poniedziałek, 16 maja 2022

Chapter 8 ~ Suspicions

  Na salę obrad dotarła jako jedna z pierwszych w towarzystwie Akiry. Nawet Byakuyi jeszcze nie było. W sali siedziała tylko Konoe, która rzuciła jej chłodne spojrzenie. Nic jednak nie powiedziała, a zaledwie skinęła głową.

Setsuko odpowiedziała tym samym i zajęła swoje miejsce. Wiedziała doskonale, co ją czeka. Zostanie zlinczowana przez całą Radę za to, że zawiodła z ochroną miecza. Nie raz, lecz dwa razy i tym razem już całkiem poważnie. 

Członków Rady przybywało z każdą chwilę, a atmosfera robiła się coraz cięższa i bardziej nieprzyjemna. W końcu pojawił się Byakuya, a za nim i Miyagi Koichiro. Na sam koniec zjawili się przedstawiciele rodów Hikifune i Shihoin. 

— No, dobrze, to o czym będziemy dziś rozprawiać? — zapytał luźno Shunsui, który wyczuwał napięcie. 

Nie było to zresztą trudne. 

— Jak to co? — oburzył się Yuushiro. — Wszyscy dobrze wiemy, co się wydarzyło. Miecz zbiegłego Ichimaru Makoto został skradziony nie raz, a dwa najwyraźniej!

— No bez przesady, że dwa — mruknął Kyouraku. — Wszyscy wiemy, że pierwszy był fałszywy. Jego kradzież kupiła nam trochę czasu, a nawet dostarczyła nam informacji o wyglądzie jednego ze sprawców.

— Dokładnie. Oddział szósty już dawno ma rysopis kobiety rozwieszony po Seireitei i Rukongai — oznajmił Byakuya. 

— Tak. I co nam to dało? Bo na razie nie usłyszeliśmy o żadnych postępach. 

— Obawiam się, że muszę prosić cię Setsuko o rezygnację ze stanowiska generała, skoro nie radzisz sobie z sytuacją — powiedział Yuushiro z grobową miną. 

Wszyscy popatrzyli na niego zaskoczeni. Po chwili jednak rozpętała się burza. 

— Jak śmiesz — fuknął Byakuya, który rzadko tak otwarcie stawał w obronie Setsuko, wiedząc, że kobieta potrafi sobie sama poradzić.

Tym razem był jednak zbyt wzburzony. 

— Shihoin ma trochę rację. Pani generał zawiodła na całej linii. Uratowała Makoto, który uciekł, a miecz, który miała chronić, został skradziony — wyjaśnił Kirinji Osamu. — Gdyby Makoto został stracony tak, jak większość chciała, nie byłoby dziś problemu. 

— Makoto nie zasługiwał na śmierć. Był chory psychicznie i potrzebował pomocy po tym, jak manipulował nim Aizen — wtrąciła się Akira. 

— Oczywiście, że mały piesek Kuchikich szczeka tak samo — prychnął Kirinji. 

— Słucham? — syknęła Noah. 

— Taka prawda — przyznała Konoe. — Jesteś tu tylko dzięki wstawiennictwu pani generał oraz rodu Kuchiki. To jednak nie o tym mamy teraz rozmawiać — dodała. 

— Racja — przyznał Hikifune. — Raczej o niekompetencji pani generał Setsuko. Shihoin ma trochę racji. 

— Kpina — prychnął Koichiro. — Kogo chcecie postawić na jej miejsce? Kogoś od ciebie Yuushiro, czy od Kataia, żeby nie było aż tak oczywiście?

— Wcale nie — odparł na oskarżenia Shihoin. — Ale nie możemy pozwolić na więcej pomyłek w czasie kryzysu. 

— Kryzysu? — zapytała Setsuko, krzyżując ręce na piersi i odchylając się na krześle. — To my mamy jakiś kryzys? Jeszcze nie zauważyłam, ale może ty wiesz coś, czego my nie wiemy. 

Shihoin poczerwieniał ze złości. 

— A nie ma kryzysu? Jeden z najbardziej niebezpiecznych kolaborantów Aizena zbiegł i jest gdzieś na wolności! - pieklił się Yuushiro, choć okazywanie tak silnych emocji nigdy nie było w jego stylu.

— I być może zależy mu tylko na tym, aby na niej pozostać — podsunął Kyouraku. - Chcieliście go stracić za to, że dał się oszukać Aizenowi. Ale jakoś nikt lata temu nie wymagał śmierci Hinamori Momo lub innych oddanych swoim kapitanom shinigami.

— Dopóki nie zaatakuje, nie mamy jeszcze kryzysu — przyznała Kyosube Hiromi. 

— Ale w każdej chwili może. Ta groźba wisi nad nami już jakiś czas i generał Setsuko niewiele z tym zrobiła — zauważył Hikifune Kazuto. 

— Niewiele można zrobić, skoro Makoto nie wykonał ruchu — wtrącił Feng Katai. — Powinniśmy na spokojnie to przedyskutować, zamiast rzucać oskarżeniami na prawo i lewo. 

— Prawda. Katai dobrze prawi — mruknął Kyouraku. — Powinniśmy się wszyscy uspokoić. 

— Lub możemy zagłosować — podsunął Kirinji. 

