piątek, 5 sierpnia 2022

Chapter 13 ~ Break up

Nie była zbyt podekscytowana wizytą u rodu Miyagi, wciąż jednak musiała ją odbyć. Wiedziała, że Miyagi są po jej stronie, więc miała poczucie, że traci tylko czas. W dodatku obawiała się tego, że za bardzo będą naciskać, aby pomóc w obecnej sprawie. Nie lubili siedzieć bezczynnie, a właśnie tego potrzebowała od nich Setsuko. Najlepiej zawsze, bo niespecjalnie rozumiała tę nadgorliwą pomoc, odkąd Roichiro przejął władzę nad rodem.  

Głowa rodu osobiście przybyła do bramy, aby ją przywitać.  

- Dobrze cię widzieć Setsuko, chodź - odezwał się z serdecznym uśmiechem i wyciągnął do niej ramię, aby poprowadzić ją do rezydencji.  

Setsuko uśmiechnęła się niemrawo. Nie chciała wyjść na niewdzięczną, a i Roichiro tak naprawdę był już starszym panem, który starał się być dobrym wujkiem. Trochę było na to późno w jej mniemaniu, bo gdzie wszyscy byli, kiedy jako dziecko tułała się po Rukongai, faktycznie potrzebując pomocy. To Yoruichi i Kisuke ją wtedy uratowali.  

Roichiro poprowadził ją dobrze już znanymi Setsuko korytarzami do jego ulubionego z pokoi gościnnych. Był to inny pokój niż ten, w którym przyjmowali gości jego rodzice. Nieco mniejszy, ale o wiele bardziej przytulny.  

Ku zaskoczeniu Setsuko, był tam ktoś jeszcze. 

- Cześć - usłyszała i zmarszczyła brwi. - Słyszałem, że przyjdziesz, więc pomyślałem, że też wpadnę.  

- Zupełnie niepotrzebnie - odparła Setsuko.  

- No co ty, nie cieszysz się na widok swojego ojca? 

- Cieszyłabym się, gdybym faktycznie go spotkała - skwitowała Setsuko. - Jednak mój ojciec jest obecnie zajęty zarządzaniem oddziałem dwunastym - dodała złośliwie, na co Soichiro skrzywił się lekko.  

- Doceniam pomoc Urahary, kiedy ja nie byłem w stanie się tobą zająć. Niemniej nie jest on twoim ojcem.  

- Ale był chociaż obecny.  

- Myśłałem, że mamy to już za sobą, Setsuko - westchnął Soichiro, kręcąc głową w ramach reprymendy. 

To jednak nie działało na Setsuko. 

- Tak. Mieliśmy. Wróciłeś do naszego życia i po wojnie z Aizenem nawet zostałeś na jakiś czas. A potem znowu zniknąłeś i znowu i znowu. Za każdym razem, gdy cię potrzebowałam, gdy twoje wnuki i prawnuki cię potrzebowały, ciebie nie było. Jestem tym już zmęczona.  

- Byłem zajęty.  

- Tak. I za pierwszym razem ci uwierzyłam. Że ukrywałeś się przed Aizenem nie ze strachu, a żeby przygotować się do wojny. Że zostawiłeś Shigeru dla jego bezpieczeństwa. Ale po tym, jak opuściłeś nas już tyle razy, wiem, że jesteś zwyczajnie tchórzem. I właściwie jestem zdziwiona, że jeszcze się nie zmyłeś, skoro pojawiło się zagrożenie. A może siedzisz tutaj, bo ród Miyagi zapewnia ci bezpieczeństwo?  

- Setsuko, chyba jesteś trochę za ostra dla swojego ojca - wtracił się w końcu Roichiro, który zawsze miał słabość do starszego brata, którego podziwiał.  

- Nie, to ty jesteś za miękki - odparła stanowczo blondynka.  

- Swoją drogą, nie przyszłaś tutaj prosić o pomoc? - zasugerował Soichiro, co tylko bardziej rozeźliło Setsuko.  

- Nie, tak się składa, że wręcz przeciwnie. Potrzebuję, żeby klan Miyagi nic nie robił. Roichiro, wiem, że chcesz pomóc i doceniam twoje wsparcie, ale najprawdopodobniej to właśnie ostatnie dobre kontakty Miyagi i Kuchiki pchnęły inne rody do działania.  

- Mówisz to jakby to była nasza wina - mruknął Soichiro.  

- Nie wasza, nie rodu Miyagi. Po prostu. Zresztą nie mieszaj się w to - syknęła Setsuko. - Nie z tobą przyszłam rozmawiać. - Po tych słowach zwróciła się do Roichiro. - Przepraszam cię, nie tak miała wyglądać ta wizyta. Tak naprawdę przyszłam tylko podziękować za twoje wsparcie podczas zebrania Rady i prosić, żebyś miał oczy i uszy szeroko otwarte, bo ktoś pośród rodów stoi za tym wszystkim, ale jeszcze nie jestem pewna kto. Mam podejrzanych, ale liczę, że więcej dowiem się już po spotkaniach.  

- Rozumiem. Będę miał to na uwadzę. Komuś wyraźnie zależy, żebyśmy zaczęli się nawzajem podejrzewać i skakać sobie do gardeł.  

- Właśnie dlatego musimy zachować spokój.  

 
 

*** 

Z rezydencji rodu Miyagi Setsuko wyszła wściekła jak osa i niespecjalnie gotowa na spotkanie z kolejnym Radnych. Nie spodziewała się spotkania z ojcem, z którym kontakty przez lata mocno się pogorszyły. Głównie z jego winy. Zresztą Setsuko czuła się za stara na to, żeby użerać się z niegodnym zaufania rodzicem. 

