środa, 1 grudnia 2021

Chapter 4 ~ Festival

 — Idź — powiedziała z uśmiechem Setsuko do sortującej teczki Akiry. — I tak widzę, że uporałaś się już z większą częścią pracy, jeśli nie ze wszystkim. Nie zwlekaj, dołącz do rodziny i przyjaciół. W końcu mamy festiwal. 

— Jesteś pewna? — zapytała Akira, wyraźnie zmartwiona trwającym konfliktem ze wzburzoną szlachtą. — Nie lepiej, aby ktoś tu został?

— I tak parę osób zaoferowało już, że nie mają ochoty iść i zostaną tutaj — wyjaśniła Setsuko. — Więc nawet ja się wybieram, choć pewnie wrócę tu po krótkiej wycieczce wokół Seireitei. 

— To dobry pomysł?

— Yumi będzie mi towarzyszyć — zapewniła zaniepokojoną Akirę Setsuko. — Zresztą nikt nie odważy się mnie zaatakować w tym tłumie. 

Akira nie wyglądała na przekonaną. Może nawet miała rację. W końcu jednak skapitulowała, odkładając dokumenty na miejsce. 

— Dziękuję. 

— Zasłużyłaś. Zawsze tak ciężko pracujesz. 

Setsuko pomachała swojej oficer na pożegnanie i podeszła do okna. Widziała stamtąd całe miasto. Teraz tętniące życiem i pełne kolorów oraz ozdób. Z oddali dochodziła do niej muzyka. Festiwal już się zaczął. 

— Gotowa? — usłyszała, gdy do biura wszedł Ayasegawa. 

— Tak. Właśnie odesłałam Akirę. 

— Zabrzmiało, jakbyś chciała się jej pozbyć — mruknął Yumichika, spoglądając uważnie na blondynkę, która zaśmiała się tylko i pokręciła głową. 

— Zaledwie chcę, aby się trochę zabawiła. Powinna. 

— To prawda. Jest bardzo pracowita. 

— I bardzo lojalna — zauważyła Setsuko. — Pomimo tego, że jest także członkiem Rady. 

— Dzięki tobie. 

— Dobra, dobra. Lepiej już chodźmy. Jestem pewna, że przyjaciele nam nie wybaczą, jeśli nie wyrobimy się na czas z wizytacją oddziałów. 

Oboje ruszyli prosto do Dwunastki, gdzie mieli najbliżej. Przywitali się z Uraharą oraz jego zastępczynią, a także wieloma innymi osobami, które tylko w takie dni jak ten, miały okazję stanąć twarzą w twarz z dowódcą Gotei. Nad czym Setsuko serdecznie ubolewała, bo odkąd została generałem, nie mogła aż tak swobodnie spacerować po Seireitei. 

Z radością próbowała smakołyków, którymi nią częstowano. Wielu shinigami na dzień festiwalu przynosiło różnego rodzaju jedzenie, żeby później spożyć je w gronie rodziny lub przyjaciół. 

— Oficjalnie będę gruba — roześmiała się, odmawiając drugiej rundy domowych wypieków. — Ale jak mnie kiedyś najdzie, to wiem do kogo się zgłosić po szarlotkę — dodała, puszczając oczko do młodej dziewczyny z kadry naukowców. — Dobrze wiedzieć, że młode pokolenie jest wszechstronnie uzdolnione.

— Czyż nie? — wtórował jej Kisuke, kryjąc twarz za wachlarzem, jak to zwykł czynić. — Osobiście w życiu nie najadłem się tyle łakoci, co przez ostatnie lata. — Przystanął koło Setsuko mówiąc to, po czym dodał cicho, wciąż kryjąc się za wachlarzem: — Dostałem nagrania z placówki. Dwóch moich najlepszych specjalistów zajmuje się tym w tej chwili. Jeśli znajdą coś soczystego, Chinatsu w pierwszej kolejności przyjdzie do ciebie. 

Setsuko uśmiechnęła się tylko, w duchu mówiąc sobie, że może też powinna kupić taki wachlarz. Czyż nie był przydatny?

— Setsu — zwrócił się do niej Yumichika, a ona skinęła głową. 

— Cóż… Kapitanie, miło było zobaczyć, jak rozwija się oddział. Niestety to dopiero początek naszej wycieczki. 

— Oczywiście. Wszyscy czekają na przybycie pani generał. 

Po tym Setsuko i jej zastępca ruszyli do Trzynastki. Na jej terenie panował porządek. Grupki shinigami siedziały w ogrodzie pod jabłoniami, rozkoszując się jedzeniem i piękną pogodą. Część z nich podchodziła do głównodowodzącej, aby się przywitać, a reszta jedynie uśmiechała się lub całkowicie pochłonięta rozmową, nawet nie zauważała jej przybycia. 

Setsuko tak zresztą wolała. Jej żołądek miał limit, a i energię musiała oszczędzać, jeśli chciała przetrwać jakoś ten dzień. Skierowała się więc prosto do biura, gdzie wciąż wyczuwała reiatsu Corrie w towarzystwie swojej szwagierki i córki. 

— To chyba mój ulubiony oddział — powiedziała na powitanie. — Trzy silne kobiety stanowiące główny filar Trzynastki.

— Czyli za mną już nie tęsknisz? — usłyszała i spojrzała na siedzącego z boku Ukitake z czarką herbaty. — Choć masz rację. Ja również bardzo lubię kierunek, w którym rozwinął się mój dawny oddział. 

— Oczywiście wszyscy wspominamy dobre czasy, kiedy byłeś częścią Gotei, Juushiro. Zauważ jednak, że w przeciwieństwie do reszty, mam tę przyjemność widywać cię systematycznie. 

— A jednak nie wezwałaś mnie do siebie ostatnio — zauważył ex kapitan Trzynastki. 

— Nie ma takiej potrzeby — skwitowała Setsuko. 

— Czy to na pewno dobry pomysł, że tu jesteś? — wyraziła swoją troskę Kazumi. 

— Wszystko jest pod kontrolą — zapewniła ją blondynka i zwróciła się do Rukii oraz Corrien. — Ruki, Corrie, ślicznie wyglądacie w tych kimonach. Wybieracie się już nad rzekę?

— Ostatnie poprawki  w akompaniamencie rozmów — odparła Corrien. — Ale już niedługo. 

— Ja też będę się już zbierał. Obiecałem Shunsuiowi, że wypiję z nim, chociaż kieliszek sake - dodał, rzucając Setsuko wymowne spojrzenie.

— W takim razie zapewne spotkamy się ponownie — zaświergotała Setsuko.


***

Z Piątki ulotnili się prawie tak szybko, jak do niej dotarli. Setsuko właściwie bardzo chciała porozmawiać z Izuru. Ostatnimi czasy ich zdania na rozmaite tematy mocno się różniły i Setsuko podejrzewała w tym wpływ Konoe Kiry. Z drugiej strony już w przeszłości Kira nie raz obierał inne stanowisko w jakiejś sprawie, będąc dla Setsuko zaskakująco silną opozycją. 

Mimo wszystko ceniła sobie jego opinię oraz przyjaźń. Co do tej drugiej, Setsuko obawiała się, że ich relacje mocno ucierpiały przez te wszystkie lata. Izuru był przyjacielem, ale także jej dawnym przełożonym i choć teraz to ona stała na czele wszystkich oddziałów, wciąż czuła do niego respekt tak jak i do Ichimaru Gina.

