sobota, 9 lipca 2022

Chapter 11 ~ Game

  Wreszcie Setsuko w towarzystwie swojej eskorty dotarła do jednego z pokoju, gdzie w środku czekał na nią Yuushiro. Pokój urządzony był w tradycyjnym, japońskim stylu. Yuushiro klęczał na jednej z poduszek przy niziutkim stoliku i Setsuku w duchu dziękowała za to, że Byakuya już dawno od nich odstąpił. W domu mieli normalne meble. 

- Witaj, Setsuko. 

- Dziękuję, że zgodziłeś się ze mną spotkać, Yuushiro. 

- Zostawcie nas, proszę - Yuushiro zwrócił się do eskorty. 

- Oczywiście. Zaraz przyślę kogoś, żeby przyniósł herbaty - odparł Chen. 

- Doskonale - skwitował Yuushiro, po czym zwrócił się do Setsuko. - W czym mogę ci pomóc?

- Właściwie, to ja przyszłam zapytać o to ciebie - odparła Setsuko, a Yuushiro popatrzył na nią wyraźnie zbity z tropu. - Cóż… Podczas ostatniego zebrania Rady zasugerowałeś, żebym zrezygnowała ze swojego stanowiska. Rozumiem, że nie jesteś zadowolony z tego, jak postanowiłam zająć się sprawą Makoto i całym jej przebiegiem. Przyszłam, więc z tobą porozmawiać i zapytać, co mogę dla ciebie zrobić. Jak mogę ci pokazać, że zasługuję na twoje zaufanie. 

Yuushiro wyraźnie się spiął, ale próbował to ukryć, prostując się i niby przeciągając, jakby bolały go plecy. 

- To bardzo miłe z twojej strony, ale obawiam się, że jedyne, co możesz zrobić, to wreszcie odnaleźć Ichimaru Makoto. 

- Wierz mi, że to jest w tym momencie priorytet.

- Gdyby był, nie marnowałabyś czasu, przychodząc tutaj. 

- No właśnie, nie zupełnie - westchnęła Setsuko. - Sprawa jest dość skomplikowana. Śledztwo które prowadzi Renji na razie niewiele wykazało, ale za to wykluczyło sporo opcji dla mnie. Podejrzewam, że w zniknięcie Makoto zamieszany jest któryś ród szlachecki - wyszeptała konspiracyjnie i przez chwilę obserwowała grę emocji na twarzy rozmówcy. Nie dała mu jednak szansy nic powiedzieć i dodała: - Wiem, że tobie mogę ufać. Fakt, że tak otwarcie zaproponowałeś moje odejście, jest dla mnie dowodem, że nie jesteś w to zamieszany - stwierdziła, choć było to wierutne kłamstwo. - Widzisz, śmiem sądzić, że ktokolwiek za tym stoi, próbuje rozpętać wojnę domową. Najpewniej także wyzbyć się mnie przy okazji. 

- Przecież to nie ma sensu. 

- Widzisz, mój drogi Yuushiro. Śmiem sądzić, że winowajca nigdy otwarcie sam nie zaproponowałby mojej rezygnacji, żeby się wydać. Raczej zaczeka, aż ktoś inny, ktoś zaniepokojony sytuacją i losem Seireitei to zaproponuje. Co więcej, winowajca pewnie nawet od razu tego nie poprze, dopiero z czasem. Dlatego wiem, że to nie możesz być ty. 

- Rozumiem - powiedział wreszcie Yuushiro. - Kogo podejrzewasz?

- Jeszcze nie mam konkretów, ale przybliżyłam grupę kilku podejrzanych. Dodam, że mam kogoś zaufanego, kto obecnie prześwietla nawet Ród Kuchiki - wyznała Setsuko, ale to również było kłamstem. - Byakuya oczywiście w życiu nie pozwoliłby na coś takiego, ale nie mamy gwarancji, że ktoś ze starszyzny rodu nie knuje za naszymi plecami. Biorę mocno pod uwagę, że to może być Ród Miyagi, biorąc pod uwagę ich historię. Być może uprzejmość Koichiro to tylko maska, by zamydlić mi oczy. 

- To ma sens. 

- Ale jak mówiłam, podejrzanych jest kilku - powiedziała Setsuko i to akurat było prawdą. - Druga teoria, że to któryś z mniejszych rodów pragnie przewrotu, aby zyskać na sile. Jednak, żeby dowiedzieć się więcej, potrzebuję kogoś zaufanego. Kogoś, kto dalej będzie otwarcie mi się sprzeciwiał, a zarazem da mi znać, jeśli tylko czegoś się dowie. 

- Mówiąc krótko, potrzebujesz szpiega. 

- Cóż… Można to tak nazwać. 