Jeszcze swego czasu, chociaż trenował z dzieciakami, jak jeszcze były w Akademii. Podczas drugiej wojny z Aizenem nie wykazał się zbytnio wsparciem ani dla niej, ani dla Kazumi. A potem w ogóle przepadł jak kamień w wodę i wszyscy myśleli, że coś mu się stało. Wrócił po latach, jak znudziło mu się romansowanie w Świecie Ludzi i był zdziwiony, że nagle ma prawnuki, którymi i tak mało się interesował. Odszedł na emeryturę z Gotei 14 i jedynie przysparzał problemy, a to próbując nagle mieszać się Byakuyi w sprawy rodu, a potem spoczął na garnuszku u Roichiro, który był zbyt miły, aby mu odmówić. Zresztą to już był jego problem.  

Z zamyślenia Setsuko wyrwał czyjś głos i położona na ramieniu dłoń. Setsuko popatrzyła niewidzącym wzrokiem najpierw na słup, w który omal nie weszła, a potem na Matsumoto, która uratowała ją przed tym niechybnym spotkaniem. 

- Wszystko w porządku? - zapytała ją przyjaciółka, nie kryjąc troski.  

- Tak. Dzięki - odparła Setsuko i uśmiechnęła się niemrawo.  

- Co się stało? Któraś z rozmów poszła źle? 

- Byłam właśnie u Miyagi.  

- No to chyba nie mogło być źle. Przecież są po twojej stronie, nie? - zdziwiła się Rangiku.  

- Mój ojciec tam był.  

- Och… Teraz rozumiem. Przyszedł, bo słyszał, że się pojawię. Nie wiem, co chciał. Ale tylko mnie denerwował i wtrącał się z moją rozmową z wujem Roichiro.  

- Przykro mi, że tak to wyszło.  

- Już dawno temu powinnam była wiedzieć, że jest tylko rozkapryszonym paniczykiem z rodu. Romantyczna historia miłosna jego i mamy zamydliła mi oczy. Tak naprawdę zostawił nas wtedy i zostawił nas później. Teraz to wiem, ale…  

- I tak mierzi cię ten fakt, co? 

- Odrobinę? Nie wiem. W tym wieku już chyba nie powinno, ale niesmak pozostał - wyznała Setsuko. - Może dlatego, że potem znowu nas zostawił. Jak już dzieciaki były dorosłe, a ja byłam zła, że tak późno się zorientowałam.  

- No wiem.  

- No nic, nieważne - skwitowała Setsuko. - A ty gdzie się wybierasz?  

- Właściwie wracałam właśnie z Jedynki, rozmawiałam z Yumichiką.  

- Coś pilnego?  

- Nie - odparła Rangiku, ale po chwili wahania zapytała: - Byłaś już rozmawiać z Arashim?  

- Nie, jest następny - oznajmiła Setsuko i przechyliła głowę w bok. - Czemu pytasz?  

- Nie wiem, czy powinnam ci mówić, ale… - Rangiku zawahała się. - Arashi… Jakby to ująć. No, nie, że zerwali, ale Arashi powiedział, że na jakiś czas muszą zrobić sobie przerwę.  

- Co? Dlaczego? 

- No twierdził, że musi jednak mieć na uwadze dobro rodu, a Yumichika jest twoim zastępcą, a jednak ciężko byłoby mu nie rozmawiać o pracy etc. Yumichika powiedział, że po tylu latach liczył na więcej zaufania ze strony Arashiego.  

- Biedny…  

- No wiem. Jest zdruzgotany.  

- Ale muszę przyznać, że to w ogóle trochę podejrzane. Rozumiem, że ród Nimaya może być obecnie przeciwko mnie ze względu na sytuację, ale to nie powinno odbijać się na Yumi. Chyba, że Arashi ma coś do ukrycia.  

- Myślisz, że Arashi ma coś wspólnego z…  

- Nie wiem, ale to co mi powiedziałaś, zdecydowanie rzuca nowe światło na sytuację. Może wie coś więcej.  

- No to chyba dobrze się trafiło, że na ciebie wpadłam.  

- Zdecydowanie. Choćby dlatego, że uratowałaś moją twarz od spotkania ze słupem - zaśmiała się Setsuko. - Ale dzięki za informacje. Na razie nie mów o tym nikomu, a ja wspomnę Yumichice, żeby na razie też trzymał to raczej dla siebie. Naprawdę łudzę się, że to nie sprawka Arashiego, ale nie mogę zignorować podejrzanego zachowania.  

- Może, choć równie dobrze może reszta rodu na niego naciska. Podejrzewam, że woleliby, aby głowa ich rodu miała potomka.  

- Może…  

*** 

Po niespodziewanym spotkaniu z ojcem chciała przełożyć wizytę u rodu Nimaya i zobaczyć się z Arashim innego dnia. Jednak informacje od Rangiku rozwiały tę myśl. Setsuko czuła, że mogła wpaść na jakiś trop, choć z drugiej strony miała nadzieję, że to nie to. 

Nimaya Arashi - syn z jednego z odłamów rodu Nimaya, wybrany na następcę przez bezdzietną głowę rodu, wieloletni partner Ayasegawy Yumichiki i jak do niedawna wydawało się Setsuko, jej przyjaciel. Teraz jednak nie była tego taka prawna. Pomimo lat przyjaźni, wspólnych imprez i wielu godzin rozmów, Arashi odsunął się od grupy i niemalże zerwał z Yumichiką.  

Być może Matsumoto miała rację, że chodziło jedynie o naciski starszyzny rodu, która obawiała się kolejnego bezdzietnego przywódcy i tego, kogo wybierze on na swojego następcę. Zwłaszcza w tak niepewnych czasach, gdy byli o krok od wojny domowej, bo pomiędzy szlachtą aż wrzało od porwania Makoto. A może chodziło o coś więcej. 

Setsuko naprawdę chciała wierzyć, że Arashi robi to w dobrej intencji. Być może, aby chronić ukochanego przed zawiłościami politycznymi szlachty. Właściwie nawet powinna w to wierzyć, skoro uważała Arashiego za przyjaciela. A jednak w obecnej sytuacji nie potrafiła do końca zaufać nikomu, dobrze wiedząc, że każdy rod ma swoje motywacje. Nie mogła więc zlekceważyć tak oczywistych wskazówek, bo błąd będzie ją srogo kosztował. 