Jednak i tego dnia nie zapowiadało się, aby miała mieć szansę uciąć sobie pogawędkę z Izuru. Ledwo dotarła z Yumichiką na teren oddziału, zobaczyła Izuru przechadzającego się w towarzystwie kuzynki, która zdawała się poświęcać mu bardzo wiele czasu, zwłaszcza odkąd została głową rodu. Gdyby nie to, że Setsuko wiedziała o ich więzach krwi i ogromnej miłości Izuru do Corrie, pomyślałaby, że łączy ich tak zwane ‘coś więcej’. 

- Wyglądają prawie jak para - skwitował Ayasegawa. - Ona zawsze się tak na nim wiesza?

- Chyba tak - Setsuko wzruszyła ramionami. - Zaczynam rozumieć, dlaczego Corrie jest na nią taka cięta. 

- No może przesadziłem, że jak para, ale na pewno, jakby Izuru był jej obiektem westchnień.

- Czasami się zastanawiam, czy nie jest. Nie wiem. Dziwna ta ich relacja - zastanowiła się Setsuko i dodała: - Przynajmniej z jej strony. Konoe jest bardzo… Jakby to ująć? Obsesyjna? Nie, to też nie do końca to, o co mi chodzi. 

- Wiem, co masz na myśli. Jest strasznie zaborcza. 

- Zaborcza!  Właśnie tak. Widać, że bardzo troszczy się o Izuru, jako członka rodziny i może przyjaciela, ale jest w tym taka zaborcza, że nic dziwnego, że Corrie jej nie lubi. Też jej nie lubię. 

- Ty jej nie lubisz, bo próbowała flirtować z Byakuyą - przypomniał jej Yumichika.

- No właśnie, jak śmiała - warknęła Setsuko. - I ciągle wchodzi mi w drogę. 

- Chodź. Nie ma sensu tu sterczeć - uznał Ayasegawa. - Nie zapowiada, żeby Konoe szybko się stąd ulotniła. Może wieczorem uda nam się porozmawiać z Izuru.


***

Kolejna na liście była Dwójka. Tam atmosfera była bardziej napięta. Część shinigami wciąż starała się cieszyć festiwalem, rozkładając się w ogrodach oddziału, lecz były to bardzo nieliczne i niewielkie grupy. Nic dziwnego, skoro oddział był chwilowo pod odstrzałem. 

Całą drogę do biura Aizawy towarzyszyły im zaniepokojone spojrzenia mijających się z nimi shinigami. Nikt nie witał ich łakociami. Fakt, że członkowie Dwójki byli zazwyczaj bardzo specyficzni, jednak teraz spodziewali się zapewne, że przybycie dowódców Jedynki zwiastuje kłopoty.

Setsuko pomachała do nich, uśmiechając się ciepło, z nadzieją, że to ich uspokoi, ale nie wiedziała, na ile to się zdało. Wreszcie zniknęli we wnętrzu głównego budynku i dopiero w biurze Hotarubi odetchnęli z ulgą. 

- Gdzie Mitsu? - zapytała Setsuko. 

- Wyrzuciłam ją z terenu oddziału. Nie szło jej przekonać, żeby w końcu poszła  do domu i odpoczęła z rodziną i przyjaciółmi. 

- No tak, rozumiem. A Ukyo?

- Ukyo wyszedł dopiero przed chwilą - wyjaśniła Aizawa. - Cały dzień zajmował się treningami oddziału. Staramy się nie próżnować, pomimo zawieszenia w obowiązkach.

- To musi być trudne - westchnęła Setsuko. 

- Trudne? Przestań się zachowywać, jakbym sama tego na nas nie sprowadziła - warknęła rozeźlona Hotarubi. 

- Ściągnęłaś na siebie uwagę, to tak, ale to tyle. Nie zrobiłaś tego, o co wszyscy cię podejrzewają - zaprotestowała Setsuko.

- Wiesz, że Setsu ma rację - przytaknął Yumichika. - To wszystko wina tego, kto porwał Makoto. 

Rozległo się pukanie do drzwi i ku zdziwieniu wszystkich, do środka zawitał Taro. Ukłonił się nisko, po czym zapytał:

- Pani kapitan, czy mogę czymś służyć?

- Nie? - mruknęła kobieta, nieco skonsternowana. - Nie wydaje mi się, abym cię wzywała. 

- Nie, nie. Pani kapitan mnie nie wezwała, ale widziałem gości wchodzących do biura. Pomyślałem, że skoro vice-kapitan Mitsuko i trzeci oficer Ukyo już nie ma, może mógłbym się na coś przydać. Herbaty zrobić? Coś przynieść?

- Nie trzeba. My i tak zaraz wychodzimy. Wpadliśmy tylko na chwilę - objaśniła Setsuko i zmarszczyła brwi. - Już pamiętam! - wykrzyknęła uradowana, jakby nagle doznała olśnienia. - Ty jesteś Taro. Pamiętam, że byłeś u nas kiedyś w towarzystwie naszego Shigeru. 

- Tak. To prawda, pani generał - przytaknął wesoło chłopak. - Byliśmy z Shigeru w tej samej klasie i przyjaźnimy się od tego czasu. 

- Niemniej - Hotarubi odchrząknęła, zwracając na siebie uwagę obecnych w biurze osób. - Niczego nam nie trzeba, ale dziękuję, Taro. Możesz już iść. 

- Oczywiście - odparł Kobayashi i ukłonił się, tym razem na pożegnanie i wyszedł. 

- Fajny chłopak. Miły taki - skwitowała Setsuko. 

- Czy ja wiem - mruknęła Hotarubi. - A co ty myślisz Yumi? - Ayasegawa nic jednak nie odpowiedział. - Kręci się wokół mojego biura cały czas. Zwłaszcza ostatnio. Może już mam urojenia, ale zaczyna mi się to wydawać podejrzane. 

- Może się martwi, bo wie, że macie sporo na głowie? - podsunęła Setsuko. - Przecież widziałaś, że chciał pomóc. Odciążyć cię jakoś, skoro Mitsu i Ukyo już poszli.

- Bardziej mnie zastanawia, dlaczego on jeszcze nie poszedł do domu - oznajmił w końcu Yumichika. - Przyznam, że to jest trochę podejrzane. 

- Właśnie. Zwłaszcza że to się wszystko trochę zbiega czasowo z incydentem - przytaknęła Hotarubi. - Przeszło mi to już przez myśl, ale myślałam, że może już mi odbija.

- Nie - Ayasegawa pokręcił głową. - Myślę, że to dosyć sensowny wniosek. 

- Nieeee, myślę, że oboje przesadzacie - Setsuko machnęła ręką. - Znam tego chłopaka od lat. Shigeru się z nim przyjaźni. Gdyby był jakimś szpiegiem, już byśmy to wiedzieli. 

- Ale co jeśli? Co jeśli jest wrogiem, albo chociaż robi to dla któregoś rodu szlacheckiego? - ciągnął dalej Yumichika.

- Skończże już te spiskowe teorie - zrugała go Setsuko, patrząc na przyjaciela z dezaprobatą. - A ty kończ już pracę. Zobaczymy się wieczorem.

***

W Czwórce Setsuko była tylko przelotnie, przywitała się z dowództwem, choć nie zastała już Arashiego, który najpewniej spędzał swój czas z Ayasegawą i przyjaciółmi. O ile obowiązki głowy rodu go przed tym nie powstrzymały. Trochę więcej zaś czasu spędziła w Siódemce, gdzie rządził Madarame. Dała się nawet namówić na krótki sparing, który przyciągnął wiele uwagi. Młodsze pokolenia nie miały raczej okazji, aby zobaczyć Głównodowodzącą w walce. Tym bardziej że Setsuko unikała walki od czasu drugiej wojny z Aizenem.