- No nie wiem - skrzywił się Yuushiro. - Nie czuję się do końca przekonany, ale ze względu na naszą wieloletnią przyjaźń, dam ci jeszcze jedną szansę. Mam nadzieję, że rozwiążesz to jak najszybciej, inaczej naprawdę będę nalegał na twoje odejście. 

- Ależ oczywiście - Setsuko pokiwała energicznie głową. - Swoją drogą… Jak twoje córki? Saeko i Lisana? - zapytała kobieta, zmieniając temat. - Miałam nadzieję, że zdołam się, chociaż przywitać.

Twarz Yuushiro pociemniała na moment, ale mężczyzna szybko zamaskował to uśmiechem. 

- Obie są bardzo zajęte. 

- Czyżby przygotowania do jakiegoś ślubu? - zaciekawiła się Setsuko, ale Yuushiro rzucił jej mroczne spojrzenie. - Przecież obie są już w tym wieku. Nikt się nie pojawił na horyzoncie?

- Saeko przygotowuje się do przejęcia kiedyś moich obowiązków, a Lisana postanowiła oddać się chwilowo nauce. 

- Tak? A czego się uczy?

- Zainteresowała się muzyką i tym się obecnie zajmuje. 

Setsuko pokiwała głową ze zrozumieniem, choć była prawie pewna, że Lisana miała taki talent do muzyki, co głuchy krokodyl. 

***

W jednostce badawczej siedział tylko Urahara z bardzo poważną miną. Przywitał przybyłych krótkim skinieniem głową i wstał z miejsca. Renji jedynie skinął głową, nie dając zresztą i swoim podwładnym czasu na uprzejmości, bo zaraz powiedział:

- Hitoshi zajmie się magazynem, więc daj mu klucze i listę wynalazków.

- Dobrze - zgodził się Urahara. - Ostrzegam jednak, że wiele z tych rzeczy może być niebezpiecznych. Doradzam wzmożoną ostrożność i radzę niczego bez potrzeby nie dotykać ani nie uruchamiać. Zresztą, Chinatsu za chwilę przyjdzie i zaprowadzi cię do magazynu. Będzie ci również asystować. 

- Tak jest - przytaknął Hitoshi, w duchu wdzięczny, że nie będzie zajmował się tym sam. 

- Resztę zapraszam zaś do mojego biura - oznajmił Urahara. - To tam możecie zająć się przesłuchaniami moich podwładnych. I tak rzadko tam przebywam. 

- Jesteś pewien, kapitanie Urahara? - zapytał Abarai, ale Kisuke jedynie pokiwał głową. - Dobra, dzięki - mruknął Abarai i pachnął ręką na podwładnych, żeby podążyli za nim. 

Na miejscu rozsiadł się w kapitańskim fotelu i westchnął ciężko. 

- To musi być dla kapitana Urahary bardzo trudne - zauważyła Taraka. - Kiedy cały jego oddział jest pod lupą. 

- Oczywiście - przytaknął Renji. - Dawno nie było takiej afery, a że sprawa osobiście dotyczy także twojej babci, tylko wszystko pogarsza. 

- Dlaczego?

- Setsuko ci nie opowiadała, że przez wiele lat kapitan Urahara był jej opiekunem? 

- Naprawdę? - Taraka wzruszyła ramionami. - Coś tam wspominała, ale myślałam, że po prostu ją trenował. 

- Kapitan Urahara, wraz z Shihoin Yoruichi praktycznie wychowali Setsuko - wyjaśnił Renji. - Od wieku około 13 lat aż po dorosłość. Przygarnęli ją, wytrenowali, wysłali do akademii. 

- Nie miałam pojęcia - wyznała Taraka. 

- Zapytaj ją kiedyś, jak chcesz - powiedział Renji, po czym zmienił temat: - Dobra, bierzmy się do pracy. 

- Powinniśmy się rozdzielić i przesłuchać członków oddziału pojedynczo? - zapytał Katsuki.

- Ty będziesz pracował z Taraką tutaj, ja wezmę sąsiedni pokój. 

- Jestem pewien, że szesnasta oficer Taraka świetnie sama sobie poradzi beze mnie. Myślę, że będzie dużo efektywniej, jeśli się rozdzielimy. Tym bardziej, że Shurien jeszcze nie wróciła. 

- Wróciłam! - rozległo się w tej samej chwili i do pomieszczenia jak burza wparowała Shurien. 

- Gdzieś ty była? - zapytała ją Taraka, patrząc na zziajaną przyjaciółkę, która właśnie otrzepywała się z kurzu i mchu. 

- Widziałam panią generał, gdy szliśmy tutaj - wyjaśniła Shurien. 

- I co? Poszłaś po autograf? - sarknął Renji. 