Mimo to przyszła do Arashiego z wizytą z uśmiechem na twarzy, aby nadać spotkaniu przyjacielski klimat. Nawet jeśli go podejrzewała, to nie chciała, aby wyczuł jakąś wrogość z jej strony. Zresztą mimo wszystko nie chciała szkodzić przyjaźni, dopóki nie miała pewności, że Arashi ma coś na sumieniu. 

Ku zdziwieniu kobiety, Arashi przywitał ją bardzo chłodno. Zazwyczaj ściskali się na powitanie, tym razem, jednak gdy ona wyciągnęła ramiona, Arashi jedynie uścisnął jej dłoń i uśmiechnął się niemrawo. Zrzuciła to jednak na karb pobytu w rezydencji rodu, gdzie wszyscy zapewne uważnie obserwowali Arashiego. 

W milczeniu udali się do jego biura. Co prawda Setsuko uznała to za dobry znak, gdy dostrzegła zdjęcie Yumichiki i Arashiego na biurku przyjaciela, ten jednak zmieszał się, gdy dostrzegł, że na nie spoglądała. 

- Wszystko w porządku? - zapytała cicho Setsuko. 

Może ściany miały uszy. 

- Tak, dlaczego pytasz? - Arashi z niezrozumiałych dla kobiety powodów przyjął postawę obronną. 

- Wydajesz się nieco spięty, a przecież nie ma ku temu potrzeby. Przyjaźnimy się. 

- Być może, ale nie przyszłaś tu jako moja przyjaciółka. Przyszłaś tutaj w oficjalnej sprawie - odparł. - Wolę oddzielić życie prywatne od moich obowiązków, jako głowa rodu. 

Setsuko westchnela. 

- Jesteś pewien, że nic się nie dzieje? Może i przyszłam tu w oficjalnej sprawie, ale przyjaciółmi jest się cały czas. Jeśli jest coś, w czym mogę pomóc… 

- Co? Yumichika ci powiedział? - naburmuszył się Arashi. - Oczywiście, że ci powiedział. 

- Powiedział o czym? - zapytała Setsuko, udając zdziwienie. - Pokłóciliście się? 

Arashi skrzywił się, gdy dotarło do niego, że sam się wygadał. 

- Postanowiliśmy na jakiś czas zrobić sobie przerwę - powiedział szorstko 

- Dlaczego? - zapytała Setsuko, już całkiem poważnie.  

- Mam dużo pracy tutaj, a obecnaa sytuacja polityczna i zagrożenie związane z Ichimaru Makoto zdecydowanie nie pomaga. 

- Rozumiem, że reszta rodu naciska na ciebie - podsunęła Setsuko. - Pytanie tylko, czy przez Yumichike, czy przeze mnie? 

- Przez was oboje. Yumichika jest twoim zastępca. Oczywiście w obecnej chwili jest to konflikt interesów. A ja mam też zobowiązania wobec mojej rodziny. 

- Masz też zobowiązania wobec siebie i swojego własnego szczęścia. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego wszyscy aż tak obawiają się Makoto. Co innego gdyby to sam Aizen uciekł, ale Makoto? Jest silny, ale niczego nie zrobił na własną rękę. 

- Mimo to jest zagrożeniem. Zresztą już słyszałem plotki, że ludzie widzieli Aizena. Wiem, że prawdziwy nie żyje, więc to, co widzieli to jedynie iluzja Makoto, ale to nie zmienia faktu, że ludzie się boją powtórki z horroru, który przeżyliśmy. Mój ród obawia się konsekwencji tego wszystkiego. Grozi nam wojna domowa i dobrze wiesz, że słaby ród, jak nasz, nie ma szans.  

- Tak uważasz? Na razie nic nie wiemy, a wątpię, że rody będą walczyć o Makoto. 

- Naprawdę nie widzisz, co się dzieje?- rozeźlił się Arashi. 

- Nie, ale mam nadzieję, że mnie oświecisz. Zdajesz się sporo wiedzieć na temat obecnej sytuacji. 

- Coś insynuujesz? 

- Nie. Mówię jedynie, jak to wygląda. Lepiej uważaj, bo ludzie zaczną podejrzewać, że to Ty za tym stoisz - skwitowała Setsuko, chcąc sprowokować Arashiego. 

Ten zazgrzytał jedynie zębami.  

- Myślę, że dalsza rozmowa nie sensu. Myślałem, że przyszłaś tutaj z jakimiś konkretami, ale fakt, że próbujesz mnie podpuścić jedynie pokazuje, że nadal nic nie masz.  

- Może cię podpuszczam, a może znam prawdę - mruknęła Setsuko.  

Liczyła na trochę inną reakcję. Najlepiej, gdyby Arashi przestraszył się i szczerze z nią porozmawiał. Na razie jednak pozostawało poczucie, że coś przed nią ukrywał i niesmak.  

- Masz rację, widocznie nie mam tutaj, czego szukać. Nawet przyjaźni - rzuciła na odchodne, choć nie tak planowała poprowadzić tę rozmowę.  

 

*** 

Kurogane Tomiko, obecna głowa rodu powstałego z odgałęzienia rodu Kuchiki, która rządziła samotnie po śmierci najpierw męża, a potem syna. Kobieta przyjęła Setsuko z serdecznym uśmiechem na twarzy i szeroko otwartymi ramionami, po czym poprowadziła ją w głąb tak dobrze znanej blondynce rezydencji.  