Nic dziwnego, więc, że oprócz plotek o jej bohaterstwie krążyły też te bardziej pochlebne, w których twierdzono, że jednak utraciła swoją siłę przynajmniej częściowo i unika walki, aby sprawa się nie wydała. Sama nie wiedziała, czemu zgodziła się na sparing. Może dlatego, że tęskniła za walką, a może i trochę po to, żeby zamknąć buzie malkontentom, którzy podważali jej kapitański autorytet.

Uskoczyła w bok z łatwością. Na razie robiła tylko uniki. Nie mogła źle wypaść, ale nie chciała się też popisywać. Z drugiej strony, widziała, że z każdym kolejnym unikiem, poziom irytacji Ikkaku wzrasta.

Toteż kolejny cios sparowała i wyprowadziła kopnięcie w brzuch. Oczywiście chybione. Może dlatego, że przyjaciel dobrze znał jej styl walki, a może dlatego, że trenował godzinami każdego dnia.

Unik, atak, sparowanie, kontratak. Unik, atak, sparowanie, kontratak. Unik, atak, unik, unik. Atak. Tym razem było już na poważnie, choć nadal bez użycia duszy miecza czy demonicznej magii. W mgnieniu oka pojawiła się za Madarame, choć takie przyspieszenie kosztowało ją sporo energii. Wyprowadziła atak. Zanim ktokolwiek się obejrzał, drewniany miecz znajdował się tuż przy szyi Ikkaku. Ale i on nie pozostał dłużny, bo jego miecz zatrzymał się o milimetry od jej klatki piersiowej.

— Remis! – wykrzyknął Iba.

Ikkaku prychnął, a Setsuko jedynie uśmiechnęła się w odpowiedzi. Nie umiała stwierdzić, czy przyjaciel był niezadowolony z tego, że nie wygrał, czy dlatego, że nie potraktowała walki do końca poważnie i zrobiła coś, co zdradziło jej zamiary, dając mu szansę uzyskać remis. Ikkaku nic jednak nie powiedział.

 

***


         — Yo! – przywitała się, wchodząc na teren oddziału trzeciego. To tu chyba zawsze witano ją z największym entuzjazmem. Cieszyło ją to, bo to tutaj spędziła połowę swojego życia. – Jak leci, Koji?

         — Setsuko – uradował się mężczyzna. – W końcu do nas dotarłaś. Obawiam się jednak, że znaczna część oddziału rozeszła się już.

         — Nie szkodzi. Shu jest?

         — Kapitan jest w biurze.

         — Oczywiście – mruknęła Setsuko, wywracając oczami. – Gdzie indziej miałby być.

         — I tak obiecał, że za pół godziny powinien się ze wszystkim uporać.

         — A Hiroya?

         — Też w biurze.

         — Super – Setsuko klasnęła w dłonie. – A ty idziesz na festiwal?

         — Nie. Wiesz, że niespecjalnie lubię tłumy, więc zaoferowałem zostać tutaj.

         — Gdybyś jednak zmienił zdanie i chciał do nas dołączyć…

         — Nie – zapewnił Koji. – Ale dziękuję za zaproszenie.

         Po tych słowach ukłonił się na pożegnanie i wrócił do swoich obowiązków. Setsuko natomiast lekkim krokiem udała się do swojego dawnego biura. Bardzo dawnego biura, ale wciąż czuła się tam jak w domu, choć wielu jej danych kolegów i koleżanek przeszło już na emeryturę, o ile nie zginęła w wojnie.

         Do biura Trójki wparowała jak do siebie, choć tak już dawno nie było. Otworzyła drzwi na oścież, krzycząc:

         — Hołm, słit hołm, bejbe!

         — Setsuko, na litość boską – przeraził się Hisagi, podrywając się z krzesła. — Zanurzony w dokumentach, nie zauważył, że ktoś się zbliża. Hiroya natomiast parsknął śmiechem. – A ciebie co tak bawi? – naburmuszył się, rzucając gromy z oczu w stronę swojego trzeciego oficera.

         — Absolutnie nic – skłamał Hiroya, momentalnie poważniejąc, ale nie potrwało to długo.

         — No chłopaki, jak wam idzie?

         — Prawie kończymy, mamo. A ty jak?

         — Jeszcze cztery oddziały.

         — Nieźle. A u ojca już byłaś? – dopytywał Hiroya.

         — Szóstka jest kolejna – padło w odpowiedzi, po czym blondynka spojrzała na przyjaciela. – Shu, kończysz?

         — Już prawie. Hiroya, możesz już iść.

         — Jeszcze nie skończyłem…

         — Idź – mruknął z powagą Hisagi, więc jego podwładny skinął tylko głową.

         — Do widzenia, kapitanie. Cześć, mamo.

         — Pa, słonko! – krzyknęła za nim Setsuko, machając, po czym zamknęła drzwi, wyczuwając poważną rozmowę. – Więc o czym chcesz ze mną porozmawiać?

         — Chodzi o Hotarubi.

         — No tak – westchnęła Setsuko. – Jeśli chcesz mnie ochrzanić, to wiedz, że zrobiła to wbrew mojej woli. Kazałam jej siedzieć cicho.

         — Wiem. Sama mi powiedziała. Zresztą nie o to chodzi – powiedział Hisagi. – Po prostu martwię się o nią.

         — To zrozumiałe.

         — Nie. Nie rozumiesz. – Hisagi westchnął ciężko Shuuhei. – Ona wciąż… Nawet po tych ponad dwudziestu latach wciąż kieruje nią jakieś dziwne poczucie winy, za to co wydarzyło się przed pierwszą wojną z Aizenem.

         — Spodziewałam się, że tak może być, choć obawiam się, że nie umiem pomóc.

         — To wobec ciebie czuje się zobowiązana. Może możesz z nią porozmawiać.

         — Myślisz, że nie próbowałam? Przez te wszystkie lata, wiele razy tłumaczyłam jej, że już dawno jej wybaczyłam. Właściwie nawet nie wiem, czy musiałam jej cokolwiek wybaczać – stwierdziła z powagą Setsuko, patrząc gdzieś w przestrzeń. – Po prostu przeszłam do porządku dzienniego nad tym, co się stało. Już podczas pierwsze wojny, gdy się sprzymierzyłyśmy przeciw Aizenowi. Bo ja na swój sposób nawet rozumiem, dlaczego to zrobiła.

         — Porozmawiaj z nią jeszcze raz może? – poprosił Hisagi.

         — Shuuhei, wydaje mi się, że poczucie winy to coś, z czym Hotarubi sama musi się uporać. I być może to, co teraz zrobiła to właśnie próba uporania się z tym. Może musiała coś zrobić, żeby sama sobie mogła wybaczyć. Nie zabierajmy jej tego. Mogę ci jednak obiecać, że będę stała po jej stronie.

 

***

Do Szóstki udała się już sama, po tym jak udało jej się wreszcie pozbyć Yumichiki i wysłać go do domu. W oddziale męża zaraz za bramą natknęła się na Shurien.

— Pani generał! – wykrzyknęła Shurrien, ściągając tym uwagę zarówno na siebie, jak i na Setsuko, która właśnie wkroczyła na teren oddziału szóstego. Kobieta westchnęła, spodziewając się kolejnej inwazji, ale ze zdziwieniem zauważyła, że w wiśniowych ogrodach jednostki jej męża siedzi tylko kilka niewielki grupek. – Spokojnie. Wszyscy już poszli nad rzekę.