— A może zwyczajnie dacie mi wykonywać moją robotę — warknęła Setsuko, uderzywszy pięścią w stół, omal go nie łamiąc. — Skoro twierdzicie, że jest kryzys, to dajcie mi się z nim uporać, tak jak powinnam i jak uważam. Jeśli pozbędziecie się mnie w trakcie kryzysu, jedyne co zyskacie to chaos i każde z was wie, że byłoby to idiotyczne posunięcie. Jeśli po wyjaśnieniu sprawy nadal większość Rady będzie chciała mnie usunąć, odejdę bez protestu. Ale na tę chwilę nie zamierzam ustąpić - dodała. 

— Osobiście mam nadzieję, że pani generał zdoła się uporać z problemem. Nie potrzebujemy wojny domowej - stwierdził Hikifune. - Tylko kompetentnego generała. 

— To najpierw daj mi działać, zanim zaczniesz mi wmawiać niekompetencję.


***

- Aaaaaaarg! - wrzasnęła Setsuko, sztormem wchodząc do biura Dwójki. 

Hotarubi i Mitsuko lekko drgnęły, choć wyczuły zbliżające się reiatsu kobiety.

- Zgaduję, że zebranie Rady nie poszło po twojej myśli - odezwała się Hotarubi. 

- Pieprzyć Radę. Oni są wszyscy jak bolesny wrzód na dupie! - piekliła się Setsuko, rozsiadając się w fotelu. 

- To ja może pójdę - zaproponowała cicho Mitsuko.

- Przynieś nam jakiejś herbaty, proszę. Coś na uspokojenie. 

- O nie - warknęła Setsuko. - Dziś potrzebuję coś mocniejszego. 

Hotarubi westchnęła ciężko, ale wyciągnęła z szafki w biurku butelkę whisky, którą miała na takie właśnie okazje, a Mitsuko podała dwie szklanki. 

- Nie napijesz się z nami, Mitsu? - zapytała Setsuko, patrząc oskarżycielsko na dawną uczennicę. 

- Nie wypada mi - padło w odpowiedzi. - Zresztą mam też trochę rzeczy do zrobienia i właśnie miałam wychodzić. 

- A tam, nie wypada - mrukneła Setsuko. - Chyba już dawno jesteśmy za linią “nie wypada”.

- Setsu, nie zmuszaj jej do picia, jak nie chce - skarciła ją Aizawa. - Idź - zwróciła się do podopiecznej, która wyraźnie nie miała ochoty na picie. A i Hotarubi uważała, że rozmowa na temat Rady powinna pozostać między nimi, choć ufała swojej zastępczyni. - No, to co tam się wydarzyło?

- Chcą, żebym zrezygnowała ze swojej posady - powiedziała z grobową miną Setsuko i nie było wątpliwości, że kobieta nie żartuje. - A właściwie Yuushiro, choć niewątpliwie kilku innych reprezentantów podziela jego zdanie. 

- Yuushiro? - zdziwiła się Hotarubi. - To nie w jego stylu. 

- A jednak. Mimo wszystko to już nie młodziutki Yuushiro, którego wciąż pamiętamy, tylko dorosły facet, który najwyraźniej jest mi przeciwny. 

- Może ktoś go do tego przekonał? - podsunęła Hotarubi. 

- Nie wiem. Kiedyś potrafiłam łatwo rozgryźć tych ludzi. Zwłaszcza Yuushiro. Ostatnimi czasy nie. Może tracę swój dar?

- Muszę przyznać, że to wszystko jest jakieś dziwne. Niemniej nadal uważam, że stoi za tym szlachta. 

- A ja obawiam się, że muszę ci przyznać rację - odparła Setsuko. - Tylko członkowie Rady wiedzieli i kilka najbliższych mi osób, o tym, gdzie jest miecz. Zresztą sam fakt, że nic jeszcze się nie wydarzyło, od kradzieży miecza, a ktoś już żąda mojego odejścia, skłania mnie do myślenia, że to wszystko było zaplanowane, choć wątpię, aby to była sprawka Yuushiro. Raczej ktoś to dobrze ukartował. 

- Mocno na to wygląda. 

- Ale jeśli to szlachta to mamy kłopoty. Akurat to nie są moje klocki i jeśli popełnimy błąd, doprowadzimy do wojny domowej. Nie mogę ot tak, wtargnąć do jednego z rodów, oskarżając ich o ukrywanie Makoto. 

- Faktycznie, to nie skończyłoby się raczej dobrze. Myślisz, że chodzi o pozbycie się ciebie, czy może władzę w Seireitei? - zastanowiła się Hotarubi. 

- To wygląda na coś planowanego latami. Trochę za dużo pracy, żeby pozbyć się jednej generał, nawet pomimo moich powiązań z Miyagi. Gdyby chcieli pozbyć się mnie i tylko mnie, lepiej zrobiliby to lata temu, nim ugruntowałam swoją pozycję w Sereitei, choć za pewne pozbycie się mnie będzie świetnym dodatkiem. 

- Czyli jednak chodzi o zahwianie już i tak mało stabilnej równowagi we wpływach Rodów. 