Chociaż teraz, po wielu latach, to miejsce przepełnione wspomnieniami wydawało się obce. A przecież to tam Setsuko spędzała większość wolnego czasu, gdy jeszcze była w Akademii, a także później już jako trzeci oficer, a potem porucznik oddziału trzeciego. Wszystkie wspomnienia związane były oczywiście z Kazumą, jej wieloletnim przyjacielem, dowódcą, a później także kochankiem. I choć związek nie należał do najbardziej udanych, Setsuko wspominała Kazumę bardzo ciepło.  

Zawiłości losu sprawiły, że Kazumy nie było już z nimi. Nie było mu szczęśliwe życie, a przynajmniej nie na długo. Dziwnie się to wszystko potoczyło i Setsuko do dziś zastanawiała się czasem, jak do tego doszło. Znów przyjaźniła się z Hotarubi, a z Byakuyą zamiast niechęci łączyła ją miłość.  

- Chodź, nie krępuj się - zachęciła ją Tomiko, wskazując miejsce w salonie przy niewielkim tatami otoczonymi poduszkami. Na stoliku stał już imbryczek z herbatą, filiżanki i ciasto. - Tak miło cię widzieć, chociaż raz poza spotkaniem Rady. Wiesz, że myślę o tobie, jak o córce, której nigdy nie było mi dane mieć.  

- Przepraszam - stropiła się Setsuko. - Powinnam była częściej cię odwiedzać.  

- Nie szkodzi. Wiem, że jesteś zajęta. Masz swoją rodzinę, pracę, życie.  

- Cóż… Ród Kuchiki to poniekąd i twoja rodzina.  

- Wiesz, o co mi chodzi - stwierdziła Tomiko.  

- Wiem… 

- Winię Kazumę za to, jak to wszystko się potoczyło. Skrzywdził cię tak bardzo. Ale może zwyczajnie to ja źle go wychowałam.  

- To nieprawda. Kazuma chciał chronić mnie i Soul Society. Wziął na swoje barki zbyt wielki ciężar. Coś z czym nie miał szans poradzić sobie sam.  

- Być może. Nie zmienia to jednak faktu, że mógł być z tobą szczęśliwy, gdyby tylko… 

- Tomiko - przerwała jej Setsuko, kładąc dłoń na dłoni kobiety. - To po prostu nie było nam pisane i nikt nie jest temu winny. Tak po prostu miało być. Jednak pomimo trudnych chwil, nadal uważam Kazumę za bliskiego mi przyjaciela i żałuję, że nie ma go już z nami.  

- Chciałam, tylko żeby był szczęśliwy - westchnęła Tomiko, a w jej oczach pojawiły się łzy. - A on zginął, nie mając nikogo.  

- Nikogo? - zdziwiła się Setsuko. - Nie powiedział ci - domyśliła się.  

Powinna była widzieć, że tylko ona wiedziała o jego romansie z Yumichiką, a i tak tylko dlatego, że przypadkiem ich naszła w bardzo oczywistej sytuacji. Zaś po jego śmierci dowiedziało się tylko kilka najbliższych osób, które pomagało Yumichice podnieśc się po stracie ukochanego. 

- Nie powiedział mi o czym? - Tomiko zmarszczyła brwi. 

- Kazuma wcale nie zginął samotny i nieszczęśliwy. Wręcz przeciwnie. Kazuma zginął, chroniąc kogoś, kogo bardzo kochał. 

- Zginął w twojej obronie? - zdziwiła się Tomiko.  

- Nie - Setsuko pokręciła głową. - Po naszym nieudanym związku, Kazuma zdołał odnaleźć tę właściwą osobę. I wierzę, że przez chwilę był naprawdę szczęśliwy.  

- To czemu nic mi nie powiedział?  

- Myślę, że zwyczajnie nie zdążył. To nie było takie proste.  

- Proszę, powiedz mi, kto to był.  

- Dobrze, ale musisz mi obiecać, że cokolwiek myślisz o tym związku, nie będziesz krytykować Kazumy ani osoby, którą wybrał. Ta osoba ciężko zniosła jego śmierć i lata minęły, zanim tej osobie udało się otrząsnąć.  

- Przestań być taka enigmatyczna i powiedz mi wreszcie - zarządała Tomiko. - Nieważne, kogo wybrał mój syn. Ja chcę tylko wiedzieć, kim jest osoba, która miała być częścią mojej rodziny. Gdybym wtedy wiedziała prawdę, mogłyśmy przejść żałobę razem i jakoś się wesprzeć. 

- Otóż widzisz… Ta osoba to mężczyzna.  

- Och - mruknęła Tomiko, po czym uśmiechnęła się pod nosem, kiwając głową. - I może teraz niektóre rzeczy nabrały więcej sensu. Powinnam była się domyślić.  

- Tak - Setsuko uśmiechnęła się mimochodem na reakcję Tomiko. - Pamiętasz mojego przyjaciela, a obecnie także zastępcę?  

- To on? - zdziwiła się Tomiko. - Ten przystojny młody człowiek, z którym pracujesz? 

- Tak. Nazywa się Ayasegawa Yumichika. Kazuma i Yumichika walczyli ramię w ramię w tamtej bitwie. Kazuma nie zginął samotnie, a w rękach ukochanego.  

- Och, jak się cieszę. Twój przyjaciel zawsze wydawał mi się dobrą osobą. Nie masz pojęcia, jak mnie cieszy, że Kazuma ostatecznie kogoś sobie znalazł.  

- Tak. Yumichika długo cierpiał po śmierci Kazumy, choć po długim czasie udało mu się ułożyć sobie jakoś życie.  

- Nie musisz się obawiać, nie powiem mu, że wiem. Cieszy mnie jednak, że Kazuma nie był sam.  

 
 

wtorek, 12 lipca 2022

Chapter 12 ~ Engagement

  Po wizycie u rodu Shihoin, Setsuko wiedziała już, że nie obskoczy wszystkich rodów w jeden dzień, na co pierwotnie liczyła. Zresztą jeszcze tego samego dnia była potrzebna w biurze. Raporty pilnie potrzebujące jej podpisów piętrzyły się na biurku, a Yumichika odmówił podjęcia się podrabiania jej grafomanii. Zanim się zorientowała, było już za późno na kolejną wizytę i musiała z tym poczekać do następnego dnia. 