— Również się tam wybierasz?

— No potem tak, ale mamy taki nawał roboty przez to śledztwo, że ja pier… Że normalnie nie wytrzymam – poprawiła się szybko młoda Kira.

Setsuko uśmiechnęła się na to.

— Naprawdę nie przypominasz żadnego ze swoich rodziców – mruknęła Setsuko. – Ani Shizuru ani Corrien nigdy by się tak nie żachnęli w obecności kogoś wyższego rangą.

— Najmocniej przepraszam, pani generał.

— Daj spokój, Shuri. Przyznam, że to odświeżające, choć zdecydowanie odstajesz od rodziny. Zdaje się jednak, że tobie to nie przeszkadza.

— No cóż… — Shurien spojrzała na moment gdzieś w bok, nim kontynuowała: – Rodzice zdecydowanie nie pochwalają wielu moich wyborów, jak na przykład tatuaży, więc jestem raczej czarną owcą rodziny. Wolę jednak być sobą, niezależnie od tego, co myślą inni.

— To dobrze. Trzymaj się tego. Twoje tatuaże ani kolczyki nie stanowią, ani o twojej sile, ani umiejętnościom. A przynajmniej nie powinny. Masz ogromny potencjał, Shuri, więc upewnij się tylko, że zawsze podążasz właściwą ścieżką.

— Dziękuję, pani generał, za cenne rady. Będę to miała na uwadze.

— A jak idzie śledztwo? – zmieniła temat Setsuko, korzystając z okazji, aby się czegoś dowiedzieć, a zarazem zmienić ten poważny ton rozmowy na coś innego.

— Obawiam się, że nie mogę o tym rozmawiać – odparła z grobową miną Shuurien.

— Nawet ze mną? – zdziwiłą się Setsuko.

— Nie. Znaczy… Nie wiem – strapiła się dziewczyna. – Mieliśmy nie rozmawiać o śledztwie z nikim, kto nie jest w grupie śledczej oraz unikać rozmów na ten temat gdzie popadnie, więc mamy wyznaczony własny budynek.

— Dobrze więc. Zwyczajnie będę musiała wycisnąć tę informację ze swojego męża – stwierdziła Setsuko z diabolicznym uśmiechem, a Shurien przełknęła głośno ślinę.

— Kapitan jest w biurze… To ja ten. Już pójdę lepiej – rzuciła na odchodne. – Dowidzenia, pani generał.

Setsuko pomachała do niej, po czym skierowała się do biura. Wyczuła tam jedynie reiatsu Byakuyi. Domyślała się, więc, że Renji zwiał przy pierwszej lepszej okazji, żeby dołączyć do Rukii i reszty nad rzeką. Ale żeby Yakumo?

— Hej, mój drogi – zagadnęła, wchodząc do środka. – Widzę, że jesteś sam.

— Wysłałem Yakumo do Dwójki. Miał przekazać coś Hotarubi i zabrać Mitsuko do domu – odparł Byakuya, jakby odgadując myśli małżonki.

— Rozumiem. To dobrze. Przed nimi ciężkie chwile.

— Mitsuko i Hotarubi wiedzą, co robią – mruknął Kuchiki. — Poradzą sobie.

— No nie wiem. Wcześniej rozmawiałam z Shuuheiem. Bardzo martwi się o Hotarubi – oznajmiła Setsuko.

— A to że się martwi to już zupełnie inna sprawa. Zawsze będzie się o nią martwił, tak jak ja zawsze martwię się o ciebie. Zwłaszcza gdy miewasz takie ryzykowne pomysły – mówiąc to Byakuya spojrzał wymownie na katanę, którą Setsuko miała u boku. – Może jednak powinnaś mieć ze sobą swoje zampakuto?

— Dobrze wiesz, że jeśli będę miała Moeru, nikt nie odważy się podejść. Natomiast dwie katany u boku będą zbyt oczywiste i przyciągną zbyt wiele uwagi.

— I tak plotki o ataku na placówkę już się rozeszły – zauważył Byakuya.

***

Po krótkiej wizycie w Ósemce i kieliszku (oficjalnie) sake z Kyouraku i Ukitake, Setsuko udała się do Dziewiątki. Od dziewiątki obawiała się bardziej jedynie Dziesiątki i konfrontacji z Rangiku.

— Yo, Itsu, Shirai! – zawołała Setsuko, do przepychającego się przed budynkiem małżeństwa.

— Ciocia! – wykrzyknęła Itsuko, jak czyniła niezmiennie przez lata.

— Siema – mruknął Shirai, za co oberwał kuksańca w bok. – Bry.

— Daj spokój – zaśmiała się Setsuko. – Prawie nikogo tu nie ma.

— A kapitan Ichimaru?

— Jest – odparła niepewnie Itsu. – Ale szczerze, to ja bym tam nie szła.

— Jest na mnie zły – domyśliła się Setsuko. – Bardzo?

— Chyba bardzo. Powiedział nam o wszystkim zaraz pierwszego dnia, a zazwyczaj to by nas trzymał w ciemnościach egipskich, także tego…

— No tak… — Setsuko westchnęła ciężko. – Lepiej idźcie nad rzekę, na wypadek gdyby doszło do rozróby tutaj – dodała, zmierzając w stronę biura oddziału dziewiątego.

Shunpnęła do środka budynku, a jako że drzwi były lekko uchylone, weszła do środka, mruknąwszy:

— Puk, puk.

Ichimaru musiał wiedzieć, że się zbliża, bo nie kryła swojej obecności. Nie podniósł jednak głowy, udając, że jest strasznie skupiony na lekturze dokumentów. Co było bardzo oczywistym komunikatem, że nie ma ochoty rozmawiać z Setsuko. Ona się jednak nie poddała.

— Wiem, że jesteś na mnie zły, kapitanie – zaczęła. – Ale zrobiłam, co uważałam za słuszne. Powinieneś to akurat zrozumieć, po tym czego oboje się w życiu dopuściliśmy.

Dopiero po tych słowach uzyskała jego uwagę, choć z drugiej strony miała ją od samego początku. Mężczyzna odłożył dokumenty i westchnął ciężko, aby dopiero wtedy popatrzeć na nią groźnie.  Nie podniósł jednak poziomu swojego reiatsu, wiedząc, że nie zrobi to na jego dawnej podopiecznej najmniejszego wrażenia.

— Oczywiście, że jestem zły – powiedział, a wyraz jego twarzy potwierdzał to w stu procentach.

— Zrobiłam to, żeby chronić bliźniaki Rangiku oraz ciebie, kapitanie – zadeklarowała. – I dobrze o tym wiesz. Bo pomimo moich usilnych starań, uwaga wielu osób i tak skupiła się na was, a Mitsuko ucierpiała w tym wszystkim najbardziej.

— Wiem – warknął Ichimaru. – Ale na Króla Dusz! Nam mogłaś powiedzieć. Jesteśmy jego rodzicami. Jego rodziną.

— I co byście zrobili, jakbym wam powiedziała. Bo coś na pewno próbowalibyście zrobić. Szukać go albo coś. I też by się zaraz wydało albo gorzej. Wyszłoby, że to faktycznie wasza sprawka. A tak, oskarżeniami sobie mogą wszyscy rzucać, ale wszystko to jest bezpodstawne i śledztwo toczy się własnym tokiem bez nacisku szlachty.

