Hotarubi prosi grupę śledczą o niezwłoczne przybycie na miejsce.

***

Setsuko siedziała w biurze, gryząc nerwowo dolną wargę i przeglądając notatki, które sama sporządzila ze swojego prywatnego śledztwa. Zarazem próbowała ignorować piętrzące się na biurku raporty dotyczące pojawień się Aizena i jego rzekomych prób zwerbowania nowych członków do kolejnej rebelii, choć najwyraźniej fałszywce brakowało charyzmy. 

A może Makoto sceptycznie podchodził do swojego zadania. Powodów mogło być wiele. Począwszy na podziwie dla prawdziwego Aizena, kończąc na tym, że Makoto mógł nie podzielać entuzjazmu swoich wybawców. Przez wszystkie lata w placówce, wykazał się bardzo dobrym zachowaniem i współpracą. Setsuko brała pod uwagę, że mógł wcale nie chcieć brać udziału w tej farsie. 

Rozległo się pukanie do drzwi i do biura wszedł Yumichika z nietęgą miną. 

- Znaleziono zwłoki młodej kobiety niedaleko Sokyoku. Hotarubi będzie tam na ciebie czekać. Wezwała też grupę śledczą. Powiedziała, że musisz to zobaczyć. 

Setsuko zaklęła pod nosem. Chwyciła kapitańskie haori i zarzuciła je sobie na ramiona, mówiąc:

- Idziemy.