- Sam mówiłeś, vice kapitanie, że pani generał coś wie. Otóż… Szła z wizytą do Rodu Shihoin - zaczęła opowieść Shurien. - Ale to nie była przyjacielska wizyta. Pani generał miała wyprasowane nawet haori, upięte włosy. To była wizyta służbowa. Dziwnie się złożyło w obecnej sytuacji, nie? Tym bardziej jeśli podejrzewamy szlachtę. Nie wiem, czy chodzi o Ród Shihoin, czy pani generał tam próbowała się czegoś dowiedzieć, ale myślę, że jesteśmy na dobrym tropie. 

- Shurien, to nie jest żaden dowód. 

- A ja się zgadzam z Shuri - wtrąciła się Taraka. - Jeśli coś wiem, o babci Setsuko, to to, że ona nic nie robi bez powodu. 

- Ja również uważam, że warto mieć ten fakt na uwadze i ród Shihoin, skoro i tak podejrzewaliśmy szlachtę - przytaknął niespodziewanie Katsuki. 


***

Kobieta wracała właśnie do biura z teczką dokumentów. Nacisnęła na klamkę i weszła do środka. Omal nie wrzasnęła na widok niespodziewanego gościa, siedzącego w jej fotelu. Tym bardziej że nie wyczuła reiatsu, nikt też jej nie powiadomił, że ktoś na nią czeka. 

- Setsuko - syknęła. - Chcesz, żebym dostała zawału? 

- Wręcz przeciwnie - odparła blondynka z niemrawym uśmiechem. - Jesteś mi za bardzo potrzebna. 

Yoruichi zmarszczyła brwi, podejrzewając, że nie spodoba jej się to, co za chwilę usłyszy, mimo to spytała:

- Co jest?

- Chodzi o Yuushiro. Byłam się z nim dzisiaj zobaczyć i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś przede mną ukrywa. Potrzebuję, żebyś zbadała sprawę. 

- Ja? Przecież wiesz, że nie rozmawiam z Yuushiro już od kilku lat, kiedy wyrzucił mnie z dworu. 

- O co właściwie poszło?

- Nie pamiętam - Yoruichi wzruszyła ramionami. 

- To może on też nie. 

- Wątpię. Wiesz, że Yuushiro zazwyczaj unika konfliktów. Wtedy jednak przegiął. 

- To nic, bo i tak potrzebuję, żebyś zajęła się tym po cichu - wyznała Setsuko. - Nie wiem, czy jest bezpośrednio uwikłany w sprawę Mikoto, ale śmiem sądzić, że coś wie. Albo ktoś jego otoczenia wie. 

- Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

- Na takiej, że wśród jego służby kryje się kobieta do złudzenia przypominająca tą, z którą walczyłam i której twarz jest na listach gończych. A blizna na jej ręce przypomina ranę, którą jej zadałam podczas walki. 

Yoruichi zmarszczyła brwi. 

- Jesteś pewna?

- Ale nie na  sto procent. Dlatetgo przyszłam do ciebie. Dziewczyna, z którą walczyłam była żądna krwi. Ta, którą spotkałam w rezydencji, była prześladowana przez wyższą rangą koleżankę. Nie wiem, czy tak silna wojowniczka dałaby sobą tak pomiatać. 

Yoruichi westchnęła ciężko.

- Dobra. Przyjrzę się temu. A ty co zamierzasz?

- Spotkać się z każdym rodem po kolei i zebrać informacje. Na razie upewniłam się tylko, aby Yuushiro nie wiedział, że cokolwiek podejrzewam.


***

  Kira Konoe siedziała właśnie w niewielkiej altance w ogrodach swojej rezydencji. W 

jednej dłoni trzymała czarkę z herbatą, a w drugiej książkę. Podniosła wzrok, wyczuwając znajome reiatsu kogoś z rodziny, kto jednak nie mieszkał w rezydencji. 

— Shurien — odezwała się jako pierwsza, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Chyba jak wszyscy miała słabość do dziewczyny, choć zazwyczaj wolała bardziej poważne osoby, jak Shizuko. — Co cię tu sprowadza, moja droga? Czyżby Izuru cię wysłał?

— Cześć ciociu — odpowiedziała Shurien. — Nie, tata nie wie, że tu jestem. 

— Oh? — Konoe wyraźnie się zaciekawiła. 

— Chciałam cię o coś prosić, ciociu. 

— Cóż to takiego? — zapytała kobieta, ale zaraz dodała: — Nie będę cię kryć przed rodzicami, jeśli chcesz się gdzieś szlajać po nocach. To nie przystoi damie. 

— Wiele rzeczy nie przystoi damie — Shurien wywróciła oczami — ale nie o to chciałam prosić. 

— Zatem o co?

— Miałam nadzieję, że mogłabyś mi opowiedzieć więcej o szlacheckich rodach, ich przeszłości, ich obecnych stosunkach. Tata się tym nie interesuje, więc raczej mi nie pomoże. 

— Rozumiem — odparła Konoe, na chwilę przymykając oczy, po czym spojrzała z powagą na potomną swojego kuzyna. — Nie widzę problemu. 

— Super!