Nagle ją zmroziło, gdy wyczuła znajome reiatsu, dość szybko zbliżające się do Dziewiątki. To była Rangiku, zapewne chcąc upewnić się, że jej mąż uporał się z pracą, zanim pójdą się bawić.

Do biura wpadła nieco zziajana i ze zwichrzonymi włosami. Łypnęła groźnie na męża, a potem jeszcze groźniej na Setsuko i oznajmiła:

— Żebyś nie miała wątpliwości, jestem na ciebie bardzo zła, że o niczym nam nie powiedziałaś. – Zrobiła przerwę, aby odetchnąć, ale wyraźnie miała więcej do powiedzenia, więc ani Gin, ani Setsuko nie odważyli się nic mówić. – A teraz wypad mi stąd.

— Rangiku… Ja naprawdę – zaczęła Setsuko, ale ruda weszła jej w słowo.

— Wypad i zachrzaniaj do pozostałych oddziałów, bo na pewno jakieś masz – stwierdziła, po czym dodała niespodziewanie: — Masz pół godziny, bo potem chce cię widzieć nad rzeką. Będziemy pić.

— To nie jesteś na mnie zła? – zapytała Setsuko kompletnie nie rozumiejąc sytuacji i z głupią miną.

— Przecież przed chwilą powiedziałam ci, że jestem zła. I to bardzo. Ale teraz jest festiwal i chcę się dobrze bawić w towarzystwie moich przyjaciół, więc się ruszaj. No już! Idziesz ze mną do Dziesiątki.

         — Dobra – mruknęła Setsuko, unosząc ręce w geście poddania.

         — A z tobą policzę się później – mruknęła do Ichimaru, po czym ruszyła w shunpo razem z Setsuko.

***

— Nie, Ken-chan! – zaprotestowała Yachiru, łapiąc się pod boki. – Setsuko też zasługuje na odpoczynek. Chodź, zrobię ci herbaty – powiedziała, ciągnąc blondynkę z dala od pola treningowego.

— Dzięki – Setsuko odetchnęła z ulgą.

— Nie ma sprawy. Wiem, że Ken-chan potrafi być uciążliwy.

— Ciebie przynajmniej słucha. Nie to, co mnie.

— Oczywiście, że cię słucha. Jest tylko trochę zazdrosny, bo usłyszał, że zmierzyłaś się z Łysolkiem.

Setsuko roześmiała się, słysząc dawne przezwisko Ikkaku.

— Wtedy jeszcze miałam energię.

— No tak. Pamiętam, jak kiedyś mówiłaś, że ten obchód jest dosyć męczący.

— Męczący? – powtórzyła kpiąco Setsuko. – To jest katorga! Najpierw się nażarłam, bo wszyscy chcieli, żebym coś spróbowała, a potem musiała latać między oddziałami, walczyć z Ikkaku, a jak nie to ktoś ma zawsze do mnie pretensje albo roszczenia. A ja wale taki festiwal.

Yachiru zaśmiała się cicho.

— Faktycznie brzmi, jak ciężka praca.

— Z drugiej strony lubię te obchody, bo mogę sprawdzić wszystkie oddziały, porozmawiać z shinigami pod pretekstem festiwalu i rozeznać się w sytuacji.  To taki zwiad z życia Seireitei. Kto jak się ma i takie tam.

— I jak oceniasz? – zapytała Yachiru.

— Nie jest źle. Nie zauważyłam na razie, aby shinigami przesadnie martwili się zniknięciem Makoto. Lub czymkolwiek innym właściwie. Wygląda na to, że największy problem mają poniektóre rody szlacheckie.

— To bardzo możliwe. Ja też nie słyszałam, aby ktoś z moich podwładnych narzekał, ale będę miała to na uwadze.

— Ty też wyglądasz na dużo szczęśliwszą z każdym rokiem. Właściwie odżyłaś jakby, odkąd zaczęłaś się spotykać z Katakurą.

— Tak. Dopiero po wielu latach żałoby, to on wyciągnął mnie z tej czarnej dziury.

— Strata ukochanej osoby jest bardzo trudna – zauważyła Setsuko.

— Niemniej teraz jestem bardzo szczęśliwa – oznajmiła Yachiru i uśmiechnęła się szeroko. — Żeby było zabawniej, dziś przypada druga rocznica naszego związku z Asuką.

— Naprawdę?

— Tak. Znaczy… Zaczęliśmy się widywać trochę wcześniej, ale to w dzień festiwalu wyznał, że chciałby, aby łączyło nas coś więcej.

— To urocze – zachwyciła się Setsuko. – Chciałabym, aby historia moja i Byakuyi była taka.

— Żartujesz? Jesteście i tak chyba najbardziej uwielbianą parą. Chaotyczna bohaterka wojny i zimny Kuchiki, do którego wzdychały wszystkie kobiety stowarzyszenia. To jak złagodziłaś jego wizerunek, wasze rozstanie z powodu wojny i twój powrót. Wszyscy, którzy wzięli udział w wojnie, do dziś wspominają, jak Kuchiki desperacko próbował cię uratować. Moje koleżanki marzą o takiej historii miłosnej!

— Oh, a to się teraz zdziwiłam – mruknęła Setsuko, nieco oszołomiona tą informacją.


Chapter 3 ~ Academy

 Gdy pojawiła się przed bramą rezydencji, strażnicy od razu się odsunęli. Doskonale wiedzieli kim jest. Koichiro osobiście poinformował ich, że Głownodowodząca Gotei 14 jest zawsze mile widziana i oberwie się temu, kto kiedykolwiek stanie na jej drodze. Więc nie chcieli na jej drodze stać. 

Kobieta jednak przywitała się z nimi uprzejmie i z uśmiechem, a dopiero potem ruszyła dalej, aby spotkać się z rodziną. Z rodziną, z którą od lat była w dobrych stosunkach. Odkąd starsze pokolenie oddało władzę Koichiro i to on rządził rodem Miyagi. Z pomocą Chinatsu, która też bardzo się zmieniła przez lata. 

Oboje wyszli jej na przeciw, aby ją przywitać. 

— Setsuko! Jak dobrze cię widzieć — powiedział Koichiro, otwierając szeroko ramiona. — Co u ciebie?

— Witaj, Setsuko. 

— Wujku, Chinatsu… Przyszłam z dość poważną sprawą — zadeklarowała Setsuko. 

— Czego ci trzeba? 

— Niczego. Potrzebuję, żebyście właśnie nic nie robili. Żadnego zmuszania prasy do wycofywania artykułów. Żadnego pomagania na siłę za moimi plecami.

— To nie my — mruknął Koichiro, ale to było oczywiste kłamstwo. 

— Artykuł jak ten daje mi wrogów, ale i zwolenników. Plotki zaś… Plotki są najgorsze. 

— Ten artykuł insynuował twój udział w tym. Nie mogliśmy tego zignorować — stwierdził z powagą Koichiro. — Co więcej, zamierzam się dowiedzieć, który z rodów miał na to wpływ. 

— Mogę się z tobą założyć, że Kira Konoe za tym stoi — prychnęła Setsuko. — A może nikt. To właściwie nie ma znaczenia. Wiedziałam, że do tego dojdzie i jestem na to przygotowana. 


***

Z pomocą dyrektora placówki, który udostępnił im salę oraz zorganizował wszystko, przesłuchania pracowników poszły bardzo sprawnie. Każdy zadawał przygotowane wcześniej pytania pracownikom, których wylosował, a ktoś inny sporządzał notatki. Od czasu do czasu Renji wtrącał coś od siebie, kiedy czuł, że nie wyciągnęli ze świadka wystarczająco dużo. A trochę chciał się zwyczajnie pokazać, skoro był zastępcą kapitana, a przy tych dzieciakach zaczynał się powoli czuć bezużyteczny.