- Od czasów mojego małżeństwa z Byakuyą i tego jak Ród Miyagi wreszcie operuje pod rozkazami Koichiro, dwa z trzech najpotężniejszych rodów są na dobrej drodze do stworzenia przymierza. To sugerowałoby raczej Hikifune, aniżeli Shihoin, a wątpię, że Yuushiro dałby się im pomiatać.

- Może jest w to zamieszane kilka ródów. 

- To na pewno, ale choć najoczywistszym byłby ród Hikifune, Kirinji i Shutara, to jednak niewiele na to wskazuje. 

- Ja tam nadal uważam, że Kira Konoe macza w tym palce - stwierdziła Hotarubi, która już dawno opróżniła swoją szklankę i dolała im obu whisky. 

- Też za nią nie przepadam, ale nie sądzę, aby zrobiła coś takiego. Naprawdę nie wiem, jak to ugryźć. 

- To może lepiej niech zajmie się tym Renji - podsunęła Hotarubi. 

- I żeby został kozłem ofiarnym, jeśli faktycznie stoi za tym szlachta? - Setsuko pokręciła głową. - To zastępca mojego męża, jeśli Renji zrobi coś źle, wszyscy za to odpowiemy. 

- Miej w niego więcej wiary. 

- Nie, nie - Setsuko szybko zaprzeczyła. - Problem w tym, że on właśnie jest w stanie to rozwiązać. Zdaje się, że zaczyna iść tym samym tropem, co my. I tego właśnie się obawiam. Jego zespół też jest zdolny. Zwłaszcza Shurien. Jest młoda, ale bardzo zdolna. Ich dziewiąty oficer też wydaje się bardzo sensowny, choć chyba stresuje się w obecności kapitanów - dodała lekko rozbawiona. 

- Chcesz zawiesić śledztwo? - zapytała Aizawa, a Setsuko wzruszyła ramionami. 

- To też będzie dziwnie wyglądać. 

- Fakt. To może pogadaj z Renjim, wyjaśnij sytuację, żeby uważał i nic nie robił, jeśli zrobi się gorąco. 

- Rozkazać mu prowadzić sztuczne śledztwo sprowokuje go jeszcze bardziej, ale może się okazać, że to będzie moja ostatnia opcja - stwierdziła, po czym zmarszczyła brwi, patrząc w stronę okna. - Czy mi się wydaje, czy ten sam chłopak, przeszedł tu pod oknem już któryś raz odkąd tu jestem. 

- Nooo… Mówiłam ci, że jeden z dzieciaków ciągle się pałęta wokół. Któregoś dnia przyniósł mi domowe ciasteczka. 

- No, no. A sobie znalazłaś adoratora. 

- Przestań, muszę coś z tym zrobić. 

- Mówiłam ci, żebyś pogadała z Shigeru, skoro to kumple. A zawsze możesz na niego nasłać Shuheia - dodała Setsuko. - Czy chcesz, żebym ja porozmawiała z Shigeru?

- Nie. Sama to zrobię.


***

Tymczasem Renji, któremu coś nie dawało spokoju od ostatniej rozmowy z Setsuko, właśnie maszerował do biura, żeby zdać swojemu dowódcy relację ze śledztwa. Przed wszystkim jednak łudził się, że dowie sie tam czegoś na temat dziwnego zachowania blondynki, która była jednocześnie żoną jego kapitana. Nie było, więc lepszego źródła informacji. 

Zapukał krótko do drzwi i wszedł. Miał szczęście, bo Byakuya siedział sam i jedynie zajmował się jakimiś dokumentami. Oderwał jednak wzrok od pracy na widok Renjiego. 

- Jak postępy w śledztwie? - zapytał, chcąc zachęcić swojego zastępce. 

- Mamy podstawy podejrzewać, że Ichimaru Makoto nigdy nie opuścił Seireitei i ukrywa się z czyjąś pomocą. Sprawdziliśmy wszystkie osoby z wiązane z Amane z oddziału piątego, potwierdziliśmy jego wersję, obecnie przesłuchujemy wszystkich mających dostęp do magazynu Dwunastki. Jednak obecnie wciąż nie ma postępów - zakończył Renji i chwilę wahał się, zanim dodał: - A na dodatek Setsuko zagroziła zamknięciem śledztwa. 

- Widocznie miała ku temu jakiś powód - odparł beznamiętnie Byakuya, ale Renji nie dał się zbyć tak łatwo. 

- Kapitanie! Obaj dobrze wiemy, że Setsuko musi coś wiedzieć. Zwłaszcza jeśli zagroziła zamknąć śledztwo. 

- I czego w związku z tym ode mnie oczekujesz? - Byakuya uniósł brwi, wyrażając swoje niezadowolenie. 

- Kapitan na pewno też coś musi wiedzieć… Ona nie może od tak zamknąć śledztwa. 

- Nie zapominaj się - skarcił go Byakuya. - Tak długo jak jesteś na terenie tego oddziału, mówisz nie tylko o mojej żonie, ale także o naszym głównym dowódcy. 

- I swojej szwagierce i przyjaciółce - burnknął Renji, ale zaraz tego pożałował. - Nie lepiej, żeby powiedziała nam, jeśli wie coś, czego my nie? Jeśli jest jakiś problem… Jak mamy pomóc, jeśli…

Byakuya westchnął. 