Do rodu Feng udała się zaraz następnego dnia, jeszcze przed południem. Nie chciała jednak naprzykrzać się Kataiowi w okolicach śniadania, dlatego nie przyszła tam wcześniej. Katai zaś nie kazał na siebie długo czekać. Gdy tylko usłyszał o gościu, osobiście przyszedł pod bramę, aby ją przywitać. 

- Witaj, Setsuko - powiedział, kłaniając się. 

Setsuko odpowiedziała tym samym gestem. 

- Dziękuję, że zgodziłeś się mnie przyjąć tak niespodziewanie. 

- Ależ oczywiście - odparł Katai i nawet się uśmiechnął.

Zazwyczaj cichy i niemalże nieśmiały mężczyzna, na terenie własnej rezydencji był dużo bardziej pogodny. Zaś nie mniej uprzejmy. 

- Chodź, chodź - zachęcił ją, po czym zwrócił się w stronę jednego z towarzyszących mu mężczyzn. - Przyślij, proszę, kogoś z herbatą i poczęstunkiem. - Po tym zwrócił się z powrotem do Setsuko. - Możemy porozmawiać w moim biurze. Chyba, że wolałabyś usiąść w ogrodzie. 

- Gdzie tobie będzie lepiej. 

- To może usiądźmy w ogrodzie - stwierdził po chwili namysłu Katai. - Jest taka ładna pogoda. 

- Świetnie - Setsuko pokiwała głową. - Prowadź. 

Katai ubrany w czarne szaty przyzdobione złotą nicią, szedł jako pierwszy. Przystojny, wysoki, młody mężczyzna o mrocznym wizerunku, był w rzeczywistości było sympatycznym człowiekiem. Co oczywiście nie znaczyło, że nie mógł mieć ze sprawą czegoś wspólnego. Tym bardziej że ród Feng i Shihoin były ze sobą zawsze bardzo blisko, a Yuushiro zdecydowanie zachowywał się podejrzanie. 

Wreszcie dotarli do altanki w pięknym, kwiecistym ogrodzie z oczkiem wodnym wokół altanki. Usiedli na poduszkach po przeciwnych stronach. Katai zaprezentował jej kolejny uśmiech i zapytał:

- Czemu zawdzięczam tę wizytę? 

- Panie, przyniosłam poczęstunek - rozległ się cichy nieśmiały głos, gdy przy altance pojawiła się służąca, niewątpliwie dobrze wyszkolona, bo Setsuko nawet nie zauważyła, jak ktoś się pojawił. 

To oznaczało, że ród Feng i Shihoin mogły mieć więcej takich dobrze wyszkolonych służących, które później łatwo było ukryć w tłumie. 

- Dziękuję - odparł Katai. - Podejdź. 

Dziewczyna z gracją weszła po schodkach i ominąwszy Setsuko, przykucnęła z boku, zestawiając wszystko na stolik. Piękny porcelanowy czajnik z namalowaną kwitnącą wiśnią, dwie czarki z takim samym wzorem i dwa talerzyki oraz talerz z rozmaitymi wypiekami. 

- Podać coś jeszcze?

- Nie, to wszystko. Możesz odejść. 

- Tak jest - odparła dziewczyna i zniknęła. 

- Przepraszam cię, Setsuko. To w jakiej przyszłaś sprawie? - Katai zwrócił się do swojego gościa. - Częstuj się - dodał, nalewając do obu czarek herbaty. 

- Dziękuję. Na pewno za moment się skuszę, bo wszystko wygląda smakowicie. 

Katai sam nałożył sobie kawałek ciasta z wiśniami i zupełnie nieskrępowany zaczął jeść. 

- Przyszłam, żeby porozmawiać z tobą o obecnej sytuacji. 

- A coś się jeszcze stało? - zmartwił się Feng. 

Setsuko pokręciła przecząco głową. 

- Chodzi mi raczej o to, co już się wydarzyło. Rozumiem, że wiele rodów jest zmartwionych obecną sytuacją i o tym chciałam porozmawiać. 

- Trochę przesadzają - wyznał Katai, zbijając Setsuko z tropu.

- Yuushiro bardzo ostro zareagował podczas ostatniego spotkania Rady. Pomyślałam, że dobrze byłoby porozmawiać z każdym z was, żeby dowiedzieć się, co o tym myślicie, czego najbardziej się obawiacie i jak chcecie, abym to naprawiła - wyjaśniła spokojnie Setsuko, uważnie obserwując rozmówcę. - Biorąc pod uwagę, że ród Feng i Shihoin zawsze były ze sobą bardzo blisko, spodziewałam się…

- No właśnie ostatnie lata wcale nie jesteśmy ze sobą tak blisko - stwierdził Katai, marszcząc brwi. - Doceniam, że przyszłaś do mnie na szczerą rozmowę, z sercem na dłoni, więc pozwól, że odwdzięczę się tym samym - dodał z promiennym uśmiechem, niemalże wprawiając Setsuko w zawstydzenie. - Jak wiesz, mój ród jest niejako wasalem rodu Shihoin, ale ostatnie kilka lat Yuushiro bardzo się od nas zdystansował. Niegdyś mogliśmy wchodzić i wychodzić z dworu, jak nam się podobało i działało to w obie strony. Przez ostatnie lata jednak Yuushiro wyzbył się wszystkich naszych przedstawicieli ze swoich szeregów. Poza nielicznymi kilkoma osobami, które niejako przestały przynależeć do rodu Feng i wcieliły się w szeregi Shihoin.

- Naprawdę? To trochę dziwne - stwierdziła na głos Setsuko, przypominając sobie, że równocześnie kilka lat temu Yuushiro odciął się także od Yoruichi. 