Za dużo nie mieli. Zaledwie kilka osób powiązanych z pracownikami w taki, czy inny sposób, które dla dokładności także postanowili sprawdzić i przesłuchać. I tak też zrobili zaraz po namierzeniu tych kilku odwiedzających placówkę, którzy przykuli jej uwagę. 

Co prawda do samego Makoto nie przychodził nikt poza rodzicami i siostrą z dzieci. Ale za to jego sąsiad z pokoju obok miał więcej szczęścia, więc wypadało pokryć i te poszlakę. Nie mieli pojęcia kto i pod jaką przykrywką zdobył informacje o placówce, więc im więcej osób sprawdzą, tym większe szanse, że na coś trafią. 

Prawda była jednak taka, że nie mieli nic, a wielkimi krokami zbliżał się festiwal. Czuli przez to coraz większy nacisk ze strony kapitana. A i sami obawiali się, żeby tylko nic złego się w tym czasie nie wydarzyło. 

Byli w kropce. A w jeszcze większej kropce była Taraka, na którą nie zawsze, ale najczęściej spadał obowiązek sporządzania raportu dla kapitana. A to oznaczało Katsukiego, spoglądającego jej czasem godzinami przez ramię i komentującego jej grafomanię, która wynikała zazwyczaj głównie ze zmęczenia i presji.

— Mam tego dość! — warknęła, gdy została sam na sam z przyjaciółką, a Katsuki był wystarczająco daleko, aby ich nie usłyszeć. — Co za chuj. Ciągle zrzuca raporty na mnie, a tak naprawdę to on powinien je pisać. A potem mnie krytykuje. Co nie zrobię, wszystko źle. Nawet jak daje z siebie dwieście procent i staram się wyjść mu naprzeciw… No wiesz — mówiła, czasem ze łzami w oczach. — Nawet jak próbuję mu pomóc, wyjść naprzeciw, to też mnie zjebał. W sensie “dziękuję, ale…” Jeśli masz zastrzeżenia to wcale nie jesteś wdzięczny! A jak jesteś wdzięczny to podziękuj i daj żyć — pomstowała gniewnie marszcząc brwi. 

— Naprawdę nie wiem, czemu się tak na ciebie uparł — stropiła się Shurien z równie poważną miną.. — Naprawdę chciałabym ci pomóc, ale wydaje mi się, że sama musisz mu się postawić. 

— Jak mu się postawię, to będzie mnie rypał jeszcze bardziej. I tak czuje się praktycznie chora na samą myśl o przyjściu do pracy, żeby kolejny dzień się z nim użerać. 

— No właśnie. Tak nie powinno być. 

— Ale co ja mogę zrobić? Jest wyższy rangą. Mogę mu naskoczyć.

— No a gdybyś to zgłosiła? — podsunęła nieśmiało Shurien. — Do vice kapitana Renjiego? Albo swojemu dziadkowi. Albo chociaż Trzeciego Oficera Yakumo?

— Oszalałaś? — ofuknęła ją Taraka. — Nie dość, że wyjdę na słabą, to i tak mnie będzie rypał. Jeśli to wyjdzie na jaw, to zaraz mi wypomni, że nie zasługuję na tytuł szesnastego oficera. A wiesz, jak długo na to pracowałam. 

— No wiem — westchnęła Shurien. 

Miała do siebie żal, że nie umie pomóc przyjaciółce.Wciąż jednak uważała, że ta musi się postawić Katsukiemu. Shurien nie miałaby żadnych wątpliwości, gdyby to o nią chodziło. 

— Kiedyś mu po prostu jebnę — stwierdziła Taraka. — Albo lepiej! Wyzwę go na pojedynek. Tak. Może wtedy, jak mu skopię to złośliwe dupsko, to się ode mnie odwali. 

— No nie wiem, czy to dobry pomysł. 

— Sama też byś tak zrobiła — zauważyła Taraka, a Shurien westchnęła po raz kolejny. 

— No, ja to akurat zrobiłam… Dlatego na tytuł szesnastego oficera będę pracować dziesięć lat dłużej niż ty. Sama wiesz, że kapitan nie toleruje takich prób sił. A co dopiero w trakcie tak ważnego śledztwa.

— Ta misja, moim zdaniem, to dla ciebie właśnie szansa, żeby się wykazać — ożywiła się nagle Taraka, jakby zapominając kompletnie o swoim problemie w postaci dziewiątego oficera.

— Może. Dlatego potrzebujemy wyników, ale na ten moment wszystkie nasze teorie to jedynie pomówienia.


***


Niebieskie, rozczapierzone zawadiacko włosy poruszały się z rytmem marszu Kayo. Czerwone oczy już dawno wypatrzyły dom, w którym żyła i który przybliżał się do niej z każdym jej krokiem. Wreszcie stanęła przed drzwiami i wziąwszy głęboki oddech nacisnęła na klamkę. Wchodząc, krzyknęła w głąb domu:

— Wróciłam!

Nikt jednak nie odpowiedział. Była prawie pewna, że rodzice powinni być o tej porze już w domu. Tym bardziej, że jeszcze została dłużej, żeby porozmawiać z nowo—poznaną koleżanką. 

— I jak poszło? — usłyszała, gdy zza progu wychyliła się brązowa czupryna. 

— Cześć, mamo. Myślałam, że nikogo nie ma — naburmuszyła się Kayo.

— Jesteśmy, jesteśmy. I co? Dostałaś się do Akademii? 

— Tak! Dostałam się! — wykrzyknęła energicznie Kayo, a jej oczy zalśniły. 

— Zdolna bestia — zaśmiała się Itsuko i zmierzwiła córce włosy, po czym ucałowała ją w czubek głowy. — Chodź. 

Weszły przez niedługi korytarz do kuchni. Tam czekała na Kayo niespodzianka w postaci pysznego obiadu i czekającego na deser ciasta. Przy stole siedział też Shirai z szerokim uśmiechem, jako że słyszał całą rozmowę. 

— Dobra robota — mruknął tylko, bo nigdy nie był zbyt wylewny, ale Kayo wiedziała, że jej ojciec jest z niej dumny. 

Zawsze był. 

— Dziękuję — powiedziała Kayo, wypinając pierś i również się wyszczerzyła. — Wiedzieliście, że się dostanę?

— Nie mieliśmy żadnych wątpliwości — stwierdziła Itsuko.

— Poza tym złożyłam też podanie o miejsce w akademiku.

— Po co? Przecież masz, gdzie mieszkać. 

— No mam, ale pomyślałam, że dobrze byłoby się usamodzielnić. Chcę przynajmniej spróbować.

— Na takie rzeczy masz jeszcze dużo czasu — odezwał się Shirai, niezbyt zadowolony z decyzji córki. — Akademiki są dla młodzieży z Rukongai, która miałaby zbyt daleko, aby dochodzić z domu. 

— Nie, nie tylko. Yuuki i Yuumi też będą tam mieszkać od tego roku. 

— To ich sprawa. 

— Wolałabym, abyś jednak została w domu jeszcze przez rok lub dwa — nalegała Itsuko.

— Ale to mój wybór. Jestem na to gotowa. Zobaczycie — kłóciła się Kayo. 

— Ale my nie jesteśmy, do cholery — warknął Shirai. — Nawet nas nie uprzedziłaś. 

— Bo nie wiedziałam, czy się zdecyduję. 