- Mam pewne podejrzenia - przyznał po chwili. - Ale nie miałem jeszcze okazji z nią porozmawiać od spotkania Rady. Wstrzymaj się do jutra, Renji - rozkazał. - Skupcie się chwilowo na Dwunastce i osobach z otoczenia Amane. 

- Tak jest - odparł Renji, choć nie był zadowolony z wyniku rozmowy.


***

- Wolność! - wykrzyknęła Taraka, wychodząc z budynku zarezerwowanego dla zespołu śledczego. - Hurra!

- Katsuki aż tak daje ci w kość, co? - mruknęła Shurien. 

- Ciszej - skarciła ją Taraka. - Co jak cię usłyszy?

- To chodź, pójdziemy się napić. Dawno nie było czasu. 

- Ale później miałam iść z Hitoshim do kina… Od rozpoczęcia śledztwa, prawie nie mamy dla siebie czasu - jęknęła Taraka. 

- No to napisz mu, żeby do nas dołączył - odparła Shurien, biorąc przyjaciółkę pod ramię i kierując się w stronę najbliższej knajpki. - Po jednym piwku zdążymy wypić, zanim przyjdzie. 

- No dobra, dobra.

Dziewczyny w dobrych nastrojach, lekkim krokiem dotarły do lokalu. Nie był on może najwyższej klasy, ale był za to stosunkowo blisko, żeby nie marnować czasu. A i na szczęście o tej porze nie było tam zbyt wielu ludzi, więc mogły w spokoju pogadać. 

- Chociaż raz to Hitoshi pisze raport, a nie ja - odetchnęła z ulgą Taraka. - Współczuję mu, ale serio… Dobrze wyszło, przynajmniej mamy trochę czasu pogadać, bo ja już nie wyrabiam. 

- Tak. Dobrze wyszło, że vice kapitan Abarai postanowił sam rozdzielić zadania. Inaczej pewnie padłoby na ciebie.

- No. Na pewno - Taraka wyciągnęła się na stoliku obok szklanki z piwem, którą przed chwilą przyniosła z baru.

- Ale serio nie wiem, o co chodzi Katsukiemu. Nawet kiedy ja się zgłosiłam do pisania raportu, odmówił i zwalił to na ciebie. 

- No wiem, co za dupek - mruknęła Taraka, w myślach złożecząc dziewiątemu oficerowi.

- Rozmawiałaś o tym z Hitoshim? - zapytała Shurien, upijając kilka łyków piwa. - Co on na to wszystko?

- No przyznał, że widać, że Katsuki się na mnie uparł, ale kazał mi to przeboleć. I w sumie ma rajcę, no bo co mam zrobić? Przecież nie poskarżę się dziadkowi. 

- No ale może warto pogadać z vice kapitanem? - podsunęła Shurien. 

- No on to raczej nie jest mistrzem załatwiania dyskretnych spraw. 

- Ale nie chodzi może właśnie o dyskrecję, tylko żeby ktoś coś zorbił w tej sprawie. 

- Nie mogę. Wyjdzie, że sobie nie radzę sama.

- Ale ty jesteś uparta - skwitowała Shurien, machnąwszy ręką. 

- Nie będę się skarżyć na Katsukiego i koniec - zaprotestowała Taraka. 

- No to mu się postaw w końcu. 

- Łatwo ci mówić. 

- Niełatwo. Ja już byłam na twoim miejscu, ale ja się postawiłam swoim. 

- Tak, tak - Taraka wywróciła oczami. - Wiem. Opowiadasz mi o tym za każdym razem - dodała i dopiła resztę piwa. - Następne?

- Myślałam, że nie chciałaś wypić za dużo przed randką z Hitoshim? 

- O Hitoshi! - krzyknęła Taraka, na widok swojego chłopaka, wchodzącego do lokalu. - O cholera. Teraz to będę na pewno potrzebowała drugie piwo - stwierdziła, dostrzegając Katsukiego, który najwyraźniej mu towarzyszył. 

- A co on tu robi?

- Najwyraźniej przypałętał się za Hitoshim - skrzywiuła się Taraka. 

- No, ale idziecie przecież do kina nie? Pewnie zostanie ze mną najwyżej. Ja się go nie boję, a jak mnie wkurzy to się zawinę do domu. 

- Dobra. Ale obiecaj, że nie zostawisz mnie z nim samej - szepnęła Taraka, nim obaj mężczyźni podeszli do stolika. 

- Hej. Wspomniałaś piwo, więc zapytałem czy oficer Katsuki chce dołączyć - oznajmił Hitoshi. 

- No tak na jedno przyszłyśmy, ale możemy już na luzie iść do tego kina - zapewniła go Taraka. 

- Zdążymy przecież. Daj nam się chociaż napić piwa. Jedna runda razem i możemy iść. 

- Pewnie - Taraka zaśmiała się nerwowo i rzuciła ukradkowe spojrzenie w stronę Shurien, która przeczuwała kłopoty. 

- Widzę, że wy swoje skończyłyście, to idealny moment na kolejną rundę. 

- Nie, no nie wiem - kręciła Taraka. 

- A ja się chętnie napiję - odparła Shurien. 

- Ja stawiam - odezwał się Katsuki, spoglądając w stronę Taraki. - Chyba nie będziesz tak siedzieć i patrzeć, jak my pijemy. 