— Cieszy mnie, że młode pokolenie interesuje się swoim dziedzictwem. Poza tym sama nie mam dzieci, więc bardzo możliwe, że ty lub Shizuko będziecie musiały przejąć po mnie pałeczkę. 

— Żartujesz! — żachnęła się Shurien, a Konoe westchnęła:

 — Chcesz zacząć od zaraz?

— Pewnie. 

— No dobrze — mruknęła do siebie. — To, co wiesz?

— No… Podstawy. To czego uczą w szkole. 

— A czego uczą w szkole?

— O tym, jak shinigami otrzymali swoje moce od Króla Dusz, o Świętej Wojnie z Youkai, o powstaniu Innocence, o pierwszych rodach i tym jak powstało Gotei. Uczymy się o generałach, chociaż o pierwszym bardzo niewiele wiadomo. No i o wojnie z Aizenem i Noah. 

— To zaskakująco dużo — przyznała Konoe. — Gdy ja chodziłam do szkoły, takich rzeczy nie uczyli. Była to wiedza zakazana dla ogółu. Tylko członkowie rodów szlacheckich i nieliczni wtajemniczeni z zewnątrz posiadali tę wiedzę. Muszę przyznać, że w tej jednej kwestii Setsuko się postarała. 

— Generał Setsuko?

— Słyszałam, że miała mocny wpływ na edukację jako nauczycielka Shino. Jeszcze za życia generała Yamamoto przekonała go, aby udostępnił część wiedzy i dał komuś spisać historię powstania Gotei i rodów szlacheckich — wyjaśniła spokojnie Konoe i upiła łyk herbaty. — Podejrzewam, że po jego śmierci, zyskawszy dostęp do działu dokumentów tajnych, ujawniła część z nich. Bardzo zależało jej na tym, aby shinigami znali prawdę, także o Noah i Aizenie. Tej jednej rzeczy można jej pogratulować — przyznała. 

— Nie lubisz pani generał, co nie, ciociu? — zapytała Shurien, a Konoe wzruszyła ramionami. 

— Teoretycznie nic mi nie zrobiła. Przyznaję wręcz, że w wielu sprawach się z nią zgadzam. Jest jednak coś, czego nie potrafię jej wybaczyć. 

— Co takiego zrobiła? — Corrien miała duże oczy i zaciekawieniem wyczekiwała odpowiedzi. 

— Coś mi odebrała. Coś bardzo cennego dla mnie — odparła wymijająco Konoe. — Skupmy się jednak na rodach. Skoro znasz przeszłość, to w skrócie opowiem ci, jak sytuacja wygląda teraz. 

— Dobra. 

— Oficjalnie wszystkie rody obecnie są równe sobie, aby utrzymać harmonię. Nieco mniej oficjalnie jednak pewne rody mają przewagę, w jakiś sposób zdolne były podporządkować sobie te słabsze rody. Główna siła podzielona jest między rody: Kuchiki, Miyagi, Shihoin, Kyouraku i Hikifune. Ród Kuchiki utrzymuje bardzo bliskie stosunki z rodem Kurogane oraz z nami, no i teoretycznie z rodem Noah, choć jego ostatnia członkini ma niewielką siłę poza swoim miejscem w Radzie — dodała Konoe. — Od ślubu Setsuko z Byakuyą, ich stosunki znacznie polepszyły się także z Miyagi, którzy sami w sobie są potęgą. Zbliżenie się dwóch tak silnych rodów zagraża bardzo tej już pozornej harmonii. Ród Miyagi jest bardzo blisko z Hyosube. To prawie ich słudzy, choć obecna głowa rodu Miyagi tego aż tak nie wykorzystuje. Potem jest ród Shihoin, który bardzo blisko od zawsze był z rodem Feng. Kyouraku zawsze starali się być w dobrych kontaktach z nami i z rodem Nimaya. Zaś Hikifune z Kirinji i Shutara, co nie powinno cię dziwić, bo przedstawiciele tych trzech rodów są Królewskimi Gwardzistami. 

— Ok, ok — przytaknęła Shurien, notując coś na szybko w małym zeszyciku, który już jakiś czas temu wyciągnęła gdzieś z kosode i Konoe zastanawiała się, skąd dokładnie. Nawet ona wiedziała, że tam nie było kieszeni. — Tylko to zanotuję. — Chwilę później oznajmiła: — Mam to. 