Itsuko westchnęła ciężko. Nie podobał jej się ten pomysł, ale wiedziała, że zabronienie córce mieszkania w akademiku nie załatwi sprawy. Jednak to Shirai odezwał się pierwszy. 

— Dobra. Rób jak uważasz. Ale pamiętaj, że twój dom jest tutaj. Zawsze.

— Wiem.

— I jeśli akademik okaże się rozczarowaniem, zabieraj rzeczy i wracaj do nas — dodała Itsuko i rzuciła mężowi uśmiech wdzięczności. 


***


Wyszła z terenu Akademii, po tym jak chwilę wcześniej pożegnała się z nowo—poznaną koleżanką, z którą będzie razem w klasie. Przeszła uliczką miasta i skręciła w lewo w jeszcze mniejszą i niezbyt uczęszczaną alejkę. Tam czekało na nią kilku strażników. 

Zuri westchnęła, ale wiedziała, że nie ma wyjścia. To i tak najlepsze, co udało jej się wytargować, a i tak zawdzięczała to wstawiennictwu ojca. Bo matka i dziadkowie chcieli, aby miała ochronę ze sobą nawet na terenie Akademii. Fakt, była przyszłą dziedziczką rodu Miyagi, ale dla przyszłej shinigami ochrona była zbyteczna. A nawet mogła być potraktowana jak swego rodzaju obelga. Nie mogła przecież zawsze dać się chronić innym, skoro miała zostać shinigami.

Rozumiała jednak, że rodzina obawia się o nią w obliczu ostatnich wydarzeń. Była na bieżąco ze sprawą zniknięcia Ichimaru Makoto, jako że matka zawsze zabierała ją ze sobą na spotkania rodu. 

Straż odeskortowała ją do domu w milczeniu. Zuri zazwyczaj rozmawiała ze swoimi ochroniarzami, a oni nie wzbraniali się przed konwersacją. Żaden jednak nie próbował zmuszać jej do mówienia, zapewne widząc, że nie jest w nastroju. 

Zostawili ją dopiero, gdy weszła do rezydencji. Tam odetchnęła z ulgą. Miała do stoczenia jeszcze jedną bitwę. Udała się prosto na spotkanie ze swoją matką.

Chinatsu była w swoim domowym biurze. To stamtąd wspomagała Koichiro w sprawach rodu. Odłożyła jednak dokumenty na widok swojej córki.

— Już wróciłaś? — zagadnęła. 

— Tak.

— To dobrze — stwierdziła Chinatsu i uśmiechnęła się. Zauważyła jednak niezadowolenie córki i spytała: — Coś się stało? 

— Nie zapytasz nawet, czy się dostałam? — naburmuszyła się Zuri.

— A co, nie dostałaś się? 

— Dostałam.

— No to co za problem? — Chinatsu zmarszczyła brwi. — Przecież to było oczywiste, że cię przyjmą. A może zmieniłaś zdanie i nie chcesz zostać shinigami? 

— Nie. Wręcz przeciwnie. 

— Wiesz, że ani ja ani Ikkaku nie zamierzamy cię powstrzymywać, jako że oboje też jesteśmy shinigami. Gdybyś jednak zmieniła zdanie, nauka życia dworskiego zawsze będzie opcją. Zresztą pewnych rzeczy nadal będziesz musiała uczyć się tu w domu.

— Skoro już mówimy o domu… — zaczęła Zuri. — Złożyłam podanie o to, żeby zamieszkać w akademiku. 

— Wykluczone — odparła kategorycznie Chinatsu. 

— Dlaczego?

— Twój dom jest tutaj. Tutaj jesteś bezpieczna. Poza tym masz też obowiązki wobec rodziny. Wiedziałaś o tym i zgodziłaś się na to. Taki był warunek uczęszczania do Akademii. 

— Wiem, ale...

— Skoro wiesz, to temat uważam za zamknięty. 

— Wysłuchaj, chociaż co mam do powiedzenia! — zdenerwowała się Zuri, która zazwyczaj potrafiła trzymać emocje w ryzach pomimo młodego wieku. 

Chinatsu milczała dłuższą chwilę, ważąc słowa. Z jednej strony czuła, że nie powinna pozwolić córce na takie zachowanie, z drugiej strony wiedziała, że Zuri nie zachowuje się tak zazwyczaj, a to oznaczało, że miała do powiedzenia coś ważnego.

— W porządku — zgodziła się w końcu. — Ale to ostatni raz, kiedy podnosisz na mnie głos. Następnym razem poniesiesz karę.

— Przepraszam — odparła Zuri z powagą. — Czułam jednak, że nie mam innego wyjścia, skoro lekceważysz fakt, że mam ci coś do powiedzenia. 

— Dobrze, słucham — odparła Chinatsu, nieco przerażona tym, jak poważna potrafiła być Zuri. Zwłaszcza w takim wieku. Wypowiadała się bardzo spokojnie i bardzo rezolutnie. Dzięki temu też członkowie rodu darzyli ją ogromnym szacunkiem. — Co chciałaś mi powiedzieć?

— Mogę usiąść? — zapytała Zuri, zerkając na wolne krzesło, a Chinatsu skinęła głową. — Wiem, że nie podoba ci się mój pomysł mieszkania w akademiku, ale nie zrobiłam tego, aby wymigać się od obowiązków względem rodu. 

— Zatem dlaczego?

— Sama powtarzasz, że Seireitei znalazło się w ogromnym niebezpieczeństwie i dlatego wysyłasz ze mną ochronę. Jednak czy nie jestem narażona bardziej, kręcąc się każdego dnia po mieście? Nawet jeśli mam ochronę, wątpię, aby mogli mnie ochronić, jeśli Ichimaru Makoto jest tak potężny, jak się mówi. To oznacza, że przemieszczanie się dwa razy dziennie między szkołą i domem niesie ze sobą większe ryzyko. Bezpieczniejsza będę na terenie Akademii. Po drugie, nikt nie potraktuje mnie poważnie, jeśli będę chodzić do szkoły z ochroniarzami, skoro pewnego dnia mam zostać pełnoprawną shinigami — dodała. — Żebym jednak mogła dotrzymać obietnicy i kontynuować naukę tu w domu, wracałabym tutaj na weekendy. To ograniczyłoby mój transport do dwóch razy w tygodniu, znacznie zmniejszając ryzyko, pozwalając mi wciąż wypełniać obowiązki wobec rodu. 

Gdzieś w połowie wypowiedzi córki Chinatsu zaczynała już odpływać, zarazem jednak słuchając z pewnym niepokojem. Zdała sobie, bowiem sprawę z tego, jak poważna w tak młodym wieku jest jej córka i czuła się temu winna. W jej głowie pojawiła się myśl, że może przebywanie z rówieśnikami dobrze zrobiłoby Zuri. A że argumenty córki były dosyć rzeczowe, mogła z czystym sercem zgodzić się na to, zarazem zachowując twarz jako rodzic. 

— Skoro tak przedstawiasz sprawę, pozwolę ci zamieszkać w akademiku. Jednakże, jeśli sytuacja ulegnie pogorszeniu lub uznam, że życie w akademiku źle na ciebie wpływa, będziesz musiała wrócić.

— Zgoda. 

***

Hotarubi siedziała w swoim biurze, niezbyt mogąc skupić na dokumentach, które miała przed sobą. Jej myśli wędrowały gdzieś do oddziału 6, gdzie toczyło się śledztwo w sprawie zniknięcia Makoto. Od incydentu minęły już ponad trzy tygodnie, lecz nie było postępu.