- Super, dzięki oficerze - uradował się Hitoshi, a Shurien pokiwała głową. 

- No dobrze - zgodziła się Taraka, czując, że i w tej kwestii przełożony nakłada na nią jakąś dziwną presję. 

Katsuki wyszczerzył zęby, poklepał po plecach uradowanego Hitoshiego i poszedł zamówić piwa, które przyniósł na tacy z płynnością doświadczonego kelnera i rozstawiwszy piwa na stole, poszedł odnieść tacę. 

- Może on taki sztywny jest tylko w pracy - szepnęła Shurien. - Teraz wydaje się zdecydowanie bardziej sympatyczny.

Taraka posłała jej jedynie złowrogie spojrzenie spod przymrużonych powiek.


sobota, 30 kwietnia 2022

Chapter 7 ~ Secrets

   — Dziękujemy raz jeszcze za współpracę, pani generał — oznajmił Katsuki, kłaniając się. — Zaczniemy od przesłuchania pani generał, aby mogła pani wrócić do ważniejszych spraw — dodał. — Potem przesłuchamy pozostałych świadków zdarzenia. 

— Nie — warknęła kobieta, wyraźnie rozeźlona słowami dziewiątego oficera, płosząc go nieco. Taraka w duchu wiwatowała swojej babci. — Chcę być przy wszystkich przesłuchaniach. Chcę wiedzieć, co się wydarzyło. 

— Oczywiście. 

— Setsuko, rozumiem, że śmierć Amane bardzo cię dotknęła, ale jeśli chcesz zostać, będziesz musiała obiecać, że nie będziesz się wtrącać w resztę przesłuchań. 

— Dobrze — zgodziła się. 

Renji kiwnął głową. 

— Katsuki, poproś świadków.

Chwilę później dziewiąty oficer pojawił się w towarzystwie Ayasegawy, Shuzuko oraz kapitanów czwartego i dziewiątego oddziału. Ta czwórka razem z Setsuko miała największy kontakt z ofiarą.

— Z wstępnego rozeznania wynika, że wy jesteście głównymi świadkami zdarzenia — wyjaśnił Abarai. — Ale później przyjdziemy też do Czwórki, uzupełnić informację od reszty poszkodowanych, którzy są pod opieką pani kapitan — zwrócił się do Unohany. 

— Dobrze. Nikt nie odniósł poważnych ran, ale zostaną u mnie do jutra na obserwacji. Nie będę utrudniała wam śledztwa, o ile nie będzie hałasu. 

— No dobrze — Abarai spojrzał wymownie na Katsukiego. 

— Vice kapitanie Ayasegawa — zaczął młody mężczyzna. — Czy to prawda, że miał pan jako pierwszy styczność z Amane w oddziale pierwszym?

— Tak mi się wydaje — padło w odpowiedzi. — Byłem akurat w głównym holu. 

— Czy było coś niepokojącego w zachowaniu Amane?

— Tak. Wyglądał bardzo blado i obficie się pocił — oznajmił Ayasegawa zgodnie z prawdą. — Zapytałem go, czy dobrze się czuje i zaproponowałem powiadomić kapitana Piątki, gdyby chciał udać się do Czwórki na badania. 

— Jaka była jego reakcja?

— Twierdził, że całą noc w coś grał i jest zwyczajnie zmęczony, ale nic mu nie będzie. Doradziłem więc, aby odpoczął, jak będzie miał okazję. Po tym poszedł, a chwilę później nastąpił wybuch spowodowany użytym przez niego kido. 

— Czy wie pan, które to było zaklęcie?

— Nie widziałem niczego. Zaatakował dopiero gdy wyszedł z holu i ruszył korytarzem. 

— Sądząc po zniszczeniach, było to Soren Soukatsui — wtrąciła się Setsuko. 

— Próbki dostarczone do mojego oddziału również to potwierdzają — dodał Urahara. 

— Czy z holu daleko jest do biura pani generał? — zapytał Katsuki, ale Renji zaraz zdzielił go w kark.

— Przecież obaj wiemy, że to drugi koniec budynku — skarcił go Abarai. 

— Próbuję zachować profesjonalizm — naburmuszył się Katsuki, ale pominął pytanie i ruszył dalej z listą, którą miał przed sobą. — Czy ktoś widział dokładnie zdarzenie?

— Śmiem sądzić, że ktoś z odpoczywających w Czwórce shinigami — oznajmiła Kira Shizuko. — Część z nich została uwięziona pod gruzami po użyciu zaklęcia. 

— Czyli również nie widziałaś pierwszego ataku — podsumował Katsuki i odchrząknął.

— Ja pojawiłam się zaraz po tym, jak usłyszałam wybuch — oznajmiła Setsuko. I od tamtego momentu ja znam cały przebieg walki. 

— Dobrze, proszę nam opowiedzieć. 

— Próbowałam nawiązać rozmowę z Amane, ale z początku było to bardzo trudne. Nie chciał rozmawiać, ale wyraźnie było widać, że wcale też nie chce walczyć. Był w jakiś sposób zdesperowany — wyjaśniła z powagą, a dłonie zacisnęła mocniej na rękawach swojego kapitańskiego haori. — W końcu przyznał, że robi to z przymusu. 