- Trochę. 

- Masz jakieś podejrzenia, co do powodu? Coś się wtedy wydarzyło?

- Nie mam pojęcia tak właściwie - odparł Katai, lecz po chwili namysłu dodał: - Jedyne, co pamiętam, to że przez jakiś czas chodziła plotka o planach co do zaślubin Lisany z Hikifune Kazuto. Spotkali się raz czy dwa na zapoznanie, ale chyba nic z tego nie wyszło, bo ślub się nigdy nie wydarzył. Niedługo później Yuushiro zaczął się odgradzać, więc nigdy nie dowiedziałem się, dlaczego zaślubiny odwołano. 

- Shihoin i Hikifune. A to zaskakujące połączenie. 

- Fakt, lecz plan był, aby małżeństwo zbliżyło do siebie zwaśnione rody. W rzeczywistości może rozdzieliło je jeszcze bardziej. 

- Może…

- Podejrzewasz Yuushiro, mam rację?

- Cóż… - Setsuko zaśmiała się nerwowo. - Obecnie podejrzewam prawie każdego - wyznała szczerze i westchnęła. - Jakby nie było, Yuushiro zdaje się mieć coś za uszami, choć to niekoniecznie musi mieć coś wspólnego ze zniknięciem Makoto. 

- Ale jakby nie było, jeśli sprawcy zdawali się przypominać Omnitsukaido, to oznacza, że zarówno ród Shihoin, jak i ród Feng mogą za tym stać.

- Nikogo o nic jeszcze nie oskarżam - oznajmiła pospiesznie Setsuko. - Jeszcze…

- Nie martw się, nie czuję się urażony - odparł uprzejmie Katai. - Myślę, że to dość logiczny wniosek i chyba bardziej bym się martwił, jakbyś udawała, że nie jesteśmy podejrzani. 

- Chyba masz rację. 

- Śmiem nawet sądzić, że twoje wizyty u rodów szlacheckich nie są w ramach rozmów pokojowych, a bardziej jako przeszpiegi. 

Setsuko westchnęła. 

- Jak na Feng przystało, nic ci nie umknie.

- Być może nie odzywam się zbyt często na spotkaniach Rady, ale to nie znaczy, że nie obserwuję tego, co się dzieje. Sam jestem zaniepokojony obecną sytuacją. Pamiętaj, że służę pomocą, jeśli będziesz czegoś potrzebowała. 

- Dziękuję.

***

Po wizycie u rodu Feng, Setsuko miała mieszane uczucia. Katai zrobił na niej jak zawsze dobre wrażenie i wydawało się, że był z nią szczery. Zarazem wszystko to mogło być ukartowane między Feng i Shihoin, a równie dobrze Katai mógł koludować z innym klanem, by odciągnąć uwagę Setsuko od prawdziwych sprawców. 

Na ten moment wszystko było możliwe i Setsuko starała się nie wyciągać pochopnych wniosków. Dopóki nie spota się ze wszystkimi przedstawicielami szlachty, nie będzie miała pełnego obrazu sytuacji. 

Toteż jeszcze tego samego dnia, prosto z rezydencji rodu Feng, Setsuko udała się na spotkanie z Kyouraku, choć na terenie oddziału, gdzie mężczyzna niekoniecznie spędzał najwięcej czasu, ale więcej niż w rezydencji. 

Setsuko przywitała się uprzejmie ze strażnikami stojącymi przy bramie i lekkim krokiem ruszyła pomiędzy barakami w stronę głównego budynku. Zapowiedziała się wcześniej, więc nie musiała się obawiać, że Shunsui będzie się gdzieś szlajać. 

- Witaj, pani generał - przywitała ją Nanao, a Setsuko zmarszczyła brwi. 

- Nanao, ile razy mówiłam ci, żebyś zwracała się do mnie po imieniu. Nic się nie zmieniło. 

- Tak, ale jesteś tutaj w sprawach służbowych, czyż nie? - zauważyła Nanao. 

- Cóż… - Setsuko wzruszyła ramionami.

- Kapitan jest u siebie. Wie już, że przyszłaś. 

- Dziękuję, Nanao - odparła Setsuko i shunpnęła do biura Ósemki, gdzie Shunsui faktycznie już jej oczekiwał.

Setsuko zapukała krótko, ale zaraz weszła do biura. Shunsui uśmiechnął się na jej widok i wskazał miejsce naprzeciw siebie. 

- Dziękuję, że znalazłeś dla mnie czas. 

- Dla ciebie zawsze - odparł Shunsui i zaraz wyciągnął gdzieś zza biurka butelke sake i dwa kieliszki. - Napijesz się ze mną nie?

Setsuko roześmiała się. 

- Czemu nie. I tak wątpię, że uda mi się jeszcze gdzieś dzisiaj dotrzeć. 

Uradowany odpowiedzią Kyouraku nalał sake do kieliszków i podał jeden z nich Setsuko. Razem wznieśli toast i zanim Setsuko zdążyła cokolwiek powiedzieć, kieliszki były już napełnione. 

- Zapewne wiesz, w jakiej sprawie przyszłam - zaczęła z powagą Setsuko. 

- Pracujemy ze sobą za długo, na takie rozmowy - skwitował Kyouraku. - Powinnaś już chyba wiedzieć, że jestem po twojej stronie. Jeśli jednak uważasz, że jest inaczej, lub podejrzewasz, że coś dzieje się za moimi plecami, z przyjemnością dam ci dostęp do rezydencji i wszystkiego, co chcesz. 

- Nie - Setsuko pokręciła głową. - Mam już kilku podejrzanych. Zbieram jednak informacje. Cokolwiek, co wiesz, będzie pomocne. Zresztą, przyszłam tu raczej dla zachowania pozorów. Co pomyślą inni, jeśli pominę ród Kyouraku?