Oczywiście spodziewała się, że to nie będzie takie łatwe i nie miała wątpliwości, że Renji i jego zespół dają z siebie wszystko. Mieli ręce pełne roboty przesłuchując pracowników i gości placówki, a również kilku więźniów, którzy znajdowali się najbliżej Makoto. Nie wspominając o tym, że powoli brali się za sprawdzanie Dwójki i przesłuchania jej podwładnych, jednocześnie wciąż sprawdzając wszelkie poszlaki. 

Martwiła się przede wszystkim o Mitsuko, która od ucieczki Makoto niewiele się odzywała. Choć mało kto miał odwagę otwarcie ją o coś oskarżać, plotki niestety szybko się roznosiły. Hotarubi czuła, że powinna chronić swoją zastępczynię, ale niewiele mogła zrobić.

— Mitsuko — odezwała się w końcu, po dłużej chwili obserwowania swojej vice—kapitan, która krzątała się po biurze coś porządkując. — Dlaczego nie weźmiesz kilku dni wolnych. Chwilowo nie mamy zbyt wiele pracy, poza zwykłymi patrolami Seireitei, ale odkąd wstrzymano część naszych zadań, naprawdę nie mamy nic, czym nie mogłabym zająć się sama.

— To nieprawda — zaprzeczyła od razu Mitsuko, przerywając swoje dotychczasowe zajęcie. — Grupa śledcza przygotowuje się właśnie w jednym z pomieszczeń do przesłuchań. Ktoś musi dostarczyć im całą dokumentację, o którą poprosili i sporządzić grafik tak, aby nie kolidowały z kolejnością przesłuchać i dopilnować, aby wszyscy stawili się na czas.

— Ukyo może się tym zająć — zauważyła Aizawa. 

— Ukyo już trenuje rekrutów. Być może nie mamy aż tyle pracy, ale to dobry czas, aby upewnić się, że wszyscy są w dobrej formie. Nie tylko rekruci — stwierdziła Mitsuko, po czym dodała rozeźlona: — Poza tym dla Ukyo to też jest trudny okres. Wszyscy braliśmy w tym udział i byliśmy blisko Makoto. 

— Przepraszam. Próbuję tylko pomóc — westchnęła Hotarubi. — Ale zdaje się, że jedynie pogarszam sprawę.

— Nie, to ja przepraszam — rzuciła pospiesznie Mitsuko. — Doceniam troskę, naprawdę. Jednak nie chcę brać wolnego. Nieważne, gdzie będę, nie przestanę martwić się o Makoto i zastanawiać nad tym, co się wydarzyło i gdzie obecnie przebywa. Praca pozwala mi, chociaż na chwilę oderwać się od tego.

— Rozumiem. Jeśli jednak zmienisz zdanie, nie wahaj się dać mi o tym znać. Wiem, że to wszystko jest bardzo trudne. Obie zdajemy sobie sprawę z tego, że wielu ludzi podejrzewa nas obie. 

— Dlatego nie ma znaczenia, czy ludzie szepczą za moimi plecami tu i na ulicach Seireitei, czy robią to, gdy idę na zakupy, aby zrobić obiad dla swojej rodziny.

— Też prawda — mruknęła Hotarubi, przechylając głowę w bok.

— Niemniej, dziękuję — oznajmiła Mitsuko i uśmiechnęła się blado.

Po tych słowach chwyciła jakieś teczki i wyszła dalej pełnić swoje obowiązki vice—kapitan Dwójki. Hotarubi westchnęła. Nagle jednak wyprostowała się i spojrzała w okno, czując na sobie czyjeś spojrzenie. Koło okna przechodził akurat jeden z jej podwładnych. Jeśli dobrze pamiętała, nazywał się Kobayashi Taro. Do oddziału wstąpił blisko trzy lata temu i zdawało się, że przyjaźnił się z najstarszym z wnuków Setsuko.

Hotarubi skinęła głową w odpowiedzi na przywitanie i powróciła do dokumentów. Też wolała zająć czymś myśli, ale nie potrafiła. Gdzieś na korytarzu słyszała stłumioną rozmowę shinigami na temat zbliżającego się festiwalu. Festiwalu, który sama bardzo lubiła, a w tym roku w ogóle nie umiała się nim cieszyć. I chyba wyjątkowo wolałaby, żeby Setsuko naprawdę odwołała to w tym roku. Jednak ta była zbyt uparta, aby to zrobić. 

Z myśli o festiwalu wyrwało ją pukanie do drzwi. Najpierw myślała, że to Mitsuko już wróciła, ale ona zazwyczaj pukała i zaraz wchodziła do środka. Nigdy nie czekała na zaproszenie.

— Proszę — powiedziała, czując reiatsu. 

Drzwi powoli otworzyły się i do środka ostrożnie wszedł chłopak, którego wcześniej widziała przez okno. Taro jedną ręką trzymał klamkę, a na drugiej umiejętnie balansował tacę. Na niej miał dzbanek z herbatą i filiżanki oraz jakieś ciastka.

— Dzień dobry, pani kapitan — przywitał się z uśmiechem. — Widziałem, że vice—kapitan Mitsuko jest zajęta sprawą przesłuchań, więc pomyślałem, że w takim razie ja przyniosę pani kapitan coś do picia.

— Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony — odparła Aizawa. — Ale czy nie powinieneś uczestniczyć w treningu z Ukyo?

— Akurat mamy przerwę — odparł pospiesznie chłopak, stawiając tacę. — Nie śmiałbym się migać od obowiązków.

Hotarubi uśmiechnęła się pod nosem na jego odpowiedź.

— Doceniam myśl, ale robienie mi herbaty nie należy do twoich obowiązków — upomniała go. 

— No niby nie, ale w sumie obowiązkiem pani vice—kapitan to też nie jest.

— Mitsuko to trochę inna sprawa. Zresztą sama potrafię sobie zrobić herbatę. Aż tak jeszcze nie zardzewiałam. 

— Nie, nie. Nic takiego nie sugerowałem.

— No ja myślę — mruknęła Hotarubi. — A to co za łakocie?

— Moja młodsza siostra upiekła ciasta, powiedziała, żebym wziął trochę do pracy. Pomyślałem, że poprawią pani kapitan humor. Wydawała się pani zmartwiona wcześniej.

— Dziękuję — powiedziała kobieta, częstując się kruchym, kakaowym ciasteczkiem. Chwilę rozkoszowała się smakiem, nim dodała: — Proszę, przekaż swojej siostrze, że wyszły wyśmienite.

— Dziękuję. Nie omieszkam jej powiedzieć, jaki komplement otrzymała od pani kapitan. 

— Dobrze. Nie zatrzymuję cię dłużej — rzuciła Hotarubi. — Chyba, że jest coś, o czym chciałbyś ze mną porozmawiać. Rozumiem, że ostatnie tygodnie nie były dla naszego oddziału najłatwiejsze. 

— Nie mam do powiedzenia nic, czym pani kapitan musiałaby się martwić. Wręcz przeciwnie, morale oddziału zdają się być dosyć dobre jak na sytuację — stwierdził Taro, zabierając tacę. — Wszyscy mają do pani zaufanie. — Hotarubi westchnęła ciężko, zastanawiając się, czy aby na pewno zasłużyła na to zaufanie. — Swoją drogą, wybiera się pani kapitan na festiwal?

— Jeszcze nie wiem. Może. 

— Myślę, że powinna pani iść. To dobra okazja, żeby się zrelaksować — rzucił na odchodne Taro i wyszedł zamykając za sobą drzwi.