— Powiedział, kto kazał mu zaatakować oddział?

— Nie. Wspomniał, że było to dwóch mężczyzn w maskach. Mieli napaść go noc wcześniej i zabrać gdzieś, aby wstrzyknąć jakąś kapsułkę z trucizną, jako forma szantażu. 

— Czy ktoś może to potwierdzić?

— Moi ludzie obecnie prowadzą sekcję zwłok — oznajmiła Unohana. — Przekażę kopię, gdy tylko będzie gotowa. 

— Dobrze. Dopóki nie będzie potwierdzenia, musimy to jednak potraktować jako spekulację. 

— To nie są spekulacje! — fuknęła Setsuko. — Młody mężczyzna umarł w moich rękach. Zaatakował mnie i oddział tylko dlatego, że obawiał się o swoje życie. 

— Cóż, nie świadczy to za dobrze o jego lojalności — prychnęła Unohana. — Powinien wybrać śmierć, zamiast wykonywać żądania szantażystów. 

— Mamy czasy pokoju. Nikt nie spodziewał się czegoś takiego. Amane na pewno zastanawiał się, dlaczego akurat on. Dlaczego to jemu się przytrafiło — zdenerwowała się Setsuko. — Bo to nie miało prawa się wydarzyć!

— Dobrze, spokojnie — zareagował Urahara. — Jesteśmy tu, aby współpracować i ustalić, co właściwie się wydarzyło. 

— Jeśli mogę — odezwała się Shurien. — Coś mi w tym wszystkim nie daje spokoju. 

— Tak? — zachęcił ją Renji, mając nadzieję, że to nieco uspokoi obecnych dowódców. 

— Jeśli mogę zapytać, jak dokładnie brzmiały żądania szantażystów? Jak Amane to określił?

— Powiedział, że kazali mnie zabić — odpowiedziała Setsuko nieco zbita z tropu. — Dokładnie tak powiedział. 

— No dobrze, ale w takim razie coś się nie zgadza. Amane zaatakował już po wyjściu z holu, chociaż wszyscy wiedzą, że gabinet pani generał jest dużo dalej. Gdyby naprawdę chciał panią zabić, zrobiłby lepiej, udając się pod gabinet — wyjaśniła Shurien. — Jednak zamiast się tam zakraść, zaatakował chwilę po wejściu. Być może właśnie wybrał śmierć, nie wypełniając dokładnie rozkazów. Być może liczył, że ktoś go powstrzyma. 

— Właśnie — przytaknęła energicznie Setsuko, wyraźnie zadowolona ze słów dziewczyny. 

— Poza tym, sami szantażyści nie byli zbyt bystrzy — wtrąciła się Shizuko. — Amane był przeciętny. Rozumiem, że dzięki temu łatwy do porwania, ale jeśli ktoś taki jak ja mógłby go pokonać, Amane nie miał szans pokonać, ani nawet zranić pani generał. 

— To również — przytaknęła Shurien. — Chyba że chodziło o dywersję — dodała, spoglądając na Setsuko. 

Kobieta otworzyła szeroko oczy, jakby nagle coś do niej dotarło. Wcześniej zupełnie o tym nie pomyślała, zbyt przejęta śmiercią Amane. 

— Zampakuto — powiedziała tylko, ale to wystarczyło Shurien. 

— To była dywersja — stwierdziła z pewnością w głosie. — Specjalnie wybrali Amane, bo wiedzieli, że nie podoła. Chodziło im o zamieszanie, żeby wykraść zampakuto Ichimaru Makoto. 

— Cholera — warknął Renji. — Katsuki, leć do jedynki po nagrania z kamer. 

— Lepiej jeśli ja pójdę — oznajmił Ayasegawa. — Przyniosę je tak szybko jak mogę. 

— Dobrze. Czekamy. Na nagrania i wyniki sekcji — zadeklarował Abarai, zerkając wymownie na Unohanę, która zignorowała ten gest. 

— Ja też już pójdę — oznajmił Urahara. — Jest coś, co muszę sprawdzić.


***

— Co się stało? — zapytała Setsuko, pojawiając się na wezwanie grupy śledczej. 

— Pomyślałem, że chcesz usłyszeć update w sprawie — oznajmił Renji, który siedział w biurze wraz z resztą ekipy.

— Słucham — mruknęła Setsuko, opierając się o ścianę ze skrzyżowanymi na piersi rękami. 

— Sekcja zwłok potwierdziła truciznę jako przyczynę śmierci. Skan zwłok pozwolił potwierdzić wersję Amane, co do kapsułki. Miał też ślady kłucia na ręce. I to chyba kilka prób.

Setsuko zmarszczyła brwi. 

— Skąd mieli coś takiego?

— Bardzo możliwe, że z Dwunastki. Urahara sprawdza to, ale wspomniał, że miał podobny wynalazek. Rozważali zastosowanie systemu ze środkami uspakajającymi na podopiecznych placówki…

— Cholerny kapelusznik — fuknęła kobieta. — I myślał, że bym się zgodziła?