- Też prawda - przytaknął Shunsui opróżniając kieliszek z sake i uzupełniając trunek. Setsuko poszła w jego ślady. - Chcesz się ze mną podzielić podejrzeniami, czy wolisz to zatrzymać dla siebie?

- Na razie wolę to zatrzymać dla siebie. Zresztą podejrzewam, że i tak się domyślasz. 

- Mogę zgadywać, bo wiem, kogo ja bym podejrzewał na twoim miejscu. 

- No właśnie.

- Choć przyznaję, że cała ta sytuacja bardzo dziwnie wygląda. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nadal panuje cisza. Myślałem, że mając zampakuto, wróg wykona ruch. 

- Ja również tego się spodziewałam - przyznała Setsuko. - Być może zwlekali, aby bardziej mnie w ten sposób zdyskredytować. Coś w stylu, zobaczcie ile miała czasu, nic nie zrobiła i teraz mamy problem. 

- A więc podejrzewasz, że to miało uderzyć w ciebie - podsumował Shunsui. 

- Wątpię, że to jedyny cel, ale najpewniej bardzo miły dodatek, jeśli mogą się mnie pozbyć. W końcu to ja uratowałam Makoto, ja stworzyłam jednostkę i ja nie potrafię odnaleźć zbiega. Tylko czekam, co usłyszę od Radnych, kiedy Makoto wreszcie coś zrobi. 

- Niewątpliwie nie będzie łatwo. 

- Swoją drogą… - przypomniała sobie Setsuko. - Słyszałam od Kataia bardzo ciekawą plotkę i zastanawiam się, czy coś ci się obiło o uszy. 

- A co takiego powiedział Katai?

- Otóż, wspomniał, że kilka lat temu była mowa o zaślubinach Shihoin Lisany z Hikifune Kazuto, ale sprawa ponoć rozeszła się po kościach i do niczego nie doszło. Potem Yuushiro zaczął pozbywać się ludzi Kataia ze swojego dworu. Mniej więcej w tym samym czasie też zerwał kontakt z Yoruichi, więc zastanawia mnie, czy to ma jakiś związek ze sprawą. 

- Myślisz, że za wszystkim stoi Yuushiro? - zapytał zaskoczony Shunsui i ponownie napił się sake.

- Na razie jest najbardziej podejrzany - wyznała Setsuko. - Może coś się stało między nim i Kazuto, więc postanowił coś zrobić? Albo…

- Albo Katai napuszcza cię w złym kierunku? 

- Na ten moment wszystko jest możliwe - westchnęła Setsuko. 

- Szczerze mówiąc, nigdy nie słyszałem nic o planach zaślubin Lisany. Zwłaszcza z Hikifune. Ale może to jest jakiś trop. Udało ci się z nią zobaczyć?

- Yuushiro robił wymówki i nie pozwolił mi się spotkać z żadną z córek. 

- Czyli ma coś do ukrycia. 

***

Rezydencja rodu Hyosube była dużo skromniejsza od tych, które Setsuko odwiedziła tymczasowo. Kobieta wątpiła jednak, że wynikało to z braku majątku. Raczej chodziło o powściągliwy charakter Harumi - obecnej głowy rodu. 

Młoda Radna przyjęła Setsuko w swoim biurze, które było również urządzone bardzo minimalistycznie. Nie zabrakło jednak uprzejmości i gościnności w postaci herbaty i poczęstunku. 

- Witaj, Setsuko. Usiądź - zaprosiła ją z uśmiechem Harumi, sama wstając, dopóki jej gość nie usiądzie. 

- Dziękuję, że zgodziłaś się spotkać.

- Ależ oczywiście. Pan Shunsui powiadomił mnie już, że niedługo się pojawił i poprosił, abym pomogła, jeśli tylko będzie taka możliwość. 

- Dziękuję, doceniam to - odparła Setsuko, w duchu czując się źle dla dziewczyny, która całkowicie podporządkowała się Kyouraku. 

Zarazem jednak była cennym wsparciem i zdecydowanie słabym kandydatem na zbrodniarza. Setsuko zdecydowanie pokładała zaufanie w Shunsuiu. Zresztą potęga rodu Kyouraku była sprzeczna ze wstępnym rysopisem sprawcy, który Setsuko wyrobiła sobie dotychczas. Kyouraku nie potrzebował więcej władzy. Nie chciał nawet tej, którą miał. Wróg, z którym walczyła Setsuko czuł, że słabnie. To dlatego potrzebował Makoto, żeby zachwiać równowagą Seireitei. 

Setsuko nie chciała wypytywać więcej osób o domniemane zaślubiny Lisany i Kazuto. Jeśli Feng mówił prawdę, Yuushiro zorientowałby się, że go podejrzewa. 

- Właściwie to przyszłam zapytać, czy ja mogę coś zrobić dla ciebie - oznajmiła spokojnie Setsuko. - Wiem, że sytuacja nie jest najlepsza i wiem, że wiele rodów obawia się mocy Makoto i tego co z nią związane. Chciałam zapewnić, że robię, co w mojej mocy. 

- Nie mam co do tego wątpliwości. Widzę, że są osoby, które korzystając z okazji, chciałby usunąć się ze stanowiska, ale możesz być pewna, że będę głosowała przeciwko tej opcji. Masz moje pełne zaufanie. 

- Dziękuję. 

- Nie dziękuj. Chociaż tyle mogę zrobić. Gdyby nie ty i pan Shunsui, nie byłabym w Radzie, ani nie dałabym rady przejąć miana głowy rodu. 

- Przesadzasz. 

- Taka jest prawda. Być może byłam kolejna w linii, ale byłam młoda. To wszystko udało się tylko dzięki waszemu poparciu. Pan Shunsui nauczył mnie wszystkiego. Gdyby nie wy, ktoś ze starszyzny z pewnością siedziałby teraz na moim miejscu, pogrążając ród w ruinie. 