— Dobrze. Wiesz już, jak wyglądają przyjaźnie. Warto teraz wspomnieć o konfliktach, a wierz mi, że tych nie brakuje. Chyba najbardziej zgodni są Kuchiki z Kurogane ze względu na ich bliskie relacje rodzinne zwłaszcza w ostatnich dekadach. Ród Kuchiki jest bardzo obojętny wobec padwanów rodu Hikifune, ale sam ród Hikifune bardzo często stawał im na odcisk. Chyba tylko Shihoin nie znoszą Hikifune bardziej niż Kuchiki. Nie ukrywajmy Kuchiki, Hikifune i Miyagi to trzy największe potęgi, a Hikifune zaczynają tracić mocno na sile przebicia. Ród Kyoraku natomiast nie bardzo radzi sobie z rodem Hyosube, nigdy nie było między nimi bliskich relacji, ale też konflikty nie są zbyt duże. Jeśli chodzi o nas, oczywiście jako bliscy Kuchikim raczej trzymamy się z dala od Hikifune i podlegającym im rodom. Sporo problemów mieliśmy zawsze z Miyagi, ale raz jeszcze przypominam, że sytuacja dosyć się zmieniła i wciąż zmienia na lepsze. 

— Mam to — oznajmiła z radością Shurien. — Ale dlaczego wszyscy tak nie lubią Hikifune?

— Cóż… — Konoe zamyśliła się na moment. — Rodem Hikifune, na swój sposób wciąż rządzi młodsza siostra Królewskiej Gwardzistki. Obecnie będzie chyba najstarszą z Dusz, poza generałem Yamamoto, który zmarł jeszcze przed twoimi narodzinami, tylko ona pamięta czasy, gdy Gotei powstawało. 

— Łooo. Ona pamięta Świętą Wojnę i Youkai i to wszystko, co jest w książce od historii?

— Teoretycznie. O ile pamięć jej służy. 

— Ale to było ponad tysiąc lat temu!

— Tak, to prawda. Prawie tysiąc sto — oznajmiła Konoe i uśmiechnęła się. — Jednak już jakiś czas temu oddała władzę w ręce swojego najstarszego syna, to on zasiada w Radzie. Mimo tego ród Hikifune pozostaje bardzo konserwatywny i raczej przeciwny zmianom. A tych przez ostatnie kilkadziesiąt lat nastąpiło bardzo wiele. I żona obecnej głowy rodu Kuchiki jest za to odpowiedzialna w znacznej mierze. 

— A czyli nie lubią Kuchikich, a pani generał tym bardziej. 

— Tak, można tak powiedzieć. 

— Zresztą Kirinji i Shutara najprawdopodobniej też preferują stary porządek. Chyba głównie stąd ta przepaść. Są zacofani.

— Super! Dzięki ciociu!


sobota, 21 maja 2022

Chapter 10 ~ Nobility

  Renji wszedł do pomieszczenia z grobową miną i jakąś teczką. Popatrzył na obecne tam dzieciaki i zapytał:

- A gdzie Katsuki?

- Jeszcze nie przyszedł - odparł Hitoshi. 

Nie powiedział, że nie widzieli go od spotkania przy piwie poprzedniego dnia. I że coś się wydarzyło między nim i Taraką, lecz dziewczyna nie chciała mu nic wyjawić. Wydawała się za to być zła także i na niego. 

- No dobra, przyszedłem przed czasem - skwitował Renji, zerknąwszy na zegar ścienny. 

W tej samej chwili drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Katsuki, mówiąc:

- Dzień dobry.

- Rychło w czas - mruknął Renji. - Masz to, o co cię prosiłem?

- Tak jest - przytaknął dziewiąty oficer, wręczając Renjiemu plik dokumentów. 

Renji popatrzył na nie, ale niespecjalnie przejął się treścią. Wziął głęboki oddech i wszyscy spodziewali się, że wreszcie coś powie. Renji jednak milczał. Miał wrażenie, że głowa mu wybuchnie od tych wszystkich informacji. Od czego miał w ogóle zacząć? I dlaczego jego kapitan dawał mu takie enigmatyczne wskazówki. A w ogóle to wszystko była wina Setsuko. Gdyby nie przekazała śledztwa oddziałowi szóstemu, nie musiałby nad tym ślęczeć, tylko trenowałby młodych shinigami. Nie mogła wybrać kogoś innego. Przecież to było oczywiste, że wszystko spadnie na niego. Yakumo bardziej by się nadał. 

- Vice kapitanie? - odezwał się Hitoshi. 

- Cicho, daj mi pomyśleć - sarknął Renji, ale już mu się odechciało, gdy w głowie usłyszał złośliwości, które niegdyś pewnie by padły, gdy jeszcze pracował nad takimi sprawami ze swoimi przyjaciółmi. Jeszcze przed wojną z Aizenem użerałby się z Rangiku, Madarame i Kirą. Teraz miał pod sobą tylko gównażerię. - No dobra. Obecnie jesteśmy w Dwunastce.

- Vice kapitanie - odezwała się cicho Shurien. - Jesteśmy w oddziale szóstym. 

- W śledztwie - warknął, a dziewczyna wyszczerzyła zęby. 

- Tylko mówię. 