— Nie, dlatego wynalazek został porzucony i trafił do magazynu. Urahara sprawdza obecnie, czy nadal tam jest i ktoś wpadł na coś podobnego, czy ktoś się włamał do Dwunastki. Jeśli wynalazku tam nie będzie, będziemy musieli zacząć sprawdzać Dwunastkę — tłumaczył spokojnie Abarai, choć obawiał się, że przyjaciółka może wybuchnąć. — Nie wiem tylko, czy nie byłaby to strata czasu, ale kapitan raczej nie pozwoli nam tego ominąć. 

— I co mam z nim pogadać? — sarknęła blondynka. 

Renji westchnął.

— Nie, nie w tym rzecz. 

— Ok. To co jeszcze macie? — zapytała Setsuko. 

— Kamery z Jedynki, te nieuszkodzone w sensie, uchwyciły dwóch mężczyzn. 

— Mężczyzn?

— Pewnie dlatego, że widziałaś twarz kobiety — stwierdził elokwentnie jak na siebie Renji.

— Może — Setsuko kiwnęła głową ze zrozumieniem. 

— Ale jeden z nich to ten sam, co wcześniej sądząc po ruchach — mówił dalej. — Znowu tylko mignięcia sylwetek. Skoro tak łatwo zastąpili kobietę, musi być ich więcej. 

— Wykorzystali Amane jako dywersję — dodała Shurien. — Wiedzieli, że w obecnej sytuacji w życiu nie dostaną się do Jedynki, w której roi się od shinigami. Dywersja sprawiła, że większość osób musiała się ewakuować, a jedyne osoby, które mogły ich powstrzymać, były zbyt zajęte. 

— A więc to jedna, spora sprawa — przytaknął Renji. — W poważne gówno się wplątaliśmy. 

Setsuko wzruszyła ramionami i odwróciła głowę, aby spojrzeć gdzieś w przestrzeń. 

— Wygląda to na sporą i dobrze zorganizowaną grupę, jeśli od razu mieli zastępstwo dla kobiety, żeby ją przed nami ukryć. Setsuko, ty coś wiesz, prawda?

— Skąd miałabym wiedzieć? — fuknęła. — Czy wtedy zleciałabym śledztwo?

— No nie — przyznał Renji, nieco strapiony i podrapał się nerwowo po potylicy. — Ale w końcu to ty. Musisz mieć jakąś teorię, podejrzenia. Co mówi ci intuicja?

— Nic. Nie wiem, kto za tym stoi.

— Serio? — nalegał Renji. 

— Nie wierzysz mi? — syknęła kobieta i popatrzyła po twarzach pozostałych osób. 

Czuła, że przyjaciel jej nie wierzy i rozumiała to. W końcu miał rację i znali się za długo, żeby dał się nabrać. Nie powinien jednak próbować przesłuchiwać jej przy dzieciach. Ani w ogóle. 

— Wychodzę — rzuciła rozeźlona. 

Wyszła, niemal trzaskając drzwiami, ale powstrzymała się w ostatniej chwili, ze względu na obecnych młodych. Naprawdę była wkurzona tym, że Renji brał ją pod włos. Nie wierzył jej ani trochę. Dobra. Znali się długo i znał jej zdolności, ale powinien jej chociaż trochę ufać, skoro wiedział, że zawsze miała jakiś plan. Przecież nie próbowała chronić złoczyńców. 

Renji wybełkotał do podwładnych coś, co brzmiało jak “szczekać”, ale wszyscy zgodnie uznali, że chodziło raczej o “czekać”. Podążył za wściekłą Setsuko,choć nie dlatego, że chciał przeprosić. Czuł, że przyjaciółka coś ukrywała. Jej reakcja potwierdzała to zresztą. Setsuko nigdy się tak nie zachowywała. Brakowało tylko, żeby powiedziała coś w stylu, że “nie da się przesłuchiwać własnym podwładnym”. 

Gdyby nie chciała rozmawiać przy młodym pokoleniu, zwyczajnie dałaby mu to do zrozumienia. Tym razem jednak jasno pokazała, że nie ma w ogóle ochoty do rozmowy. Coś musiało być na rzeczy i to poważnego. Dlatego Renji nie mógł się ot, tak poddać. Skoro prowadził to śledztwo, to było bardzo możliwe, że jego kapitan też nie wiedział zbyt wiele. Prawda?

— Zaczekaj! — krzyknął za nią i shunpnął, aby ją dogonić. Złapał ją za nadgarstek, zmuszając, aby się zatrzymała. — Zaczekaj no. 

— Co? — syknęła mu prosto w twarz. — Nie dam się przesłuchiwać, jak jakiegoś wroga. 

— Sory no — Abaraj podrapał się po potylicy, a Setsuko wyrwała się z jego uścisku. — Nie o to chodziło. Dobrze wiesz, że nie podejrzewam cię o chronienie wroga. Ale muszę wiedzieć. 

— Nie musisz — mruknęła, odwracając wzrok. 

— Przecież widzę, że coś ukrywasz. Masz to wypisane na twarzy — oznajmił. — Zresztą i bez twojego podejrzanego zachowania wiem. Znam cię zbyt długo, żeby dać się nabrać. W końcu jesteś naszą Setsuko. Kto ma mieć plan, jeśli nie ty?

— Nie Renji. Nie mam planu. Nie mam nawet podejrzeń. Gdybym wiedziała, kto za tym stoi i po co ta farsa, to nie zlecałabym Szóstce śledztwa. 