***

Setsuko dostała dosyć pilne, ale dyskretne zaproszenie do oddziału Trzynastego. Było to bardzo niepokojące, bo Corrien rzadko trudziła innych i jeśli czegoś chciała, pojawiała się osobiście. Tym razem wyraźnie zależało jej na rozmowie na własnych terenach.

W drzwiach gabinetu stanął Yumichika, a wraz z nim Kazumi. Miała dosyć poważną minę, a przynajmniej bardziej niż zwykle. 

— Cześć mamo — przywitała się, wchodząc do środka. 

— Zostawię was — mruknął Ayasegawa, ale Setsuko dała znak, aby został, wyczuwając, że to nie sprawy rodzinne, a raczej oficjalny biznes. 

— Corrie prosi, abyś przyszła. Ma coś ważnego, o czym chciałaby z tobą porozmawiać. Ciocia Rukia też tam będzie. 

— A ty wiesz, o co chodzi? — zapytała Setsuko.

— Wiem — przytaknęła Kazumi. — To bardzo delikatna sprawa, a w obecnych czasach nie wiadomo, kto słucha. Woli porozmawiać u siebie. Przegoniła już wszystkich z budynku i zagoniła do pracy, więc nikt nie będzie przeszkadzał. 

— No dobrze. 

— Poza tym przysłała mnie, bo ze mną nie będziesz wyglądać tak podejrzanie. Ot rodzinna przechadzka i babskie ploteczki w kobiecym oddziale. 

— Corrie jak zawsze wszystko przemyślała — Setsuko uśmiechnęła się mimowolnie. — No dobrze, chodźmy — oznajmiła, biorąc córkę pod ramię. 

Razem udały się do Trzynastki, gdzie faktycznie czekała już Corrien w towarzystwie Rukii. 

— Przepraszam, że kazałam ci przyjść aż tutaj — zaczęła. — Po ostatnich wydarzeniach uznałam jednak, że lepiej będzie zachować wzmożoną ostrożność. Ufam moim podwładnym. Zresztą to oni poinformowali nas o problemie. 

— Nie szkodzi. Nic się nie stanie jeśli od czasu do czasu się przejdę — odparła spokojnie Setsuko. — Wiedz tylko, że każde z nas ufa swoim podwładnym. A i tak można się czasem zdziwić.

— Masz rację — przyznała Corrien, krzywiąc się na uwagę kobiety. 

— Ale do rzeczy. Wspomniałaś o jakimś problemie. 

— Tak. Ostatnio doszły do nas bardzo niepokojące plotki, jakoby kilkakrotnie widziano Aizena — oznajmiła Corrien. — Oczywiście to niemożliwe, ale — mówiła dalej, ale Setsuko weszła jej w słowo:

— Makoto. 

— My też tak myślimy — przytaknęła Rukia. — Jest zdolnym iluzjonistą, o czym wszyscy dobrze pamiętamy. To on pomógł jednej z Noah podszywać się pod Sui Feng. W dodatku dobrze znał Aizena. 

— Teraz gdy odzyskał miecz, w końcu wykonał ruch — westchnęła Setsuko. 

— Właśnie. Wśród ludzi z naszego oddziału chodziła plotka, że ktoś go widział. Wczoraj jednak potwierdził to dziewiąty oficer Shinobu. Tak jak my brał udział w wojnie, choć był jeszcze bardzo młody, więc zaraz poinformował o tym Rukię.

— Mogę go przyprowadzić — zaproponowała Rukia. 

— Nie trzeba — zapewniła ją Setsuko. — Myślę, że wszystkie się zgadzamy, że to sprawka Makoto. 

— Raczej. Choć takie plotki niewątpliwie zasieją strach w sercach tych, którzy pamiętają wojnę — stwierdziła ze smutkiem Corrien. — Nawet ja poczułam się nieswojo, choć wątpię, aby to był prawdziwy Aizen. 

— Zapewniam cię, Corrie. Prawdziwy Aizen nie żyje. W obu wydaniach. Poza moim Innocence nie ma już żadnego, które ktoś mógłby wykorzystać, by pójść w ślady Kazumi i Taraki. Zresztą upewniłam się, że wszystkie informacje o rytuale zostały zniszczone. Aizen został pokonany i teraz nawet on nie zdoła już powrócić.

— To prawda. Po pierwszej wojnie wciąż twierdziłaś, że Aizen nie powiedział ostatniego słowa i miałaś rację — zauważyła Rukia. — Wierzę ci, gdy mówisz, że on nam już nie zagraża. 

— Zagraża nam natomiast chaos, jeśli nic nie zrobimy — dodała Kazumi. 

— Tak. Ci, którzy znają Aizena, będą się obawiać, a ten strach udzieli się i młodym pokoleniom. Wyniknie chaos — powiedziała Setsuko. — Komuś zależy na tym chaosie. Pytanie tylko komu i dlaczego. Czy wróg to niedobitki ze zwolenników Aizena, którzy w Makoto widzą swojego Mesjasza, czy Aizen to jedynie zasłona dymna dla innego celu?

- Tego nie wiem. Ciężko mi nawet powiedzieć, że mam jakieś podejrzenia - wyznała Corrien, choć w głębi duszy obawiała się najgorszego. - Zgaduję jednak, że ty masz, Setsuko. 

- Cóż… 

- Nie musisz mówić - dodała szybko Corrien. 

- Oficjalne śledztwo na razie błądzi. Renji i jego zespół świetnie się spisali, sprawdzając wszystko bardzo dokładnie. Być może nic konkretnego nie znaleźli, ale za to wykluczyli kilka opcji - wyjaśniła Setsuko. - Obawiam się jednak, że sprawa może wykraczać poza możliwości grupy śledzczej. 

- Podejrzewasz szlachtę - domyśliła się Rukia, a Setsuko niechętnie skinęła głową. 

- Nie mam jednak dowodów, dlatego chcę, żeby Renji dalej robił to, co robi. 

- Nie martw się, nic mu nie powiem.