- Dobra, mądralo - mruknął Renji, ale uśmiechnął się krzywo. - Do rzeczy - dodał po chwili. - Jesteśmy w oddziale dwunastym. Mamy wykaz wynalazków z magazynu, mamy dane dotyczące wynalazku, który zaginał, mamy listę osób z dostępem do tego magazynu. Czyli mamy dużo roboty. 

- A końca nie widać - dodała Shurien. 

- Fakt - westchnął Renji. - Łudzę się, że się na coś natkniemy. Musimy się jednak liczyć z tym, że dostęp do magazynu uzyskał ktoś, kto na tej liście nie jest, choć nic na to nie wskazuje. 

- A co z nagraniami z kamer?

- Sam kapitan Urahara się tym zajmuje - oznajmił Renji. 

- Świetnie, ale to my prowadzimy śledztwo - zauważyła Taraka. - Nie powinniśmy jakby podejrzewać wszystkich na swój sposób? Co jeśli kapitan Dwunastki, czysto teoretycznie, spróbuje coś zatuszować?

- Twoja babcia sama poprosiła go, żeby się tym zajął - wyjaśnił Abarai. - Chociaż zgadzam się z twoim tokiem myślenia. Z drugiej strony nie możemy też popadać w paranoję. Wygląda to raczej na sprawkę kogoś spoza Seireitei, choć podejrzewam, że mamy zdrajcę lub dwóch, którzy brali w tym udział. 

- To jaki jest plan, vice kapitanie Abarai? - zapytał Katsuki. - Bierzemy się za przesłuchania?

- Kogoś muszę oddelegować do nudnej roboty najpierw. Sprawdzenie miejsca zbrodni, zebranie śladów, uwag i remanent. Musimy się upewnić, czy nie zginęło coś jeszcze, choć Urahara twierdzi, że tylko ta jedna rzecz. 

- Brzmi jak ślepy zaułek - skwitowała Taraka.

- I mamy zwycięzce - odparł podobnym tonem Renji. 

- Ja? - przeraziła się dziewczyna. 

- Vice kapitanie, może ja się tym zajmę - zaproponował niespodziewanie Katsuki. - Jestem dobry w takich żmudnych pracach, wymagających dokładności.

- Dobra, nie. Już wiem - stwierdził Renji, po chwili myślenia. - Hitoshi. Ty się tym zajmiesz. 

- Czemu ja? Ja jestem do bani w takich kwestiach. 

- To się w sam raz masz szansę udoskonalić - skwitował Renji. - Koniec dyskusji. Reszta za mną. 


***

Setsuko ubrana była w świeżo wyprasowane kosode i kapitańskie haori. Na początku rozważała yukatę, ale ostatecznie uznała, że przecież przychodzi do rodu Shihoin ze służbową wizytą, a nie towarzyską. Chciała jednak prezentować się jak najlepiej. Broń zostawiła w biurze Jedynki, pomimo protestów Ayasegawy. 

Przystanęła przy ogromnej drewnianej bramie z wymalowanym herbem rodu Shihoin i przywitała się ze stojącymi tam strażnikami. 

- Witam. Nazywam się Kuchiki Setsuko, kapitan pierwszego oddziału Gotei 14. Przyszłam spotkać się z Shihoin Yuushiro. 

- Nie mamy żadnej informacji o gościach - stwierdził jeden ze strażników, a Setsuko uśmiechnęła się delikatnie. 

- Nie to prawda. Najmocniej przepraszam za tę niezapowiedzianą wizytę, ale to bardzo ważne, abym mogła porozmawiać z Shihoin Yuushiro. Jeśli możecie, przekażcie mu, proszę, że tu czekam. 

Strażnik zmarszczył brwi, ale biorąc pod uwagę rangę Setsuko, wiedział, że nie może ot, tak odmówić. Skinął niechętnie głową i prześlizgnął się przez bramę. Setsuko natomiast stała tam, uśmiechając się ciepło do pozostałych strażników. Wyglądała na rozluźnioną, a i o to jej chodziło. Udawała, że tylko rozgląda się po gdzieś po kątach i spogląda w niebo, znudzona czekaniem. W rzeczywistości jednak obserwowała otoczenie i nasłuchiwała. Czegokolwiek, co mogłoby jej się przydać. 

Chwilę to trwało, ale strażnik w końcu wrócił z dwoma kolejnymi. 

- Oni odeskortują panią generał na spotkanie z Panem Yuushiro - oznajmił. 

- Dziękuję - odparła Setsuko, obdarzając go promiennym uśmiechem i przeszła przez otwartą dla niej bramę, po czym ukłoniła się raz jeszcze strażnikom, z którymi rozmawiała. 

Po tym podążyła za dwójką mężczyzn w stronę głównego wejścia. Widziała służbę krzątająca się tu i ówdzie. Wszyscy skupieni byli na pracy. Oczywiście napotkani, szybko kłaniali się Setsuko, po czym jeszcze szybciej wracali do pracy.