— Dobra, to masz rację, ale nie wierzę, że nic a nic nie przyszło ci do głowy. 

— To może uwierz, bo w tym momencie podważasz słowa swojej przełożonej. 

— Ej, to poniżej pasa — jęknął Renji, krzywiąc się. — Zasłaniać się rangą. Nie robiłabyś tego, jakbyś nie miała nic do ukrycia. 

— Renji, powiem to po raz ostatni, więc słuchaj uważnie — Setsuko cedziła ze wściekłością każde słowo. — Śledztwo to twoja robota, nie moja. Ja mam już wystarczająco na głowie, jako kapitan jedynki. Wierz mi, gdybym mogła, osobiście zajęłabym się sprawą.

— Tak? To po co ryzykowałaś nosząc podróbkę zampakuto Makoto? Chciałaś znaleźć jakiś trop i znalazłaś. 

— Próbowałam w ten sposób ochronić prawdziwy miecz przed kradzieżą. Zrobiłam to, co uważałam za słuszne. Wykonywałam swoją pracę i jeszcze zawiodłam.

— Gdyby chodziło o ochronę miecza, nawet fałszywego, nosiłabyś ze sobą także Moeru. 

— Nie sądziłam, że zaatakują podczas festiwalu. 

— Nie sądziłaś? — Teraz to Renji się zdenerwował. — Ty tam sama poszłaś, na Króla Dusz!

— Zrobiłam to odruchowo, wyczuwając ich reiatsu. Zaryzykowałam i dzięki temu zdobyłam dla was informację, bo TWOJE śledztwo jakoś nie idzie za dobrze. Minęły już dwa miesiące i nic nie mamy. 

— Nie mamy też miecza — zauważył Abarai. — Tak go świetnie chroniłaś. — Rozległo się plaśnięcie i Renji przyłożył dłoń do piekącego go policzka. Szeroko otworzone oczy jasno świadczyły, że nie spodziewał się takiej reakcji. Wiedział jednak, że tym razem zasłużył. — Przepraszam. Przesadziłem…

— Zdecydowanie — syknęła Setsuko. — Skup się lepiej na swoim śledztwie, bo jeśli masz zamiar marnować czas, będę musiała zawiesić waszą działalność. 

— Grozisz mi wstrzymaniem śledztwa? Chyba żartujesz!

— Nie żartuję. Zrobię to, jeśli nie pozostawisz mi wyboru — zagroziła kobieta i zniknęła w shunpo. - Albo wyznaczę innego lidera - dodała po chwili.

Renji stał tam jeszcze jakiś czas, nie wierząc w całą tę sytuację. W końcu zawrócił, z mieszanymi uczuciami wracając do swojego zespołu śledczego. 

— Vice kapitanie! — wykrzyknęła Shurien. — Co się stało? Proszę nie mówić, że dobierał się pan do pani generał — wypaliła, choć miał to być raczej żart. 

Renji jedynie łypnął na nią złowrogo i potarł wciąż czerwony policzek. 

— Przyznaję, że ma skubana krzepę — mruknął pod nosem, a Shurien i Taraka zaśmiały się cicho.

— To co właściwie się stało? — zapytał Hitoshi. — Bo wątpię, aby pan vice kapitan faktycznie ryzykował życiem, podrywając panią generał. Nawet gdyby ona puściła to płazem, to kapitan Kuchiki już taki pobłażliwy by nie był. 

Renji westchnął. 

— Otóż mam pewne podejrzenia — powiedział po chwili namysłu. — Nie wiem jednak, czy powinienem się nimi z wami dzielić. Tym bardziej jeśli sprawa jest na tyle poważna, że Setsuko zagroziła mi wstrzymaniem śledztwa. 

— Co? — zdziwił się Katsuki. — Jak to?

— Setsuko nie boi się nikogo ani niczego, więc jeśli skłonna posunąć się tak daleko, to sprawa musi być zarówno poważna, jak i delikatna — wyjaśnił Abarai, siadając na krześle. 

— Chodzi o szlachtę — domyśliła się Taraka. 

— Tak. Tak myślę. Być może rodzice opowiadali wam o osiągnięciach i wyczynach Setsuko. Możecie być pewni, że te historie są prawdziwe — ciągnął dalej Abarai. — Setsuko jest swego rodzaju geniuszem, więc zawsze ma jakiś plan. Ale skoro wstrzymała się od działań i nie chce mi nic powiedzieć, to znaczy, że ma spory dylemat, jak podejść do sprawy. Otwarte oskarżenie wobec któregoś z rodów wywoła wojnę domową. A te bywają naprawdę paskudne. 

— Też uważam, że babcia coś wie — przyznała Taraka.

— Dlatego musimy być od teraz bardzo, bardzo ostrożni — zadeklarował Renji. — Ale nie będziemy się wycofywać. Oficjalna część śledztwa będzie toczyła się w stronę rozmów z członkami oddziału piątego, aby dowiedzieć się więcej o Amane oraz z oddziału dwunastego, jako że możliwe jest, że to ich wynalazek doprowadził do jego śmierci. Mniej oficjalnie, będziemy musieli się zastanowić, który z rodów i dlaczego miałby motyw, aby użyć Makoto.