- Zawsze podziwiałam, jak harmonijny jest ród Shihoin - odezwała się, jakby do strażników, którzy prowadzili ją do głównego budynku rezydencji. - Zawsze panuje tu taki spokój, wszyscy ciężko pracują. To miejsce wręcz napawa spokojem - dodała. - Zazwyczaj. Chociaż dzisiaj tego nie czuję. 

- Nie mam pojęcia - mruknął jeden z mężczyzn. - Jest tak samo jak zawsze. 

- Może mi się tylko wydaje. Tak dawno tu nie byłam… - zamyśliła się Setsuko.

Wreszcie dotarli do głównego budynku rezydencji, gdzie ktoś otworzył szeroko drzwi, wpuszczając Setsuko wraz z jej przewodnikami do środka. Teraz jednak do eskapady dołączył kolejny mężczyzna, choć nie ubrany jak strażnik. Zdawało się na to, że to jeden z bezpośrednich podwładnych Yuushiro. Strażnicy jednak nie zostawili ich samych. Już samo to było dziwne, bo Setsuko była święcie przekonana, że jeszcze kilka lat temu zwyczajnie przepuszczono ją przez bramę i tylko jedna osoba towarzyszyła jej po drodze, żeby Setsuko się nie zgubiła. Teraz jednak pilnowało ją coraz więcej ludzi, jakby w obawie, że gdzieś pójdzie lub coś zrobi. 

- Dostałam iście królewską eskortę - zażartowała. 

- Oczywiście, wszystko co najlepsze dla pani generał - odpowiedział nowoprzybyły mężczyzna. - Nazywam się Kunichi Chen. Pan Yuushiro już na panią czeka. 

- Wspaniale, bardzo dziękuję - odparła z uśmiechem Setsuko. - Bardzo cieszy mnie, że Yuushiro zgodził się ze mną spotkać. 

Ruszyli wzdłuż ogromnego korytarza. Tak samo ogromnego jak drzwi wejściowe do rezydencji. Setsuko dobrze pamiętała, jak Yoruichi wygrażała się niegdyś, że zburzy ten budynek i zbuduje od nowa, jeśli kiedykolwiek jeszcze przyjdzie jej tam mieszkać. Nie przyszło. A może szkoda, bo ktokolwiek to zbudował, nie miał zbytniego wyczucia stylu, zaś Yuushiro najwyraźniej nie poczuwał się do żadnych zmian. Przynajmniej w architekturze budynków. 

W jednym z bocznych korytarzy odgałęziających się od tego głównego, Setsuko dostrzegła dwie służące i przystanęła. Jedna klęczała na podłodze, zbierając gołymi rękami kawałki potłuczonej wazy. Druga stała nad nią i choć Setsuko nie była za daleko, by usłyszeć słowa, z łatwością mogła zgadnąć, że udzielała tej pierwszej reprymendy. Dziewczyna musiała się skaleczyć, bo automatycznie podniosła rękę do ust, choć nie wydała z siebie dźwięku. 

- Przepraszam, możemy się na chwilę zatrzymać? - poprosiła Setsuko i skierowała się w stronę młodych kobiet. - Wszystko w porządku? - zapytała je, gdy była już bliżej, a te pospiesznie się ukłoniły. 

- Tak, oczywiście. Dziękujemy za troskę. 

- Widzę, że miałyście drobny wypadek - zauważyła Setsuko i uśmiechnęła się. 

- Najmocniej przepraszam - odezwała się służąca, która stała nad swoją towarzyszką. - Jest nowa, stłukła wazę. Próbowałyśmy to szybko uporządkować. Nie chciałyśmy robić zamieszania. 

- Cóż… - Setsuko westchnęła. - Jedyne co próbowałaś, to ją ochrzanić. Nie próbowałaś jej pomóc, ani sprzątać - mruknęła cicho Setsuko i przykucnęła przy milczącej dotąd dziewczynie klęczącej na podłodze. - Odłóż te śmieci, zanim znowu się skaleczysz - poleciła, sięgając po rękę dziewczyny. 

- To nic takiego - usłyszała tylko cichy głos. 

- Czasem z najmniejszej ranki może zrobić się jątrząca rana, jeśli wda się zakażenie - powiedziała Setsuko. - Nie bój się. Tak się składa, że znam leczące kido - dodała. - Kiedyś uczyłam szermierki w Shino. Nauczyłam się tego na wszelki wypadek - oznajmiła, raz jeszcze chwytając dłoń dziewczyny. 

- Dziękuję - padło. 

- Ty, przynieść szybko miotłę i posprzątaj to - skarcił drugą służącą Chen. - Żeby tak kłopotać gościa pana Yuushiro. 

- Tak jest.

Setsuko położyła palec na rozcięciu na dłoni dziewczyny, po czym użyła leczącego kido. Rana nie była ani duża, ani głęboka, więc uleczenie jej nie zajęło długo. Setsuko nic nie powiedziała, ale jej uwadze nie uszła blizna blizna na dłoni dziewczyny, ani szorstka od ciężkiej pracy skóra. 

- I po płaczu - oznajmiła Setsuko z uśmiechem, po czym sięgnęła w stronę twarzy dziewczyny i odgarnęła z niej grzywkę i zatknęła za ucho. - Na pewno wszystko w porządku? - zapytała, widząc, że dziewczyna unika jej spojrzenia. - Mogę zapytać jak masz na imię?

- Yu… Yumiko - usłyszała cichy głos. 

- Śliczne imię dla ślicznej dziewczyny - stwierdziła Setsuko i zaśmiała się. - Och, brzmię, jakbym próbowała cię poderwać. Ale nie martw się, mam męża. Po prostu przypominasz mi pewną moją przyjaciółkę. Żeby było zabawniej, to jej mąż nauczył mnie leczniczego kido. Ach, stare dobre czasy. 

- Przepraszam, pani generał, ale czy możemy już iść? - odezwał się nieśmiało Chen. - Pan Yuushiro czeka. 

- Ach, oczywiście. Przepraszam bardzo za ten postój. Akurat kątem oka widziałam, że coś się stało - wyjaśniła pospiesznie Setsuko. Chciałam się tylko upewnić, że nikomu nic nie jest. 

- Nie, nie. To ja bardzo przepraszam za kłopot i dziękuję za uprzejmość, jaką pani generał okazała naszej służbie. 


***

Shurien zatrzymała się nagle, przez co Taraka omal na nią nie wpadła. 

- Co jest? 

- Przepraszam, vice kapitanie - odezwała się Shurien, ignorując przyjaciółkę. - O czymś zapomniałam. Mogę tylko szybko coś sprawdzić? Obiecuję, że za chwilę do was dołączę. 

- Dobra, ale ruchy - zgodził się Renji, który dostrzegł powagę dziewczyny. 

Jeśli coś o niej wiedział, to że na swój sposób wdała się w matkę. Była wolnym wiatrem, który ciężko było zatrzymać. Niezależnie co by zrobił. Zresztą wiedział, że Shurrien traktuje śledztwo bardzo poważnie. Cokolwiek postanowiła sprawdzić, musiało być istotne. Potrafił to dostrzec w spobie w jaki na niego spojrzała. 

- Dziękuję - rzuciła tylko i zniknęła w shunpo. 

- To na pewno dobry pomysł, vice kapitanie? - zapytał Katsuki. 

- Myślę, że Shuri na coś wpadła - oznajmił Renji. - Coś co może nam się przydać. 

- Skąd pan to wie? Shurien nic nie powiedziała. 

- Przeczucie. 

Tymczasem Shurien podążyła w ukryciu za kobietą, którą dostrzegła dosłownie kątem oka, gdy zmierzała wraz z grupą do oddziału Dwunastego. Normalnie, pewnie nie dałaby się tym rozproszyć, ale potrafiła stwierdzić, że kobieta coś kombinuje. 

To, że Shurien była trochę fanką Setsuko, to jedno, ale może właśnie dlatego dostrzegła subtelne zmiany w ubiorze kobiety. Wyprasowane kosode i haori. Tego chyba jeszcze nie widziała. Dokądkolwiek zmierzała Setsuko, wyglądało na to, że chciała zrobić dobre wrażenie i Shurien miała tylko jedną odpowiedź. Musiało chodzić o szlachtę. 

Nie pomyliła się, bo niedługo później dotarły w pobliżę rezydencji rodu Shihoin. Tam z bezpiecznej odległości obserwowała swoją idolkę i kilku stojących przy bramie strażników. Nie wyglądało to na wizytę towarzyską i Shurien dałaby sobie uciąć rękę, że chodziło w jakiś sposób o toczące się śledztwo. Nikt ani nic nie mogło jej przekonać, że Setsuko wcale nie prowadziła własnego śledztwa w sprawie zniknięcia Makoto. Zbyt wiele razy zdarzało się, aby Setsuko było w coś uwikłana. Z jakiegoś powodu jednak nie chciała nic nikomu powiedzieć, co tylko utwierdzało Shurien w przekonaniu, że gdzieś w to wszystko uwikłana była szlachta. 

Młoda Kira wytężała zmysły, ale i tak nie była w stanie usłyszeć, co mówiła Setsuko. Widziała jednak, jak kobieta uważnie rozgląda się po okolicy. Trochę to trwało, aż wreszcie Setsuko zniknęła po drugiej stronie bramy. Rozum nakazywał Shurien wracać do grupy, lecz coś nie dawało jej spokoju.

W końcu postanowiła znaleźć lepszy punkt obserwacyjny. Coś wyżej, gdzie mogłaby zobaczyć, chociaż odrobinę tego, co działo się na terenie rezydencji.